Wtorek w Oktawie Wielkanocy – dzień 7 kwietnia 2026 r.

Wtorek w Oktawie Wielkanocy – dzień 7 kwietnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozmyślać będziemy o ukazaniu się Jezusa Chrystusa Apostołom swoim, zgromadzonym w Jerozolimie i zobaczymy: 1) jak Jezus Chrystus ceni swoje święte rany; 2) jak my powinniśmy cenić nasze cierpienia. Następnie postanowimy sobie: 1) całować często z miłością wizerunek Jezusa ukrzyżowanego, szczególnie pięć ran Jego; 2) chętnie przyjmować wszystkie utrapienia tego życia. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Zbawiciela: „Oglądajcie ręce moje i nogi”[1].

Przygotowanie drugie.

Przenieśmy się w duchu pośród Apostołów, oddajmy cześć Jezusowi zmartwychwstałemu, który się im pokazał. Ucałujmy z miłością rany nóg, rąk i boku Jego najświętszego; prośmy Go, aby z nich spłynęła na nas łaska i aby nas wskrzesił do życia nowego.

PUNKT PIERWSZY.

Jak Jezus Chrystus ceni rany swoje.

Nie tylko w Wielkim Tygodniu i na krzyżu przedstawia nam Jezus Chrystus rany swoje do rozmyślania; przedstawia je nam także w czasie radosnej uroczystości swego zmartwychwstania, z tą różnicą, że w tygodniu minionym widzieliśmy te rany zakrwawione i bolesne, a dziś widzimy je chwalebne i promieniejące Bóstwem. Jezus Chrystus chciał je zachować w swym zmartwychwstałem ciele: 1) jako niezaprzeczone świadectwo, ze to ciało jest to samo, które cierpiało za nas; 2) jako chwalebne oznaki zwycięstwa, odniesionego nad nieprzyjaciółmi Boga i zbawienia ludzi; 3) jako oznaki miłości Jego dla nas, które z radością pokazuje niebu i ziemi, aby zapalić serca nasze wzajemną miłością; 4) jako usta, które z Boską wymową popierają naszą sprawę przed Ojcem Jego i bezustannie zasyłają za nas do Niego modlitwę wszechmocną; 5) jako święte źródła, z których możemy ciągle czerpać łaskę, z nieograniczoną ufnością w Jego zasługi. O Boskie rany, tak drogie Sercu Jezusa, do którego nam otwieracie wejście, jakże jesteście piękne! Patrząc na te rany, Aniołowie i Święci wiecznie błogosławią Boga, śpiewając z radością te słowa Ewangelii: „Oto, jak Bóg ukochał człowieka !” Te rany, w dzień sądu ostatecznego, zawstydzą tych, którzy nie chcieli korzystać z dobrodziejstwa odkupienia. O rany godne uwielbienia! czczę was i kocham. Każecie mi, abym na was spoglądał; z miłością się wam przypatruję. Wy jesteście moim schronieniem; w was spocznę. Wy jesteście moim światłem; od was się uczyć będę. Wy jesteście moją siłą; dodacie mi odwagi, jak upadać będę na duchu. Wy jesteście ogniskami miłości, do was się zbliżę, przy was przebywać będę przez rozmyślanie pokorne, serdeczne, wytrwałe i zostanę rozgrzanym: bo czy można stać przy wielkim ogniu i nie czuć jego gorąca?

PUNKT DRUGI.

Powinniśmy cenić nasze cierpienia.

Chętnie albo niechętnie, musimy doznawać cierpień od tych, którzy nam się nie podobają i dręczą nas; cierpieć od nas samych, z powodu niewytłumaczonych napadów smutku, niecierpliwości, melancholii i złego humoru; cierpieć ze wszystkich stron, z przyczyny śmierci osób nam drogich, straty majątku, niepowodzenia w zamiarach, upokorzenia rzeczywistego, albo mniemanego. Te cierpienia, które są udziałem natury naszej, powinniśmy bardzo sobie cenić, dlatego: 1) bo Jezus Chrystus powiedział: „Błogosławieni, którzy cierpią, błogosławieni, którzy płaczą”; 2) bo Boski Zbawca uwielbił cierpienia w swojej osobie, ubóstwiając i czyniąc cudownymi swoje rany, które wysłużyły Jego ciału chwałę, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie, miejsce po prawicy Ojca niebieskiego i zaszczyt sądzenia w dniu ostatecznym, żywych i umarłych; 3) bo bez cierpienia nie ma cnoty, ani zasług, a zatem nie ma nagrody, ani zbawienia; gdyby nie było cierpienia, ludzie przywiązaliby się do ziemi, a zapomnieliby o niebie; myśleliby tylko o używaniu teraźniejszości, a nie troszczyliby się o przyszłość; ale cierpienie, zniesione po chrześcijańsku, jest źródłem zasług, okazją do ćwiczenia się w cnotach, zadatkiem i miarą szczęścia w niebie, gdzie święci zaliczają do najpiękniejszych dni życia swego te, w których najwięcej cierpieli; 4) bo cierpienie zniesione z uległością, czyni nas miłymi sercu Boga Ojca, który wtedy widzi w nas podobieństwo do swego boskiego Syna; cierpienie zbliża do nas Boga, aby nam ulżył, albo nas pocieszył. Daniel został wrzucony do lwiej jamy, trzej młodzieńczy Babilońscy, do pieca ognistego, Józef do więzienia: Bóg był przy nich, aby ich ocalić; 5) bo cierpienie było zawsze rozkoszą Świętych. Podobam sobie, mówił święty Paweł, w utrapieniach, w chorobach dręczących moje ciało, w potwarzach szarpiących moją sławę, w niedostatku, który sprawia, że nie mam wygodnego mieszkania, odpowiedniej odzieży ani pożywienia, w prześladowaniach zewnętrznych, w uciskach wewnętrznych: wtedy moc Jezusa Chrystusa mieszka we mnie. Albo cierpieć albo umrzeć! mówiła święta Teresa; nie mogę żyć bez krzyża: tak dalece Jezus Chrystus przyjmując cierpienie, odjął mu gorycz, i jakoby namaścił je swoją Boską słodkością. Czy tak cenimy cierpienie? jak znosimy przeciwności życia? Prośmy Pana Jezusa, abyśmy po chrześcijańsku pojmowali cierpienie.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Ewang. św. Łukasza, XXIV, 39.