Wtorek Szóstego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 12 maja 2026 r.

Wtorek Szóstego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 12 maja 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś zastanowimy się nad dwoma innymi warunkami dobrej modlitwy, którymi są: 1) gorliwość; 2) wytrwałość. Nasze postanowienie będzie: 1) więcej cenić dobra duchowne, o które Boga prosimy i pragnąć ich z większą usilnością; 2) być wytrwałymi w modlitwie, choćbyśmy w niej nie znajdowali pociechy i nie otrzymali tego, o co prosimy. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Psalmisty: „Pragnienia ubogich wysłuchał Pan”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Duchowi świętemu, który natchnął Dawida taką gorliwością w modlitwie; ten wielki król nazywa modlitwę gorącą, wołaniem serca, przenikającym do głębi serce Boga. A święty Augustyn powiada, że wołanie serca jest to gorliwość miłości i pragnienia; to właśnie daje skrzydła modlitwie i podnosi ją do nieba; serce zimne jest nieme, nie umie nic powiedzieć Bogu; aby woń modlitwy wzniosła się do Boga, trzeba, aby kadzidło zostało spalone w duszy, przez święte pragnienia. Panie, spraw, abym się przejął tą prawdą tak ważną.

PUNKT PIERWSZY.

Gorliwość w modlitwie.

Gorliwość w modlitwie jest to gorące pragnienie bycia wysłuchanym; dusza, pobudzona łaską Ducha Świętego, śle do Boga gorące westchnienia i modli się jak dziecię, błagające ojca o pomoc wśród niebezpieczeństwa. Te święte pragnienia sprawiły, że Daniel został wysłuchany. „Ja przyszedłem oznajmić tobie, rzekł anioł, bo mężem pożądania jesteś”[2]; również i Dawid, jak sam powiada o sobie: „Otworzyłem usta moje i zaczerpnąłem powietrza, gdyż pragnąłem przykazań twoich”[3]. „Panie przed tobą jest cała tęsknota moja i wzdychanie moje przed tobą nie jest skryte”[4]. Aby zrozumieć z jakiem gorącym pragnieniem powinniśmy się modlić, wystarczy zastanowić się nad wielkością dóbr, o które Boga prosimy i nad wielkością zła, które chcemy, aby od nas oddalił.

1) Prosimy Go, aby nam dał niebo, chwałę, bogactwa swoje, szczęście swoje, wieczne posiadanie siebie samego. Prosimy Go o dary Ducha Świętego, o łaski, z których najmniejsza więcej jest warta, niż wszystkie królestwa tego świata; o cnoty, których najmniejszy stopień przewyższa wszystkie skarby ziemskie. Prosimy Go o Przenajdroższą Krew Jego Syna, o Jego zasługi, pokorę, miłość, cichość, o wszystkie cnoty. Czyż to nie jest rzeczą oczywistą, że dobra tak wielkie powinny być wielce upragnione; że kto o nie prosi obojętnie, albo z małą gorliwością, ten nie rozumie ich wartości i jest ich niegodny? O wielkie rzeczy trzeba prosić z wielką usilnością; gorącość pragnień powinna odpowiadać ich wielkiej cenie. Zastanówmy się, czy tak prosimy Boga o łaski nam potrzebne. Niestety! gdzie nasz rozum? Gdzie nasza wiara? Często w modlitwie prosimy Boga o niebo i o inne łaski z mniejszym pragnieniem, niż człowiek spragniony prosi o kubek wody. Jakże Bóg może nas wysłuchać?

2) W modlitwie prosimy, aby nas Bóg zachował od piekła, gdzie możemy w każdej chwili się dostać, gdzie nikt nie wie, czy się kiedyś nie dostanie. Czy trzeba mówić podróżnemu, któremu grozi burza, żeby prosił o pomoc i ratunek? O! jak on usilnie prosi! Jak gorąco błaga tych wszystkich, którzy mogą mu przyjść z pomocą! A my, ludzie małej wiary, płyniemy po burzliwym morzu, gdzie nam grozi rozbicie, którego skutki są wieczne; a tak mało się modlimy, tak ozięble, z tak małym pragnieniem uniknięcia piekła! Nie tak trzeba prosić Boga, aby nas zachował, od tak strasznego nieszczęścia. Zrozumiejmy dobrze, jaka powinna być nasza gorliwość w modlitwie.

PUNKT DRUGI.

Modlitwa powinna być wytrwała.

Kto się krótko modli i chce natychmiast być wysłuchanym, ten odmawia Bogu należnego uszanowania; zapomina, że Bóg jest panem swoich darów, że ma prawo, udzielić nam je wtedy, kiedy zechce; ten nie rozumie, jak wielkiej ceny są te dary, o które warto kilkakrotnie prosić. Ubogiemu nie przykrzy się błagać o jałmużnę po kilka razy. Wreszcie, powinniśmy pamiętać, że nasze dobro wymaga, abyśmy byli wytrwali w modlitwie: 1) ponieważ zwłoka ze strony Boga, w udzieleniu nam dobrodziejstw, nadaje im większą cenę w oczach naszych; 2) ponieważ nader ważną rzeczą jest dla nas, abyśmy się przyzwyczaili do ustawicznej modlitwy. Modlitwa jest naszym duchownym pokarmem, dusza nie może się obejść bez częstej modlitwy, jak ciało bez częstego posiłku, inaczej słabnie i umiera. Jest to nasza broń w pokusach i próbach; modlitwa jest dla nas tym, czym miecz złoty, który Juda Machabeusz otrzymał z nieba, do pokonania nieprzyjaciół; jeżeli tę broń odrzucimy, zostaniemy zwyciężeni. Jest to tajemnicza drabina Jakubowa, po której aniołowie wstępują do nieba, aby zanosić nasze prośby, a zstępują, aby nam przynieść dary Boże. Jest to klucz do łask; kto go odrzuca, wyrzeka się pomocy Boskiej, nie potrafi zwyciężyć swoich namiętności, ani swojej nędzy. Jest to wreszcie sposób utrzymania w nas wiary, nadziei i miłości, pamięci o niebie i życiu przyszłym, zamiłowaniu naszych obowiązków i męstwa do ich spełnienia; tym sposobem sprawdzają się słowa Jezusa Chrystusa: „Trzeba się zawsze modlić i nigdy nie ustawać”[5]. Czy tak pojmujemy konieczność ciągłej i wytrwałej modlitwy? Ileż mamy sobie do wyrzucenia w tym względzie.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1]–  Psalm IXB, 17. – Psalm X wedle Żydów

[2]–  Daniel, IX, 23.

[3]–  Psalm CXVIII, 131.

[4]–  Psalm XXXVII, 10.

[5]–  Ewang. św. Łukasza, XVIII, 1.