Wtorek Piątego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 5 maja 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozmyślać będziemy, jak się trzeba zachować w czasie oschłości i zobaczymy, że trzeba się wystrzegać: 1) zniechęcenia, które ostudza gorliwość; 2) zamieszania, które odbiera pokój duszy. Następnie postanowimy sobie: 1) przyjmować chętnie znudzenie, niesmak, oschłość, które się trafiają w spełnianiu obowiązków; 2) zachować pokój i cierpliwość pomimo ucisków wewnętrznych. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Psalmisty: „W ziemi pustej, bezdrożnej i bezwodnej, tak w świątyni stawiłem się przed Tobą”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, opuszczonemu na krzyżu przez Ojca swego: „Boże mój, Boże mój, zawołał, czemuś mnie opuścił?”[2]. Dziękujmy Mu, że chciał doznawać tego opuszczenia i oschłości, aby nas zachęcić do ich znoszenia.
PUNKT PIERWSZY.
W czasie oschłości trzeba się wystrzegać zniechęcenia.
Łatwo jest służyć Bogu, kiedy się w tym znajduje przyjemność; ale dźwigać krzyż, nie doznając żadnej pociechy; iść na modlitwę, jakby z przymusu, z sercem zimnym i nieczułym; rozmyślać i przystępować do Komunii świętej z oschłością; spełniać swe obowiązki bez namaszczenia i pociechy, słowem, być w stosunku z Bogiem jakby bezrozumne stworzenie; to jest właśnie, tym co sprawia często zniechęcenie, rodzi smutek i melancholię, czyni nas nieznośnymi sobie i drugim. W takim stanie trzeba się obawiać, abyśmy nie porzucili wszystkiego, znajdując trudność w ćwiczeniach pobożnych. Przeciw tej niebezpiecznej pokusie trzeba stawić: 1) pamięć o Bogu, który ma prawo czynić z nami, co chce. Ma prawo wymagać, abyśmy pełnili w służbie Jego to nawet, co nam nie jest przyjemne. Nigdy sługa nie może się wymawiać od spełnienia woli swego pana dlatego, że to, co mu rozkazują, nudzi go, albo mu się nie podoba: a Bóg jest naszym panem; ma nad nami prawo nieograniczone, niezależne od naszych upodobań albo wstrętów. Trzeba na pokonanie tej pokusy 2) przypomnieć sobie obowiązek pokuty. Grzeszyliśmy wiele, grzeszymy jeszcze codziennie. Otóż najlepszą pokutą jest służyć Bogu nie zważając na wstręt i odrazę oburzającej się natury. Dlatego to Święci, kiedy odbierali pociechy i jakby pieszczoty duchowne, mawiali: O Boże, to nie należy się takiemu grzesznikowi jak ja; a jak doznawali wewnętrznych ucisków, wołali: Panie, zasłużyłem, abyś się ze mną tak obchodził, abyś mnie w ten sposób karał za moje grzechy. Dla pozbycia się tej niebezpiecznej pokusy zniechęcenia, trzeba 3) pocieszać się nadzieją osiągnięcia nieba. Czyż to jest słuszne chcieć, aby nam Bóg płacił, jakby gotówką, za to, co dla Niego robimy, nie chcieć czekać na nagrodę w niebie, jakbyśmy Bogu niedowierzali? O jak nie rozumiemy sami, od czego zależy nasze szczęście! Jeżeli Bóg nie płaci nam tu pociechami, otrzymamy w niebie podwójną nagrodę: jedną za uczynek, wykonany jedynie ze względu na Boga, a drugą za odważne przezwyciężenie wstrętu; a ta podwójna nagroda będzie wieczna. Umiejmy więc czekać. Na ziemi trzeba mieć cierpliwość, w niebie będzie używanie doskonalsze i wieczne. Przejmijmy się dobrze tymi prawdami.
PUNKT DRUGI.
W czasie oschłości trzeba zachować pokój duszy.
Dusza, doznająca oschłości, wyobraża sobie niekiedy, że jest przez Boga opuszczoną, że Bóg jej nie kocha, ponieważ obchodzi się z nią tak surowo; że ona Go także nie kocha, kiedy się czuje oziębłą i zniechęconą. Jeżeli Bóg przestaje pieścić ją, jak tkliwa matka dziecko swoje, myśli, że wszystko stracone, zniechęca się i trapi. Pomieszana, niespokojna, nie wie, co się z nią dzieje. W tym stanie nie słyszy, co Duch Święty wewnętrznie do niej mówi; już nie czuwa nad sobą spokojnie, nie pilnuje poruszeń serca, przez to traci łatwość do modlitwy i roztropność, tak potrzebną do postępu w cnocie. O duszo, dlaczego się mieszasz i tracisz pokój? Czy dlatego, że sama sobie się nie podobasz, sądzisz, że się nie podobasz Bogu? Prawdziwa pobożność nie polega na czułościowych oznakach, ale jedynie na silnej woli służenia Bogu. Gorliwość uczuciowa jest darem, który Bóg udziela, komu chce; On tego nie wymaga, bo to od nas nie zależy. Jeżeli odmawia nam tej łaski, którą On sam jedynie dać może, nie będzie nas za to karał. Brak uczuciowej pobożności nie jest bynajmniej złem, wszyscy Święci go doznawali. Mamy tego przykład na świątobliwym mężu Hiobie, który mówił do Boga: „Panie, nawiedzasz mnie rano pociechą, a wieczór doświadczasz mnie opuszczeniem”[3]. Z tego pobożny autor Naśladowania wyprowadza taki wniosek: Jeżeli tak się działo z największymi Świętymi, dlaczegóż my, nędzni, trapić się mamy, że tak samo Bóg się z nami obchodzi? Czy postępujemy według tych świętych zasad?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Psalm LXII, 3.
[2] – Ewang. św. Marka, XV, 34.
[3] – por. Hioba VII, 18.

