Szesnasta Niedziela Zwykła – dzień 19 lipca 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozważać będziemy Ewangelię niedzielną i dowiemy się z niej: 1) że wszystko winniśmy Bogu; 2) że postępujemy w najwyższym stopniu nierozsądnie, odpowiadając tak źle zamiarom Boga względem nas. Następnie postanowimy sobie: 1) używać wszystkiego, co mamy i czym jesteśmy, według woli Bożej; 2) służyć Bogu i starać się o nasze zbawienie przynajmniej tak gorliwie, jak się świat stara o nabycie bogactw, zaszczytów i rozkoszy. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Ewangelii: „Zdaj sprawę z włodarstwa twego”. „Synowie tego świata roztropniejsi są niż synowie światłości”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Bogu, którego dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam w osobie bogacza. Bóg jest nieskończenie bogaty, nie tylko dlatego, że posiada sam w sobie wszystkie doskonałości stanowiące najwyższe bogactwo, ale dlatego jeszcze, że jest jedynym i niezależnym panem wszystkich rzeczy, wszystkich dóbr w porządku natury i w porządku łaski i wszystkich nieocenionych bogactw chwały; że mógłby stworzyć jeszcze tysiące światów bogatszych i wspanialszych, nie wyczerpując ani nie zmniejszając skarbów, które posiada. Radujmy się, że Bóg tak jest bogaty i uważajmy się za szczęśliwych, że mamy takiego Pana.
PUNKT PIERWSZY.
Wszystko winniśmy Panu Bogu.
Wszystko, co mamy i czym jesteśmy, należy całkowicie do Boga, bo jako nasz Stwórca, zarządca, opiekun jest naszym najwyższym Panem. Dając nam swoje dobra, nie wyrzekł się do nich prawa; własność sobie zachował, a nam powierzył tylko jej zarząd pod warunkiem, abyśmy jej używali nie według własnego upodobania, ale według Jego woli. Jesteśmy tylko sługami Jego i szafarzami; nawet chleb, który spożywamy i woda, którą pijemy, nie jest naszą własnością. On ma prawo wypędzić nas i ukarać, jeżeli dóbr, które nam powierzył używać nie będziemy według woli Jego. Z tej zasady wynika, że jeżeli nas Bóg obdarzył majątkiem, to z tym warunkiem, żebyśmy zaspokoiwszy nasze potrzeby, reszty użyli na zaopatrzenie ubogich; jeżeli nam udzielił albo zdolności większych, albo przymiotów ciała, albo darów przyrodzonych lub nadprzyrodzonych; jeżeli w każdej chwili nowym dobrodziejstwem podtrzymuje nasze życie, to z tym jedynie warunkiem, że będziemy używali tych darów według Jego woli, nie rozporządzając niczym samowolnie dla dogodzenia światu albo sobie, dla zadowolenia pychy albo zmysłowości; tego wszystkiego ma Bóg prawo od nas wymagać. W każdej chwili może do nas powiedzieć i niezawodnie powie kiedyś: „Zdaj sprawę z włodarstwa twego“. Cóżeś zrobił z moimi dobrami? Coś zrobił z majątkiem, którego cię uczyniłem szafarzem? Czyś dał część należną ubogim, sobie zostawiając to tylko, co było prawdziwie potrzebne? Jak używałeś twego rozumu? Czyś się przykładał do poznania rzeczy pożytecznych, należących do twego powołania, czyś go nie marnował przez lenistwo, czyś go nie skrzywił przez czytanie złych książek, przez złe myśli, złe rozmowy, albo przez dogadzanie miłości własnej i pysze? Coś zrobił z twoim ciałem? Czy nie uczyniłeś z niego bałwana swojej zmysłowości albo niewolnika swej pychy? Jak korzystałeś z czasu, czy użyłeś pożytecznie każdej jego chwili? Coś zrobił z moimi łaskami, czyś im był wierny? Zdaj mi rachunek z tego, coś złego uczynił, i z dobra, które zaniedbałeś, będąc do niego zobowiązanym, i z dobra, które spełniłeś źle z powodu lenistwa, opieszałości, miłości własnej: bo nie dosyć jest pełnić dobre uczynki, trzeba je wykonywać dobrze.
PUNKT DRUGI.
Jesteśmy bezrozumni odpowiadając tak źle zamiarom Boga względem nas.
Czyż to nie jest godnym podziwu, że wszystko mając od Boga, mniej gorliwymi jesteśmy w spełnianiu Jego woli, w tym co się tyczy naszego zbawienia, niż ludzie światowi w nabywaniu dóbr doczesnych? Jednakże tak postępują ci, którzy wbrew temu, co naucza Ewangelia – potępiająca bogactwa, rozkosze, zaszczyty, a zalecająca głównie staranie się o zbawienie – myślą tylko o dobrach tego świata. Człowiek światowy namiętnie się stara posiąść fałszywe dobra doczesne: a wielu jest takich między chrześcijanami, którzy mało się troszczą o swoje zbawienie; mało i obojętnie o nim myślą; nie uważają tego za rzecz godną uwagi i najmniej o to dbają. Człowiek światowy starannie usuwa wszystko, co przeszkadza jego zamiarom, czuwa i strzeże się; a między chrześcijanami wielu jest takich, którzy nie czuwają nad usunięciem przeszkód do zbawienia i wcale nie troszczą się o nie; lubują się w każdej okazji narażającej ich na grzech, nie chcą jej porzucić i z trudnością ich do tego można nakłonić. Człowiek światowy nie waha się przed żadną ofiarą dla dopięcia swego celu i nie naraża się na rzeczy niepewne, ale obiera to, co jest pewne; nie zaniedbuje żadnego środka, aby sobie zapewnić powodzenie, naraża się na trudy, niebezpieczeństwa, nawet na śmierć: a wielu jest takich chrześcijan, którzy są opieszali i słabej woli, kiedy idzie o ich zbawienie; chcą robić jak najmniej, nie zastanawiają się, czy to, co się od nich żąda, jest najlepszym środkiem do zbawienia, ale kombinują, czy nie mogliby się od tego uchylić, czy ten środek jest niezbędnie potrzebny; najmniejsze trudności ich zrażają, boją się zadać sobie przymus, nie myślą o wynagrodzeniu dawnych strat przez zbieranie większej ilości cnót i zasług oraz nie dbają o zabezpieczenie się na przyszłość przez dobre uczynki, które by stanowiły ich szczęście w wieczności; chcą tylko uniknąć zupełnej zguby, to jest potępienia wiecznego. O! gdybyśmy mieli tyle gorliwości o nasze zbawienie, ile jej ma kupiec, chcący się wzbogacić, ile żołnierz, pragnący otrzymać wyższy stopień; gdybyśmy robili dla nieba to, co świat robi dla pozyskania jakiego urzędu, wygrania procesu, dla zapewnienia sobie korzyści z kupiectwa, albo dla odzyskania zdrowia, doszlibyśmy prędko do wielkiej świętości! Tak więc sprawdzają się słowa Jezusa Chrystusa, wyrzeczone w dzisiejszej Ewangelii: że synowie tego świata roztropniejsi są w drobnostkach, które nazywają swymi sprawami, jak synowie światłości w tym, co się tyczy ich zbawienia!
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Łukasz XVI, 2, 8.

