Środa trzeciego tygodnia – 17 grudnia 2025 r.

Środa trzeciego tygodnia Adwentu – 17 grudnia 2025 r.

Przygotowanie pierwsze.

            Aby godnie odpowiedzieć potrójnemu obowiązkowi poznania, kochania i naśladowania Słowa Wcielonego, zastanowimy się najpierw nad życiem, jakie prowadził Zbawiciel przez dziewięć miesięcy w łonie Maryi; przekonamy się w tym rozmyślaniu, że Jezus był w łonie swej Matki Przenajświętszej jak więzień samotny i milczący. Potem zrobimy postanowienie: 1) nie rozpraszać się przez niepotrzebne stosunki z ludźmi; 2) miłować życie ukryte i milczenie, jako najwięcej sprzyjające niewinności życia, skupieniu i modlitwie. Naszą wiązanką duchową będzie to zdanie z Naśladowania Jezusa Chrystusa: „W milczeniu i spokojności doskonali się dusza“[1].

Przygotowanie drugie.

            Oddajmy cześć Dzieciątku Jezus w łonie Matki Jego, w którym chciał mieszkać przez dziewięć miesięcy. Nie chciał ukazać się na ziemi jako człowiek dojrzały; wołał poddać się zwykłym warunkom i zacząć w łonie niewiasty życie Słowa Wcielonego. Oddajmy Mu cześć i złóżmy Mu dzięki za ten zamiar Jego odwiecznej mądrości i prośmy Go, aby nam dał zrozumienie tej tajemnicy i łaskę, abyśmy Go w niej naśladować mogli.

PUNKT PIERWSZY.

Życie Słowa Wcielonego w łonie Maryi było życiem więźnia.

            Czy było kiedy więzienie ciemniejsze? A jednakże, o cudzie miłości! w tym więzieniu chciał mieszkać przez dziewięć miesięcy Ten, który mieszka w światłości Świętych. W nim zamknął swą niezmierzoność w przestrzeni jak najmniejszej, w słabości ukrył swą wszechmoc, w prostocie dziecięcia swoją mądrość nieskończoną i stał się z miłości ku nam więźniem, aby spłacić nasze długi i uwolnić nas od więzienia piekielnego; z tego więzienia nie chciał wyjść prędzej, tylko w dniu naznaczonym od Ojca. Przyszedłszy na świat, wiódł życie wśród ustawicznych cierpień, umarł okrutną śmiercią i stał się do końca wieków więźniem w Przenajświętszym Sakramencie. O najcudowniejszy, najgodniejszy miłości więźniu, uczyń mnie więźniem Twojej miłości, aby mnie nic oderwać nie mogło od zjednoczenia z Tobą.

PUNKT DRUGI.

Życie Słowa Wcielonego w łonie Maryi było życiem samotnym.

            Jezus chętnie przebywa w tej samotności, nikomu nieznany, tylko swej Matce Przenajświętszej. Dlatego to czyni, aby nas nauczyć, że nie powinniśmy się ubiegać o to, aby wszystko wiedzieć i wzajem być widzianymi; że świat cały, choćbyśmy mogli go obejrzeć w ogóle i w szczegółach, próżny tylko widok nam przedstawi; że lepiej jest żyć w ukryciu, pracując dla zbawienia swej duszy, aniżeli ściągać na siebie oczy ludzkie przez cuda, z zaniedbaniem siebie samych; że większą osiągamy korzyść z obcowania z Bogiem, niż z ludźmi; że Bóg podoba sobie w sercu samotnym, oddalonym od zgiełku świata; że im więcej odsuniemy się od stworzeń i od próżnych rozmów, tym więcej Bóg się do nas zbliży, mówić będzie do naszego serca, da nam uczuć słodycz swej obecności i pociech; że łatwiej nam będzie zachować czystość sumienia i utrzymać się w świętym stosunku z Bogiem. O życie ukryte, jak wielką jest twoja wartość! jak miło jest zamknąć drzwi serca swego dla stworzeń i rozmawiać w nim z Jezusem! Nigdzie nie znajdziemy większego spokoju, nigdzie nie znajdziemy lepiej siebie i Boga. Czy tak cenimy sobie życie ukryte i samotne?

PUNKT TRZECI.

Życie Słowa Wcielonego w łonie Maryi było milczące.

            Słowo wcielone tak miłuje milczenie, że przez dziewięć miesięcy nie mówi ani słowa, a na narodzenie swoje obiera porę nocną, kiedy wszystkie stworzenia pogrążone są w milczeniu. Od narodzenia swego aż do czasu, w którym zwykłe dzieci zaczynają mówić, Jezus milczy, a od tej chwili aż do trzydziestego roku swego życia także milczy, mówiąc to tylko, czego wymagała konieczność albo przyzwoitość. Przez trzy lata swego apostolstwa mówi, bo tego było potrzeba; ale od swojej śmierci aż do skończenia wieków, milczy ciągle, pozostając w Przenajświętszym Sakramencie. O cudowne zjawisko! Ty nas uczysz, że milczenie jest szkołą mądrości; w nim to bowiem uczymy się wielkiej sztuki mówienia dobrze i działania roztropnie, zastanawiania się nad sobą; w nim nabywamy ducha wiary, skupienia i modlitwy; Ty nas uczysz, że w sercu człowieka milczącego znajduje się lepszy skarb, niż w ustach mędrca, który mówi, że pobożność, której nie strzeże milczenie, jest nietrwałą; że gadatliwość rozprasza i jest przyczyną wielu błędów; Ty nas uczysz wreszcie, że pobożność, nie powstrzymująca języka, jest bez wartości. Im większe milczenie, tym większa niewinność; gadatliwość rozprasza, a milczenie pomaga do skupienia. Mądry, wpierw nim mówić zacznie, zastanawia się, czy to, co chce powiedzieć, więcej warte jest niż milczenie. Czy tak postępujemy? Czy znajdujemy szczęście w milczeniu i czy wolimy raczej słuchać, jak drudzy mówią, niż mówić sami?

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1]    –   Naślad. Jez. Chr. ks. I, XX, 6.