Środa Osiemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 5 sierpnia 2026 r.

Środa Osiemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 5 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy trzecią przyczynę, dla której powinniśmy być pokorni, to jest: 1) że sami nic uczynić nie możemy; 2) że nawet przy zwyczajnej pomocy Boskiej jesteśmy samą słabością. Rozważywszy to, postanowimy sobie: 1) nie ufać sobie samym i unikać okazji do grzechu; 2) zaufać Bogu, nie zrażając się naszą słabością. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Apostoła: „Albowiem gdy jestem słaby, wtedy jestem potężny”[1], „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”[2].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, który będąc sam tylko potężnym na tym świecie, tak ukrył swoją potęgę, że w dzieciństwie okazywał zupełną niemoc; w późniejszych latach oświadcza, że własną mocą nic nie może uczynić; a po śmierci zostaje w Przenajświętszym Sakramencie w takim stanie, że sądząc z pozoru, nie może ani widzieć, ani słyszeć, ani mówić ani uczynić żadnego poruszenia; dla nauczenia nas, jak mamy oddawać cześć Bogu przez pokorne wyznanie naszej zupełnej niemocy. Złóżmy Mu dzięki za tę naukę i oddajmy Mu hołdy należne.

PUNKT PIERWSZY.

Sami przez się nic nie możemy.

Sam Pan Jezus o tym nas upewnia, kiedy mówi: „Beze mnie nic uczynić nie możecie”[3]. Rozum nam to mówi, ponieważ sami przez się jesteśmy niczym i nic nie mamy. Jesteśmy tak nędzni, że gdyby Bóg nas nie wspierał, nie poruszał i nie pomagał nam do wykonania każdej czynności, bylibyśmy do niczego niezdolni, jak martwe ciało. Bez Niego nie możemy nic zrobić, ani jednego słowa wymówić, ani mieć dobrej myśli, niczego pragnąć, niczego chcieć, co by zasługiwało na niebo. Nie możemy nawet przypisywać sobie odpowiadania łasce, bo i to jest łaską; nie możemy mieć poznania tej prawdy, że nic nie możemy, bo to poznanie jest jedną z największych łask, jakie Bóg może nam uczynić. Wreszcie, jesteśmy tak niezdolni do dobra, że trzeba było, aby nam Bóg kupił ceną Krwi swojej najmniejszą myśl dobrą, wartość najmniejszej modlitwy, nawet najmniejsze pragnienie serca, tyczące się zbawienia. Na widok takiej niemocy, co mamy czynić? Oto, z jednej strony upokarzać się i modlić, jak żebrak, proszący o jałmużnę; z drugiej strony dziękować Bogu i błogosławić Go, że nas nieustannie wspiera z dobroci swojej. Czy czynimy jedno i drugie?

PUNKT DRUGI.

Nawet przy zwyczajnej pomocy Boskiej jesteśmy samą słabością.

Prawdą jest, że pomimo łask, które odbieramy od Boga, często upadamy i życie nasze pełne jest opłakanych błędów? Jesteśmy jak człowiek złożony chorobą, który ruszyć się nie może bez cudzej pomocy; zdarza się i często, że kiedy nam ofiarują pomoc, nie chcemy jej przyjąć. Najmniejsza pokusa odbiera nam resztę sił, które Bóg nam daje; urojenie wyobraźni, jakaś myśl, spojrzenie, zły przykład, słowo przygany przyprowadza nas do upadku: najlżejsza trudność nas wstrzymuje. O mój Boże! jakże jesteśmy słabi! Moglibyśmy przez modlitwę otrzymać łaskę większą, która by nam pomogła do zwyciężenia naszej słabości; ale niestety! jest to nasza największa nędza, że się modlimy mało i źle! Cóż mamy robić? Oto, upokorzyć się przed Bogiem na widok naszej niemocy, nie dowierzać sobie, czuwać nad zmysłami, nad umysłem i sercem, unikać okazji, pamiętać, że jesteśmy niezdolni do dobra, a skłonni do wszystkiego zła, a potem zaufać Bogu, który sam jest naszą siłą; wszystkiego od Niego się spodziewać, jedynie tylko od Niego i prosić Go z całej duszy o litość nad naszą nędzą. „Jedni w wozach, a drudzy w koniach nadzieję pokładają, ale my imienia Pana Boga naszego wzywać będziemy”[4].

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] – II. Kor. XII, 10.

[2] –  Filip. IV, 13.

[3] –  Jan XV, 5.

[4] –  Psalm XIX, 8.