Środa IV-ego tygodnia Wielkiego Postu – dzień 18 marca 2026 r.

Środa IV-ego tygodnia Wielkiego Postu – dzień 18 marca 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozmyślać będziemy o spowiedzi i zobaczymy, że spowiedź powinna być: 1) pokorna; 2) szczera; 3) zupełna. Następnie zrobimy postanowienie: starać się o spełnienie tych trzech warunków przy każdej spowiedzi. Jako wiązankę duchową weźmiemy tę radę Ducha Świętego: „Nie wstydź się wyznawać grzechów twoich”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, który z miłości ku nam ustanowił Sakrament Pokuty; złóżmy Mu dzięki za tak wielkie dobrodziejstwo. Jest to jakby święta kąpiel, oczyszczająca nas ze wszelkich zmaz, jest to Boski kanał, przez który łaska na nas spływa; jest to szkoła, w której otrzymujemy dobre rady i zachętę do dobrego; jest to wreszcie najskuteczniejszy środek do poprawy naszych wad i do postępu w cnotach.

PUNKT PIERWSZY.

Spowiedź powinna być pokorna.

Powinniśmy stawać przed kapłanem z uszanowaniem i zawstydzeniem, jak grzesznik przed aniołem Bożym, jak przed Jezusem Chrystusem; jak chory, okryty wstrętnymi ranami staje przed lekarzem, który może go uleczyć, jeżeli jego chorobę dobrze pozna; jak zbrodniarz, który zawinił przeciw Majestatowi Bożemu i zasłużył na piekło, staje przed sędzią najwyższym, trzymającym w ręku swym wyrok życia albo śmierci. Ponieważ nie możemy nic uzyskać ze strony sprawiedliwości, ale tylko tytułem łaskawości i miłosierdzia, powinniśmy przystępować z głęboką pokorą wewnętrzną i zewnętrzną, wyznając pokornie nasze grzechy, nie z obojętnością, jakbyśmy opowiadali jaką historię, ale z zawstydzeniem i boleścią duszy, która czuje się przestępną; nie uniewinniając się dla uniknięcia wstydu, ale oskarżając się bez oszczędzania miłości własnej, która chce przedstawić grzechy mniejszymi, niż są przed Bogiem; nie z dumą i wyniosłością, jakbyśmy co dobrego wykonali, ale z pokorą i żalem, ubolewając nad swoją nędzą, więcej się bojąc sądu Boga niż ludzi. Czy tak się spowiadamy?

PUNKT DRUGI.

Spowiedź powinna być szczera.

Szczerość przy spowiedzi polega na tym, abyśmy wyznali z prostotą wszystko, co pamiętamy, nie troszcząc się o to, cośmy mogli zapomnieć, ponieważ brak pamięci nie jest grzechem przed Bogiem. Nie trzeba powiększać grzechów, pod pozorem, że lepiej jest powiedzieć więcej, niż za mało; chory nierozsądnie robi, kiedy lekarzowi przedstawia swą chorobę większą, niż jest. Jeszcze gorzej robi ten, kto pokrywa swoje błędy, wyznając mniej ważne, a pobieżnie oskarżając się z tych, które mu najtrudniej wyznać, chcąc tym sposobem, aby spowiednik nie zwrócił na nie uwagi. Kto się szczerze spowiada, ten chce się okazać takim, jakim jest, brzydzi się podstępem i nieszczerością. Nie trzeba również uniewinniać swoich błędów, wyznając je, ani ich zmniejszać, składając winę na kogo innego, jak to uczynili Adam i Ewa; to nie oznacza szczerości. Ale największym złem jest ukrywać swoje grzechy przez fałszywy wstyd. W tym razie, Sakrament miłosierdzia przemienia się w przekleństwo; sprawa, mająca przynieść zbawienie, przynosi potępienie, a wyrok życia zamienia się na wyrok śmierci. Tysiąc razy lepiej byłoby, wcale się nie spowiadać. Można oszukać człowieka, ale nie można oszukać Boga, który zna skrytości serc; z powodu tego ukrywanego grzechu, wszystkie grzechy popełnione, zostaną objawione przed całym światem; a kto chce uniknąć małego zawstydzenia w tym życiu, będzie w przyszłym życiu zawstydzony na wieki. Zastanówmy się nad naszymi spowiedziami. Czyśmy wyznawali nasze grzechy, nic nie ukrywając, nie uniewinniając, nie starając się zmniejszyć ich szpetności? Czyśmy wyznali jako rzeczy pewne to, cośmy na pewno wiedzieli, a jako wątpliwe te, których nie wiedzieliśmy na pewno? Czyśmy unikali słów niepotrzebnych, wyrażeń ogólnych, niejasnych, dwuznacznych, które nie pozwalają spowiednikowi poznać prawdy.

PUNKT TRZECI.

Spowiedź powinna być zupełna.

Aby spowiedź była ważna, nie dosyć jest wyznać grzechy śmiertelne; trzeba nadto powiedzieć: 1) ile razy się grzech śmiertelny popełniło i okoliczności, które grzech obciążają, albo jego rodzaj zmieniają, na przykład, czy stąd wynikło zgorszenie, czy obmowa była w materii ciężkiej, czy miała miejsce wobec kilku osób, czy się tyczyła przełożonych albo kapłanów; czy pobudką do niej była nienawiść, niechęć albo zemsta; jeżeli się oskarżamy z nieposłuszeństwa, trzeba wyznać, czy ono było połączone z zuchwalstwem, pogardą albo gniewem. Inaczej spowiednik nie pozna dobrze stanu duszy penitenta i nie będzie go mógł osądzić roztropnie. Trzeba: 2) wyznać grzechy powszednie. Chociaż to nie jest ściśle przepisane, bardzo jest ważną rzeczą, abyśmy się spowiadali z grzechów powszednich: 1) bo kto by nie wyznał grzechu, o którym wątpi, czy jest powszedni, czy śmiertelny, popełniłby świętokradztwo; a ta wątpliwość często się zdarza; 2) bo spowiednik, nie znając dobrze penitenta, nie mógłby nim bezpiecznie kierować, ani w tym, co się tyczy przystępowania do Komunii Świętej, ani w tym, co się odnosi do poprawy wad i ćwiczenia się w cnotach; 3) bo wyznanie grzechów powszednich pobudza penitenta do unikania ich z większą usilnością, w czym mu dopomaga łaska sakramentalna, rady spowiednika i wstyd, jaki mu sprawia wyznawanie tych grzechów. Zastanówmy się, czy takie były nasze spowiedzi?

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Eklezjastyk IV, 31.