Środa II-ego tygodnia Wielkiego Postu – dzień 4 marca 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
W dzisiejszym rozmyślaniu rozważać będziemy: 1) że tajemnica Przemienienia powinna w nas rozbudzić święte pragnienie nieba; 2) że te święte pragnienia są bardzo pożyteczne dla duszy. Potem postanowimy sobie: 1) odrywać się od ziemi i miłować jedynie rzeczy niebieskie; 2) wyrażać często te święte pragnienia przez modlitwy strzeliste. Wiązanką duchową będą dla nas te słowa św. Bernarda: O ojczyzno moja, jakże jesteś piękna, jakże jesteś piękna!
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Panu naszemu, Jezusowi Chrystusowi, objawiającemu świetność swej chwały na górze Tabor, aby nas oderwać od ziemi, a pobudzić do pragnienia nieba, okazując nam, jakie to szczęście tam być. Na ten widok, podnieśmy w górę nasze nadzieje i przejmijmy nasze serca pragnieniem nieba. W tym znajdziemy środek do uświątobliwienia.
PUNKT PIERWSZY.
Przemienienie Pańskie pobudza nas do gorącego pragnienia nieba.
Jeżeli kilka promieni chwały Jezusa, którą apostołowie widzieli przez chwilę, napełniły ich taką radością, że św. Piotr w uniesieniu woła: „Panie, dobrze jest nam tu być! Jeśli chcesz uczynimy tu trzy przybytki: tobie jeden, Mojżeszowi jeden a Eliaszowi jeden”[1] cóż to będzie, mój Jezu, kiedy Cię zobaczymy twarzą w twarz, w blasku Twego majestatu i chwały i to nie na kilka chwil przemijających, jak na górze Tabor, ale na zawsze, na wieki? Bo wiecznie patrzeć będziemy na piękno Twego oblicza; wiecznie cieszyć się będziemy Twym rozkosznym towarzystwem, nie tylko z Eliaszem i Mojżeszem, ale ze wszystkimi patriarchami, prorokami, apostołami, męczennikami, wyznawcami i dziewicami; już nie w przybytku, wzniesionym ręką ludzką, ale w mieście Bożym. O jakaż to błoga nadzieja! Jak szczęśliwe przeznaczenie! Ta myśl pocieszała Hioba i osładzała mu wszystkie cierpienia. „Wiem, mówił, iż Odkupiciel mój żyje, a w dzień ostateczny powstanę z ziemi … i w ciele moim oglądać będę Boga mego … złożona jest ta nadzieja moja w zanadrzu moim”[2]. Dlatego to apostoł Paweł święty tak pragnął być uwolniony z więzów ciała, a św. Teresa tak gorąco pragnęła umrzeć: O! jak to życie jest długie! wołała. O śmierci, dlaczego się tak opóźniasz? Wygnanie moje przedłużyło się! Dla tej przyczyny św. Grzegorz z Nazjanzu mówił: Kiedy się zastanawiam nad szczęściem, które nas czeka po śmierci i jak mało tracimy, tracąc życie, nie mogę powściągnąć gorących pragnień i mówię do Boga: Kiedyż mnie, Panie, wyprowadzisz z tego świata, aby mnie wprowadzić do ojczyzny mojej? Takie powinny być uczucia każdego chrześcijanina. Bo ten, kto nie uważa się za wygnańca na tej ziemi, powiada święty Augustyn, nie będzie się cieszył jako obywatel nieba. Prawdziwy chrześcijanin, mówi tenże Święty, cierpi z tego powodu, że żyje i cieszy się, że umrze; życie jest dla niego krzyżem, a śmierć rozkoszą. Czy takie jest nasze usposobienie? Czy nie więcej kochamy wygnanie, niż ojczyznę, ziemię niż niebo, czy nie uważamy za szczęście, że dłużej jesteśmy na tym wygnaniu, że jak najpóźniej dostaniemy się do nieba? Jakiż to nierozsądek! Mówimy do Boga: Przyjdź królestwo Twoje; a niewola nasza nam się podoba i staramy się nasz pobyt ziemski zabezpieczyć, jakbyśmy tu wiecznie żyć mieli! Dążymy do szczęścia, ale nie spieszymy się, aby je osiągnąć; płyniemy wśród bałwanów, a nie pragniemy dostać się do portu!
PUNKT DRUGI.
Jak pożyteczne jest dla duszy święte pragnienie nieba.
Pragnienie nieba pociesza duszę w troskach życia i w dolegliwościach ciała. Czym są w istocie te strapienia dla duszy, pragnącej nieba, gdzie spodziewa się otrzymać za nie wspaniałą nagrodę? Mówi sobie: Cierpię wprawdzie, ale czymże to jest w porównaniu ze szczęściem, które mnie czeka, z chwałą, której używać będę, kiedy ciało moje przemienione na podobieństwo ciała Zbawiciela, przyodziane zostanie światłością jak szatą, jaśniejące blaskiem słońca, niepodlegające cierpieniu, nieśmiertelne? Błogosławione cierpienie, które mi zjednało takie szczęście! Święte pragnienia nieba odrywają od wszystkiego, co przemija; dusza, przejęta tą wzniosłą nadzieją, widzi cały świat nieskończenie niższym od siebie, wzdycha jedynie do dóbr wiecznych i mówi ze św. Ignacym: O jak ziemia wydaje mi się nikczemną, kiedy patrzę w niebo! Te święte pragnienia napełniają duszę gorliwością o zbawienie; dusza mówi sobie jak św. Augustyn: Jeżeli się lękamy cierpienia, niech nas zachęca nagroda. Kiedy pomyślimy, że najmniejsze cierpienie, zniesione po chrześcijańsku, najmniejszy akt cnoty, najmniejsza ofiara, najkrótsza modlitwa dobrze odprawiona, będą nagrodzone chwałą niezmierną w niebie, nic nie będzie dla nas trudnego, z radością pełnić będziemy wszystko, co się odnosi do zbawienia. O! iluż łask się pozbawiamy, zapominając o niebie! Przyznajmy się do winy i wznieśmy serca w górę.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Ew. św. Mateusza, XVII, 4.
[2] – Hiob. XIX, 25-27.

