Środa Dwudziestego Pierwszego Tygodnia Zwykłego – dzień 26 sierpnia 2026 r.

Środa Dwudziestego Pierwszego Tygodnia Zwykłego – dzień 26 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy dwudziestą pobudkę do zamiłowania pokory i poznamy, że miłość własna jest: 1) niebezpieczeństwem grożącym nam w każdej chwili; 2) że to niebezpieczeństwo jest groźniejsze, niż nam się zdaje. Następnie postanowimy sobie: 1) nigdy nie starać się o pochwały ani o cześć u ludzi; 2) nie używać wybiegów w celu ukrycia tego, co nas upokarza. Naszą wiązanką duchową będzie ta rada Ducha Świętego: „Uniż serce twe”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Duchowi Świętemu, który nam daje tę radę: „W uniżeniu twoim miej cierpliwość”[2] . Nie mógł nam dać Duch Święty pożyteczniejszej rady: bo miłość własna w każdej chwili naraża nas na niebezpieczeństwa groźniejsze, niż nam się zdaje. Złóżmy dzięki Duchowi Świętemu za tę radę tak cenną.

PUNKT PIERWSZY.

Miłość własna grozi nam niebezpieczeństwem w każdej chwili.

Miłość własna nie opuszcza nas nigdy, usiłując nieustannie podejść nas, tak w małych rzeczach, jak i w wielkich, tak w samotności, jak i między ludźmi. Ona zawsze i wszędzie czuwa u drzwi serca, z gotową strzałą w ręku, aby nas ugodzić. Czy zajmujemy się pracą umysłową, czy fizyczną: miłość własna występuje z pochwałą, że czynimy wszystko dobrze; że lepiej od drugich umiemy to zrobić; że jesteśmy zdolniejsi, rozumniejsi; a jeżeli nam się praca nie uda, miłość własna rozbudza w nas niezadowolenie i zły humor i wynajduje inne powody, dla których mamy prawo uważać się za lepszych od drugich. Jeżeli zamiast zająć się pracą, zostajemy bezczynni, miłość własna nie opuszcza nas, przypomina nam przeszłość i chwali to, cośmy dawniej dobrego zrobili; albo przywodzi nam na myśl przyszłość, abyśmy tworzyli zamiary o tym, co robić będziemy, co się z nami stanie i pobudza nas do zadowolenia z nas samych, przypomina nam osoby znajome, abyśmy rozważali, co one o nas myślą albo mówią. Jeżeli rozmawiamy, miłość własna pobudza nas do popisywania się rozumem, do wychwalania siebie i tego, cośmy zarobili celem ukrycia tego, co nas upokarza, pobudza nas do przedstawienia siebie tylko z dobrej strony, do podnoszenia tego co drugich upokarza, choćby przyszło nawet skłamać aby dopiąć swego. Stąd  pochodzi upodobanie w ganieniu drugich i w szyderstwach, bo temu, kto szydzi, zdaję się, że ma wyższość nad tym, kogo wyśmiewa; sądzi, że ma zasługę, jeżeli coś dowcipnego powie, cieszy się, że nie ma wady, z której szydzi. Jeżeli oddajemy się dobrymi uczynkom i usiłujemy ćwiczyć się w cnotach, miłość własna oddaje nam pochwały, że  lepiej wszystko czynimy niż drudzy, że mamy od nich więcej zasługi, że więcej się od innych poświęcamy. Wreszcie jeżeli usiłujemy nabyć prawdziwą pokorę, miłość własna i tu nas ściga i mówi nam, że jesteśmy bardzo pokorni, że znamy siebie. Co zrobić z tak natrętnym nieprzyjacielem, o którym słusznie powiedziano, że pierwszy daje w nas znaki życia, a ostatni umiera?  Trzeba pamiętać, że ten ma najwięcej miłości własnej, komu się zdaje, że jej nie ma; nie dowierzać sobiei często wołać do Boga: – Panie, zlituj się nade mną, bo jestem pyszny.

PUNKT DRUGI

Miłość własna groźniejszym jest dla nas niebezpieczeństwem, niż nam się zdaje.

Lękajmy się miłości własnej, mówi święty Bernard: jest to strzała lekko przenikająca umysł i serce, ale która ciężką zadaje ranę; zabija tego, kto się nie ma na baczności. Łatwo sobie przebaczamy pochlebstwa miłości własnej i nie wystrzegamy się ich, jakby one nie miały wpływu na nasze zbawienie. Uczucia, pochlebiające miłości własnej, tak są przyjemne dla naszej natury, tak je chętnie żywimy w sobie! Zapewne, że przelotna myśl, pochodząca z miłości własnej, nie jest grzechem śmiertelnym; ale nie jestże to wielkim złem pozwolić, aby miłość własna odebrała zasługę naszym dobrym uczynkom, aby nas pozbawiła łask, które, dobrze użyte, zjednałyby nam wiele innych łask, bez których narażamy się na utratę zbawienia? To właśnie spotkałoby świętą Teresę, której Pan Bóg pokazał miejsce w piekle, gdzieby się dostała, gdyby nie zwyciężyłaby miłości własnej. Pierwsze uczucie miłości własnej niepowściągnięte, prowadzi za sobą drugie i trzecie, tym sposobem miłość własna wzrastając ustawicznie, rodzi pychę, która nam zamknie wejście do nieba; upodobanie w sobie samych nie pozwoli nam widzieć, jakich cnót nam brakuje, z jakich wad mamy się poprawić i tym sposobem śmierć zastanie nas nieprzygotowanych; wreszcie, miłość własna niepowściągana doprowadzi nas do wszelkich występków, do zarozumiałości, do chęci wyniesienia się, do wymagań zbytecznych, do zbytku i chciwości bogactw, do życia rozproszonego i światowego, miękkiego i zmysłowego, wreszcie do zguby wiecznej. – Miłość własna powie nam zapewne, że nie przyjdziemy do tej ostateczności; ale pamiętajmy, że najłatwiej da się zwieść ślepego, kryjąc przed nim przepaść, do której zmierza. Widziano pustelników, którzy po czterdziestu latach spędzonych na pokucie, zgubili się na wieki skutkiem miłości własnej. Napisane jest: „Przed zgubą idzie pycha, a przed upadkiem duch się wynosi”[3]. Obawiajmy się, aby nas to nie spotkało.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej


[1] –  Eklezjastyk II, 2.

[2] –  Eklezjastyk II, 4.

[3] –  Przyp. XVI, 18