Środa Dwudziestego Piątego Tygodnia Zwykłego – dzień 23 września 2026 r.

Środa Dwudziestego Piątego Tygodnia Zwykłego – dzień 23 września 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś zastanowimy się nad czwartym środkiem pomocnym do uniknięcia szkód wywołanych wyobraźnią, który polega na tym, żeby zwracać uwagę na inny przedmiot: 1) bez zwłoki, 2) z pokorą, 3) spokojnie. Następnie postanowimy sobie: 1) nie trapić się usterkami wyobraźni, ale zachować cierpliwość i męstwo; 2) zwrócić natychmiast uwagę na co innego pokornie i spokojnie. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Hioba: „Myśli moje rozerwane są i trapią serce moje”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Zbawicielowi naszemu, kuszonemu na pstyni, który odpiera pokusę, przytaczając ustępy z Pisma Świętego, modląc się i jednocząc z Bogiem Ojcem swym. Złóżmy Mu dzięki za ten przykład i prośmy o łaskę, do naśladowania Go.

PUNKT PIERWSZY.

Trzeba spiesznie zwrócić uwagę na inny przedmiot dla powstrzymania szkodliwych wyobrażeń.

Niepodobna powściągnąć wyobraźni w sposób gwałtowny: łatwiej by było zatrzymać powietrze w ręku. Zwrócenie uwagi na inny przedmiot jest jedynym na to środkiem: trzeba się zająć gorliwie tym, co mamy do czynienia, rzucić się z miłością w objęcia Boga, jak dziecko, kiedy je chcą oderwać od piersi matki, tym więcej się do niej tuli, im gwałtowniej usiłujemy je od niej oderwać. Najważniejszym jest, aby się nie ociągać: bo wyobraźnia, zła sama przez się, stanie się jeszcze niebezpieczniejszą, jeżeli ją natychmiast nie powstrzymamy. Uniesie nas, przedstawiając nam obrazy ponętne, stanie się przyczyną straty czasu, nieraz większą jeszcze szkodę nam przyniesie, mieszając do myśli dozwolonych wyobrażenia niebezpieczne albo zgubne. Taką krzywdę sobie wyrządzamy, nie powściągając natychmiast wyobraźni. Zastanówmy się nad sobą: czy czuwamy nad naszym umysłem, aby nie dopuścić wyobrażeń próżnych? Czy rozmyślnie nie zajmujemy się pewnymi myślami, które nas bawią? Czy ich dobrowolnie nie przywołujemy i nie tworzymy sobie sami nowych wyobrażeń, jeszcze niebezpieczniejszych? Czy nie łudzimy się, że można w chwilach wolnych pozwolić wyobraźni bujać według swej woli?

PUNKT DRUGI.

Dla powściągnięcia złych wyobrażeń trzeba z pokorą zwrócić uwagę na inny przedmiot.

Wyobraźnia jest władzą duszy najbardziej zepsutą, ona stanowi największą naszą nędzę; z tego powodu powinniśmy się upokarzać przed Bogiem i rzucając się do nóg Jego, mówić z najżywszym poczuciem naszej nędzy: „Niestety! Panie, jestem jak liść, który wiatr unosi, umysł mój rozprasza się i trudno go powstrzymać. Straciłem uszanowanie, jakie powinienem mieć w Twojej obecności i zasługuję, abyś mnie odrzucił. Należy mi się miejsce pod nogami wszystkich stworzeń. Niech Cię miliony aniołów chwalą przez swoje skupienie, niech dusze pobożne doznają pociech duchowych; co do mnie, niezdolny jestem podobać się Tobie, dosyć dla mnie, że mi pozwolisz pozostawać u nóg Twoich, abym zadośćuczynił sprawiedliwości Twojej przez walki, opuszczenia i oschłości. Czując moją nędzę, przyjmuję ten stan pokornie.” Taką pokorą trzeba zapobiegać usterkom wyobraźni. Dusza, która tak postępuje, ściąga na siebie wzrok i upodobanie Boga, który ją pociesza, oświeca, jednoczy ze sobą, tak dalece, że jeden z pobożnych pisarzy rzeki, że roztargnienia, jeżeli umiemy się z nich powodu upokarzać, są drogą do kontemplacji.

PUNKT TRZECI.

Trzeba spokojnie odrzucać złe myśli obrazy podsuwane nam przez wyobraźnię.

Pokój serca jest największym dobrem; szatan tryumfuje gdy nam go zabrać zdoła; trzeba zachować czujność aby rozpraszając umysł, nie pozbawił nas niewinności serca. Dlaczego mamy sprawiać radość naszemu nieprzyjacielowi? Rozproszenia nie są grzechem, jeżeli nasze działania nie stanowią ich przyczyny i jeżeli nie zezwalamy na nie. Hiob nie przestał być świętym, chociaż rozproszenie myśli dręczyło jego serce; również i Dawid, kiedy złudzenia wyobraźni uprzykrzały mu się; tak samo i wszyscy Święci, kiedy wyobraźnia unosiła ich tam, gdzie nie chcieli. Nie trzeba zatem tracić pokoju, ani się gniewać, ani trapić, chociażby roztargnienia trwały aż do śmierci. Święta Teresa doznawała roztargnień po czterdziestu latach ćwiczenia się w modlitwie.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Hiob XVII, 11.