Sobota Piątego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 9 maja 2026 r.

Sobota Piątego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 9 maja 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy, że oschłości są środkiem do pomnożenia w nas miłości Bożej: 1) bo okazują nam dobroć Boga; 2) usposabiają duszę do coraz większej dla Niego miłości; 3) pomagają do nabycia czystej miłości Boga. Następnie zrobimy postanowienie: 1) dziękować Bogu w czasie oschłości i wielbić miłość Jego, zniżającą się do naszej nędzy; 2) wzywać Go przez święte pragnienia, jak na przykład: Przyjdź do mnie, Jezu! przybądź ku wspomożeniu memu, spraw, abym Cię kochał. Te słowa weźmiemy jako wiązankę duchową.

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi, ukrywającemu się przed Maryją i Józefem w czasie podróży do Jerozolimy, kiedy miał lat dwanaście. Strapieni rodzice szukają Go i znajdują po trzech dniach. Tak samo, Jezus ukrywa się przed nami; wtedy dusza szuka Go, znajduje i coraz więcej Go kocha. Tego On właśnie chciał; bo wszystko co Bóg czyni, w prowadzeniu dusz, pochodzi z miłości. Dziękujmy Mu za tę dobroć i prośmy Go, aby pomnożył w nas miłość, nawet przez zesłanie nam oschłości.

PUNKT PIERWSZY.

Wśród pokus, dusza lepiej poznaje dobroć Boga.

Wszyscy to rozumiemy, że miłość tym większą ma wartość, im więcej osoba miłująca zniża się do tego, kogo miłuje; że im większa jest nędza jakiej osoby, tym dziwniejsza jest dobroć monarchy, który jej miłość okazuje. Otóż, w czasie oschłości, dusza najlepiej widzi jak jest nędzna, nikczemna i upośledzona. „Jak to być może, mówi sobie, że Bóg tak wielki chce mnie kochać; że nie tylko nie opuszcza mnie, pomimo mej niegodności, ale przychodzi do mnie przez łaskę; że raczy teraz właśnie, okazać mi moją nędzę, której sama bym nie poznała; że się ze mną łączy w Komunii świętej, że obsypuje mnie dobrodziejstwami tak w porządku naturalnym jak i w nadnaturalnym? O niepojęta miłości! Że Bóg kocha serafinów, że kocha dusze święte, pałające dla Niego miłością, jest to już wielki cud, ponieważ jako stworzenia nieskończenie są niższe od Niego; ale że Bóg kocha mnie, tak oziębłą, tak obojętną, tak ogołoconą ze wszelkiego dobra! że Bóg tak wielki zniża się do tak głębokiej nędzy! że Najwyższy łączy się z taką podłością! Jest to miłość doprowadzona do najwyższego stopnia. Tylko miłość Boża mogła to uczynić i cała wieczność nie wystarczy na wysławienie tak niewymownego miłosierdzia”. W taki to sposób oschłości dają lepiej poznać dobroć Boga. A my doznając ich, nie chcemy z nich korzystać. Jakaż to szkoda dla naszej duszy!

PUNKT DRUGI.

W czasie oschłości, dusza wierna szuka Jezusa z większą gorliwością.

Powrót osoby ukochanej, która się od nas oddaliła, czyni nam ją jeszcze droższą i serce napełnia się żywszą dla niej miłością. Dopóki dziecko ciągle swą matkę widzi, zdaje się zapominać o niej i myśli tylko o swych zabawkach; ale jak tylko matka się skryje, dziecko płacze i przywołuje ją; a znalazłszy, całuje ją i okazuje jej większą miłość, niż przedtem. A to dlatego, że nieobecność matki pokazała mu, jak ją powinien kochać i cenić. Tak samo Bóg postępuje z nami; jeżeli ukrywa się przed nami w czasie oschłości, to dlatego, abyśmy Go więcej pragnęli, abyśmy więcej cenili posiadanie Go, abyśmy więcej czuwali, żeby Go nie utracić, jeżeli mamy szczęście Go posiadać. Kiedy Oblubienica w Pieśni straciła tego, którego kochała, szukała go w domu swoim, szukała go po ulicach miasta, pytała o niego wszystkich, których spotykała. Nie znajdując go, znów go szukała; wreszcie znalazła go, a w uczuciu najżywszej miłości zawołała: „Znalazłam tego, którego miłuje dusza moja; pojmałam go i nie puszczę”[1]. O czemuż nie oceniamy tak samo szczęścia posiadania Boga! W oschłościach szukalibyśmy Go z większym upragnieniem, z większą miłością byśmy Go przyjmowali, czuwalibyśmy z większą pilnością, aby Go nie utracić.

PUNKT TRZECI.

W oschłościach, miłość duszy względem Boga jest czystszą.

Często w pobożności szukamy samych siebie; – chcemy kochać Boga, ale z tym warunkiem, żebyśmy w tej miłości znajdowali pociechę. Więcej szukamy pociech duchowych, niż Boga. Chcemy czuć wewnętrzne zadowolenie; a sądząc, że kochamy Boga, kochamy samych siebie. Ale oschłość oczyszcza tę przymieszkę miłości własnej i udoskonala czystość naszych intencji. Wtedy dusza kocha Boga dla Niego samego, nie szukając własnej korzyści, rządząc się jedynie wiarą. O! jak dusza w tym stanie miłą jest Bogu! Bóg sam jej wystarcza; w umyśle swoim widzi Boga, nie odbierając żadnego światła; Bóg kieruje jej wolą, chociaż ona nie czuje żadnego zapału; Bóg przebywa w jej sercu, chociaż ona nie doznaje żadnej pociechy! Na tym polega zasługa i doskonałość. Dążmy do tego stanu i prośmy Boga o łaskę do tego potrzebną.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1]–  Pieśń Salom. III, 4.