Sobota Osiemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 8 sierpnia 2026 r.

Sobota Osiemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 8 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozmyślać będziemy nad szóstym powodem, niewalającym nas do pokory, a tym jest nasza własna pycha i poznamy, jaki to jest dla nas powód do pokory: 1) że tak siebie cenimy; 2) że chcemy, aby nas ceniono, chociaż zupełnie na co innego zasługujemy. Potem postanowimy sobie: 1) często powtarzać, jako modlitwę strzelistą: Panie, zlituj się nade mną, pysznym człowiekiem; 2) nigdy nic nie mówić ani nie robić dla zadowolenia miłości własnej. Naszą wiązanką duchową będą te słowa psalmisty: „Dobrze jest dla mnie, Panie, żeś mnie upokorzył”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi, utajonemu w Sakramencie ołtarza, uczącemu nas swym przykładem, gardzić sobą i nie pragnąć chwały od ludzi; mówmy Mu za Izajaszem: „Jesteś prawdziwie Bogiem ukrytym”[2]. Uwielbiajmy Zbawiciela w tym stanie i prośmy Go o łaskę do zamiłowania życia ukrytego.

PUNKT PIERWSZY.

Powinniśmy się upokarzać, dlatego że jesteśmy tak pyszni.

Jakiż to dla nas wstyd, że oszukujemy ustawicznie nasze sumienie i tylko przez ciągłe czuwanie i modlitwę możemy się utrzymać w prawdzie! Nie znamy samych siebie; jesteśmy podobni do człowieka, który się ma za bogatego dlatego, że nie stara się poznać stanu swego majątku; sądzi się być bezpiecznym, dlatego, że zamyka oczy na niebezpieczeństwo; myśli że jest zdrów, bo już nie czuje bólu; tak samo i my uważamy się za doskonałych, bo nie widzimy swoich błędów. Wszyscy znają naszą słabą stronę; my jedni jej nie poznajemy, bo miłość własna nie pozwala nam widzieć siebie takimi jakimi jesteśmy. Nawet kiedy poznawszy się lepiej przyznajemy, że to co mamy dobrego jest od Boga, cieszymy się z tego i przypatrujemy się sobie, jak kobieta próżna, przeglądająca się w zwierciadle; sobie to przypisujemy, że my, a nie kto inny, otrzymujemy łaski od Boga; a chociaż sobie tego nie mówimy, przywłaszczamy sobie najlepszą część tych darów. Sami przed sobą opowiadamy, jakieśmy wykonali akty pokory, cierpliwości, bezinteresowności; opierając się na tym, ufamy sobie i dajemy sobie samym świadectwo, że jesteśmy sprawiedliwi. Wreszcie, chlubimy się przed sobą z tego, żeśmy zwyciężyli miłość własną. Pozbywszy się pychy pospolitej, sami sobie pochlebiamy i przyjmujemy od siebie cześć, której nie chcieliśmy przyjąć od drugich i karmimy się wewnętrznie ukrytą miłością własną, tym subtelniejszą, że uważając wszystkich za niższych od siebie, wystarczamy sobie sami, obchodząc się bez cudzej pomocy. Jakiż to zbiór nędzy! jaki powód do zawstydzenia się! To jest prawdziwy nędzarz pyszny, którego Pan nienawidzi.

PUNKT DRUGI.

Powinniśmy się upokarzać, dlatego że chcemy, aby nas ceniono, chociaż wcale na to nie zasługujemy.

Chociaż sumienie nasze nam mówi, że nie zasługujemy aby nas ceniono i chwalono, pragniemy jednak tego i staramy się o to wszelkimi sposobami. W rozmowie, chcemy, aby nas chwalono i przyznawano nam słuszność; pragniemy okazać rozum, aby nas ceniono; najmniejsze słowo pochwały, najmniejsza oznaka czci podoba się nam i rozbudza w nas tajemne zadowolenie, a przeciwnie, sam pozór wzgardy, najmniejsze uchybienie oburza nas i gniewa. Tak lubimy pochwały, że przyjmujemy je z przyjemnością od ludzi najprostszych. Chcemy, aby nam dawano pierwszeństwo przed drugimi, znieść nie możemy, aby kto miał wyższość nad nami, tak dalece, że nie możemy słuchać jak kogo chwalą, bez przydania jakiej nagany. Jak to usposobienie nasze powinno nas zawstydzać! Jesteśmy zmuszeni przyznać wobec własnego sumienia, że zasługujemy na wzgardę; a chcemy, aby nas szanowano i chwalono! Czyż to nie są wymagania niesłuszne, które nas zawstydzać powinny?

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Psalm CXVIII, 71.

[2] –  Izajasz XLV, 15.