Sobota Dziesiątego Tygodnia Zwykłego – Sobota po oktawie Bożego Ciała – dzień 13 czerwca 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozmyślać będziemy, że Msza święta jest wyrazem najwyższej czci dla Boga i że ta cześć: 1) zabezpiecza duszę od grzechu; 2) jest środkiem do postępu w cnocie. Następnie postanowimy sobie: 1) mieć najwznioślejsze pojęcie o wielkości Boga i dlatego wykonywać każdą sprawę, jak można najlepiej, aby była, o ile możności godną tak wielkiej Istoty; 2) nie zaniedbywać małych rzeczy, również jak i wielkich, bo to jest rzeczą wielką, podobać się Istocie tak wielkiej, nawet w rzeczach małych. Naszą wiązanką duchową będą te słowa, którymi święty Michał pogromił zbuntowanych aniołów: Któż jak Bóg?
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć wielkości Boga, wobec którego jesteśmy niczym. Uniżmy się w Jego obecności, wyznając, że jest niezrównanie doskonalszy od wszystkich stworzeń i mówmy Mu z głębi serca: O Boże! kto Ty jesteś, a kto ja jestem? Ty jesteś samą wielkością, a ja samą nicością; Ty jesteś świętością nieskończoną, a ja samym grzechem. Wstydzę się słabości mojej wobec Twojej potęgi, mego ubóstwa wobec Twoich bogactw, mojej nędzy wobec Twego miłosierdzia, a serce moje raduje się, podziwiając Twoje cuda.
PUNKT PIERWSZY.
Najwyższa cześć należna Bogu, której Msza święta jest najdoskonalszym wyrazem, zabezpiecza duszę od grzechu.
Dusza, przejęta wysokim pojęciem o wielkości Boga, brzydzi się niesłychanie najmniejszym grzechem, bo każdy grzech zawiera w sobie pogardę, albo lekceważenie Boga, a sama myśl ujęcia czci Istocie najwyższej przerażeniem ją napełnia. Ani obietnice świata nie mogą jej ująć, ani jego groźby jej zastraszyć, bo ceniąc nade wszystko Boga, mówi sobie: Kto jest tak wielki jak Bóg? Kto jest tak jak On straszny a zarazem tak godny miłości? Nie zwyciężą takiej duszy ani napaści szatana, ani pokusy ciała, ani wzgląd ludzki, bo ona sobie mówi jak Jonasz: „Czczę Pana Boga niebieskiego, który stworzył morze i ziemię”[1] jak święty Piotr: „Więcej trzeba słuchać Boga, niż ludzi”[2] albo jak Dawid: „Bo cóż ja mam w niebie, albo czegom chciał na ziemi oprócz ciebie?”[3]. Dusza przejęta tymi myślami, gardzi wszystkim, co świat ceni i znieść tego nie może, że dla rzeczy tak nędznych obrażają tak wielkiego Boga. Na wszystkie namowy świata, szatana i natury odpowiada tymi słowy: Któż jak Bóg? Ja tylko Boga cenię, a wszystko, co nie jest Bogiem, jest dla mnie niczym. Ta myśl nie dopuszcza grzechu; przejmijmy się nią i przypominajmy ją sobie w pokusach i w chwilach zniechęcenia.
PUNKT DRUGI.
Najwyższa cześć, należna Bogu, której Ofiara Mszy świętej jest najdoskonalszym wyrazem, dopomaga duszy do postępu w doskonałości.
Dusza, przejęta najwyższą czcią dla wielkości Boga, łatwo się zdobywa na pokorę, bo widząc, że Bóg tylko sam godzien jest chwały i czci, nie pragnie dla siebie tego, co się jedynie Bogu należy. Z wielką łatwością wierzy w prawdy wiary; widzi, że Bóg tak jest wyższym nad wszelkie pojęcie, że nasz rozum nie może o Nim godnie mówić, ani pojąć Go dokładnie, bo On niepojęty jest dla wszystkich, wyjąwszy dla Samego Siebie. Ufność nie jest trudna dla takiej duszy, bo zgłębiając przepaść miłosierdzia Bożego, pojmuje, że powinna całkowicie Mu zaufać. Prawda, mówi sobie, jestem nędzna, ale Ty, Boże mój, pełen jesteś miłosierdzia. Jestem okryta grzechami, ale Ty mi dajesz Krew swoją, która je zmazuje. Jestem słaba, ale Ty jesteś moją mocą. W Tobie Panie zaufałam, nie zawstydzę się na wieki. Łatwo jej przychodzi od wszystkiego się oderwać, bo kiedy słyszy Boga mówiącego do niej, jak do Abrahama: „Jam jest (..) zapłata twoja zbytnio wielka”[4]; albo jak mówił do Mojżesza: „Ja wszystko dobre tobie pokażę”[5] wtedy dusza mówi sobie: nie chcę znikomych dóbr, które ziemia daje. Do Ciebie tylko wzdycham, mój Boże! do Ciebie, który jesteś dobrem najwyższym, wiecznym, nieskończonym. Inne dobra także od Ciebie pochodzą; ale strumyki mnie nie zadowalają; pragnę posiadać źródło życia, którym Ty jesteś. Nie chcę ziemskich rozkoszy; pragnę posiąść tę najwyższą radość, którą się cieszą dzieci Twoje w niebie. Nie chcę przyjemności przemijających; wzdycham do nieskończonego wesela, które jedynie w Tobie się znajduje. Dusza, w tak świętym usposobieniu, pragnie usilnie podobać się Bogu, nawet w najmniejszych rzeczach, bo w jej oczach zaszczytem jest uczynić najmniejszą rzecz dla chwały tak wielkiego Pana; a chociaż robi co może, zawsze uważa, że to jest zbyt mało. Naśladuje Świętych, o których mówi święty Tomasz, że czynią wielkie rzeczy, a uważają je jako małe, w porównaniu z wielkością Boga, dla którego pracują; czynią wiele, a uważają, że mało robią dla Boga i pracują długo, a ten długi czas wydaje się im jedną chwilą.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1]– Jonasz, I, 9.
[2]– Dzieje Apost., V, 29.
[3]– Psalm LXXII, 25.
[4]– Gen., XV, 1. – Ks. Rodzaju
[5]– Exod. XXXIII, 19. – Ks. Wyjścia

