Sobota Dwudziestego Tygodnia Zwykłego – dzień 22 sierpnia 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozważać będziemy osiemnastą pobudkę do pokory: to jest, że miłość własna jest zdradliwym złodziejem, który 1) odbiera nam zasługi; 2) odbiera nam je często bez naszej wiedzy. Następnie zrobimy postanowienie: 1) kierować intencję naszą do Boga samego, mówiąc Mu często przed każdą czynnością i w czasie jej trwania: Wszystko, dla przypodobania się Tobie, mój Boże! 2) oddalać starannie wszelki inny wzgląd, mogący zepsuć naszą intencję. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Jeremiasza: „Jam mąż widzący nędzę swoją”[1].
Oddajmy cześć Bogu, który jest ostatecznym końcem i początkiem naszego bytu. Jesteśmy przed Nim tylko nicością i grzechem i nie mamy prawa nic robić, nic mówić ani myśleć w innym celu, jak tylko dla przypodobania się Jemu. Jemu, z prawa, należy się wszelka cześć, chwała i wszystko powinno się odnosić do Niego. Upokorzmy się przed Jego Boskim majestatem, wyznając naszą głęboką nędzę.
PUNKT PIERWSZY.
Miłość własna odbiera nam zasługę dobrych uczynków.
Powinniśmy się strzec miłości własnej tak, jak się wystrzegamy złodzieja, który chce nam zabrać to, co mamy najdroższego. Bo w istocie, co mamy droższego na tym świecie, niż zasługę z naszych uczynków, za którą jakby za pieniądze kupujemy niebo i w każdej chwili naszego życia możemy nabyć prawa do większej chwały i szczęścia w wieczności? Żadne bogactwa i skarby nie są warte tak wielkiego dobra. Człowiek pokorny zachowuje w całości zasługę z dobrych uczynków i przydaje do niej jeszcze nową zasługę z pokory, która jego uczynki niezmiernie podnosi; miłość własna rozprasza ten cały zasób. Na próżno pracowalibyśmy i zadawali sobie wiele trudów; jeżeli miłość własna do spraw naszych się przyłączy, nie tylko nic nam nie zostanie z tego, co by nas było mogło ubogacić, ale staniemy się ubożsi niż przedtem. To, co mogło nam przynieść korzyść, obróci się przeciw nam i nie możemy się spodziewać od Boga czego innego, jak tylko kary przeznaczonej dla pysznych. Jakaż to strata! jakie nieszczęście nie być pokornym! Dlatego to, Jezus Chrystus w swym cudownym kazaniu na górze, powtarza nam często: „Strzeżcie się, abyście nie pełnili dobrych uczynków dlatego, aby was ludzie widzieli, bo inaczej nie otrzymacie nagrody od Ojca waszego, który jest w niebiesiech. Kiedy dajecie jałmużnę, czyńcie tak, jakbyście sami o tym nie wiedzieli, strzegąc się upodobania w samych sobie, z powodu dobrego uczynku, niech lewa ręka nie wie o tym, co prawa czyni. Wtedy Ojciec niebieski, który przenika skrytości, nagrodzi was. Kiedy się modlicie, nie starajcie się być widziani przez ludzi, ale módlcie się w skrytości, a Ojciec wasz niebieski, który widzi w skrytości, nagrodzi was za to”. O! jak dobrze być pokornym, nie zważać na sądy ludzkie, a starać się jedynie podobać Bogu! Jak wiele szkody czyni nam miłość własna! Choćby kto rozdał cały swój majątek ubogim, całe życie spędził na pełnieniu dobrych uczynków, choćby ciało swe wydał na spalenie, nie będzie to zasługującym na niebo, jeżeli główną do tego pobudką będzie miłość własna. Zbadajmy się tu wobec Boga; ile było w życiu naszym uczynków, których zasługi pozbawiła nas miłość własna! Ile skarbów straconych dla nieba, a natomiast ile może powodów do potępienia, przed sądem Boga!
PUNKT DRUGI.
Miłość własna odbiera nam często zasługę dobrych uczynków, bez naszej wiedzy.
Podobnie jak zwyczajne sprawy zasadniczo nie zwracają naszej uwagi, tak i miłość własna, która nas nigdy nie opuszcza, uchodzi przed naszym wzrokiem. Jest to jak bicie serca, na które nie zważamy, bo jest ustawiczne. Zdaje nam się, że pracujemy dla Boga, a pracujemy dla siebie samych. Powierzchownie widać tylko to, co dobre, ale w gruncie rzeczy miłość własna jest napędem wszystkiego. Zaczynamy coś robić z intencją prawą, ale przyłącza się wzgląd miłości własnej i serce zostaje pociągnięte tym, co dogadza naszemu naturalnemu samolubstwu. Stąd pochodzi tyle złudzeń co do pobożności i dobrych uczynków; niecierpliwość i ostrość charakteru, którą bierzemy za gorliwość lub zniechęcenie, jeżeli miłość własna dozna zawodu. Zbadajmy siebie w przedmiocie tak ważnym i praktycznym.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Treny Jeremiasza. Tren III, 1.

