Sobota Dwudziestego Trzeciego Tygodnia Zwykłego – dzień 12 września 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Skończywszy rozmyślania o pokucie, dziś rozmyślać będziemy o umartwieniu, które wypływa z ducha pokuty i rozważać będziemy: 1) że umartwienie jest nakazem; 2) że mamy obowiązek ćwiczyć się w nim. Następnie postanowimy sobie: 1) przytłumiać w sobie zamiłowanie do wygód i rozkoszy i nic nie czynić z pobudek tak niegodnych ucznia Jezusa ukrzyżowanego; 2) dla Pana Jezusa wyrzec się tego, co nam robi przyjemność albo przełamać wstręt, jaki się przytrafić może w pełnieniu naszych obowiązków. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Zbawiciela: „Jeśli kto chce iść za mną, niech sam [się] siebie zaprze!”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, który w Ewangelii, oświadcza nam, że nie przyjmuje do służby swojej dusz miękkich, rozpieszczonych, dbających bardzo o siebie, które ubiegają się za chwilową przyjemnością, we wszystkim chcą sobie dogodzić; są to członki niegodne głowy uwieńczonej cierniem. Zbawiciel uznaje za uczniów swoich tylko dusze mocne, hojne, odważne w pełnieniu ofiar, dusze, które potrafią zaprzeć się same siebie, zmusić się, przybić się z Nim do krzyża i umartwiać swą złą naturę, naginając ją do tego, co jest jej obowiązkiem. Oddajmy się Mu i prośmy Go o tak szlachetne usposobienie.
PUNKT PIERWSZY.
O obowiązku umartwiania się.
Ze wszystkich przepisów moralności chrześcijańskiej, żaden nie jest tak często powtarzany w Ewangelii jak nakaz umartwiania się, aby przez cierpienia i zaparcie się samego siebie poskromić naturę, walczyć przeciw jej skłonnościom i utrzymać ją w granicach obowiązku: bo słowa Jezusa Chrystusa, który nakazuje nam, wyrzec się wszystkiego i samych siebie, przezwyciężać swoje słabości i dźwigać swój krzyż, nic nie znaczą innego, jak umartwienie. Przyczyna tego jest ta, że bez umartwienia, nie ma ani cnoty, ani rozumu, ani szczęścia. Nie ma cnoty, bo do tego, żeby być pokornym, trzeba umartwiać miłość własną, pychę i zbyteczne wymagania; aby być łagodnym, trzeba umartwiać szorstkość charakteru i opryskliwość; aby być posłusznym, trzeba umartwiać wolę własną, zachcianki i fantazje; aby zachować czystość, trzeba umartwiać zamiłowanie uciech, przyjemności, nie dogadzać ciału, krzyżować je i mieć się ustawicznie na baczności, aby nas do złego nie pociągnęło. Tak samo jest i z innymi cnotami. Tak, jak kończyna krzywa nie może być inaczej wyprostowana, tylko przez wsadzenie jej w łupki, tak samo nie można doprowadzić duszy do pierwotnej sprawiedliwości, której ją grzech pozbawił, tylko umartwiając ją. Bez umartwienia nie ma rozumu. Jest to upokarzające dla człowieka, że brak umartwienia krzywi jego rozum; taki człowiek przyjemność swoją zasadza, jak bydlę, na jedzeniu i piciu, w tym pokłada swoje szczęście, nadużywa nieraz darów Bożych do tego stopnia, że naraża się na chorobę, a niekiedy zmysły traci, czy to jest rozumne? Przez brak umartwienia człowiek kieruje się fantazją i kaprysem; w każdej chwili robi to, co mu się podoba, a nie to, co robić powinien; z nocy robi dzień, idąc późno na spoczynek, a z dnia robi noc, wstając późno; zaniedbuje swoje obowiązki, gospodarstwo i rodzinę, dozór dzieci i domowników, porządek i ład w utrzymaniu domu, dostosowanie poziomu wydatków adekwatnie do stanu posiadania: czy to jest rozumne? Przez brak umartwienia szuka jedynie swego zadowolenia, kładąc przyjemność przed obowiązkiem, nawet z uszczerbkiem sumienia: czy to jest rozumne? Przez brak umartwienia, nie chce nic znosić od drugich, a chce, aby drudzy wszystko od niego znosili; aby mu we wszystkim ustępowali, a on nikomu ustąpić nie chce; chce, aby drudzy pozwolili z siebie szydzić, aby słuchali upomnień, znosili obejście się z nimi wyniosłe, ale żeby nie śmieli pozwolić sobie na nic podobnego względem niego: czy to jest rozumnie? Wreszcie, ile razy grzeszymy, czynimy to przez brak umartwienia, nie chcąc sobie odmówić jakiej rzeczy, albo chcąc sobie w czym dogodzić; każdy grzech sprzeciwia się rozumowi, ponieważ rozum nakazuje nam, abyśmy byli posłuszni Bogu, który to tylko nakazuje, co jest sprawiedliwe i słuszne. Bez umartwienia nie ma szczęścia: nie ma go w służbie Bożej, bo Bóg usuwa swoje łaski duszy, która szuka pociechy w stworzeniach a nie w Nim, albo Mu odmawia tego, co od niej żąda; nie ma szczęścia w stosunku z bliźnimi, którzy się zrażają usposobieniem naszym, widząc, że niechętnie oddajemy im przysługi, aby sobie samym nie zadać trudu, że przez miłość własną staramy się jedynie sobie dogodzić, bez względu na drugich; zrażają się naszą nadwrażliwością i wymaganiami, naszą złośliwością i niepohamowaniem w mowie, która nie umie powstrzymać słowa ubliżającego drugim; wreszcie, bez umartwienia nie znajdujemy wewnętrznego zadowolenia, bo ile razy dogodzimy sobie w tym, co jest zdrożne, czujemy wyrzuty sumienia, które nam mówi, żeśmy źle postąpili; bo, kto przywiązuje się zbytecznie do jakiej rzeczy, ten oburza się, jeżeli go chcą pozbawić tego, co mu jest miłe, trapi się, jeżeli sam musi się tego wyrzec i tym sposobem staje się prawdziwie nieszczęśliwym.
PUNKT DRUGI.
Jak należy ćwiczyć się w umartwieniu.
Ćwiczenie się w umartwieniu powinno być ustawiczne, roztropne, chętne i mieć za pobudkę miłość Bożą. Umartwienie powinno być ustawiczne: bo, tak jak ten, który płynie po bystrej rzece, zostanie porwany prądem wody, jeżeli w przeciwną stronę kierować wiosłem nie będzie, tak samo człowiek zostanie niechybnie pociągnięty do zła, jeżeli nie walczy mężnie przeciw swoim złym skłonnościom; bo nasza zepsuta natura bezustannie pociąga nas do złego, nie dbając na to, że nas naraża na zgubę, byleby dogodziła sobie. Jest to niewolnica zawsze gotowa do buntu i do wszystkiego złego. Wszystko w naszej złej naturze grozi niebezpieczeństwem: oczy, język i wszystkie inne zmysły naszego ciała. Tak liczni nieprzyjaciele, przeciw nam sprzysiężeni, przyprawią nas niezawodnie o zgubę, jeżeli przez jeden tylko dzień przestaniemy się umartwiać. Ćwiczenie się w umartwieniu powinno być roztropne: byłaby to gorliwość naganna, gdyby kto przez umartwienie niszczył sobie zdrowie. Zdrowie, jest to skarb, który nam Bóg powierzył, nie mamy prawa odbierać go sobie. Dajmy ciału to, czego ono potrzebuje, ale miejmy odwagę odmówić mu tego, co dogadza zmysłowości. Wreszcie, z umartwieniem powinna się łączyć swoboda i miłość Boża; Bóg przyjmuje te tylko ofiary, które Mu składamy z miłością i weselem i człowiek sam nie poddałby się umartwieniu, gdyby mu je miłość nie osładzała. Miłość, powiada „Naśladowanie”, czyni lekkim to, co jest ciężkie i słodkim to, co jest gorzkie. Dusza, kochająca Boga, wie, że cierpienia są najlepszym dowodem miłości względem Niego; a ponieważ nieskończenie pragnie dać Mu dowód swej miłości, pragnie też niezmiernie cierpieć. Ona wie, że cierpienia zwiększają miłość, że najlepszym są środkiem do postępu w niej, bo serce tym więcej przywiązuje się do Boga, im więcej się odrywa od siebie i stworzeń; a ponieważ pragnie coraz więcej kochać Boga, pragnie też coraz więcej cierpieć. Dlatego święta Teresa wołała: Umrzeć albo cierpieć! Dlatego dusze, miłujące Boga, taki mają pociąg do umartwień. Zbadajmy nasze sumienie: jakie jest nasze usposobienie w tym przedmiocie tak ważnym dla zbawienia?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Mateusz XVI, 24.

