Sobota Dwudziestego Piątego Tygodnia Zwykłego – dzień 26 września 2026 r.

Sobota Dwudziestego Piątego Tygodnia Zwykłego – dzień 26 września 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy: 1) jak Bóg wynagradza dusze umartwione szczęściem jeszcze w tym życiu; 2) jakie dopuszcza nieszczęścia na dusze nieumartwione. Następnie postanowimy sobie: 1) hojnymi być w służbie Bożej i wielkodusznie spełniać ofiary, jakich Bóg od nas wymaga; 2) często czynić dobrowolne ofiary, dla miłości Boga, choćby w małych rzeczach. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Apostoła: „Obfituję w radość we wszelkim utrapieniu naszym”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć nieskończonej dobroci Jezusa Chrystusa, który wkładając na nas obowiązek umartwiania się, odejmuje temu obowiązkowi to, co w nim jest przykrego dla natury, oświadczając nam, że w tym jest prawdziwe nasze szczęście. Moje prawo, mówi Jezus, jest jarzmem, ale ja czynię je słodkim dla tych, którzy je na siebie biorą; ono jest ciężarem, ale ja go czynię lekkim dla tych, którzy go chcą nieść. Złóżmy Mu dzięki, że przez namaszczenie łaski, raczy łagodzić surowość krzyża i nieść go wraz z nami dla uczynienia go lżejszym.

PUNKT PIERWSZY.

Bóg nagradza szczęściem dusze umartwione, jeszcze w tym życiu.

Bóg, widząc w służbie swojej dusze hojne, nie lękające się żadnych ofiar dla Niego, nie da się im przewyższyć w hojności: z upodobaniem zlewa na nie pociechy i łaski; daje im w porównaniu tyle, ile one mu dają; jest to niejako święte współzawodnictwo się między Bogiem a duszą. Wielkoduszni chrześcijanie cieszą się, kiedy znajdą sposobność cierpieć i gwałt sobie zadać. Nie tylko nie opuszczają żadnej okazji, która im się nadarza do znoszenia cierpień, choćby najprzykrzejszych, ale przyjmują je z radością, jako największe szczęście w życiu, nie mówiąc nigdy: „To nie jest moim  obowiązkiem: będę miał inną sposobność do umartwienia się; innym razem to zrobię”. Jeżeli im kto przykrość wyrządzi, nie tracą pokoju; nie czują żadnej niechęci i zachowują się względem osoby, która ich obraziła, ze zwykłą uprzejmością. Nigdy nie użalają się na trudności, jakie napotykają w pełnieniu cnót, ani na ćwiczenia pobożne, że są ciężkie. Zawsze są gotowi wyrzec się wszelkiej przyjemności, nawet dozwolonej, unikają rozkoszy światowych, dogadzania ciału, wszelkiego rozpieszczenia i zbytku. Wreszcie, wiedząc, że ciało podobne jest do niewolnika, który mając za wiele pokarmu, buntuje się przeciw swemu panu, osłabiają je i trzymają w uległości; nigdy nie szukają przyjemności w stworzeniach i we wszystkim starają się być podobnymi Jezusowi ukrzyżowanemu. Ale za to jak hojnie Bóg ich wynagradza za takie wyrzeczenie się wszystkiego! Wierzmy wielkiemu Apostołowi, który mówi: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszystkiej pociechy, który nas pociesza w każdym utrapieniu… Obfituje w radość we wszelkim utrapieniu naszym”[2]. Wierzmy świętemu Franciszkowi Ksaweremu: przedstawiają mu się wielkie cierpienia w pracy, którą ma rozpocząć, a on prosi o jeszcze większe. W tejże chwili zostaje nagrodzony potokiem radości i szczęścia, tak wielkim, że nie mogąc się powstrzymać, zmuszony jest wołać: „Dosyć, Panie, dosyć!”. I my także, miejmy odwagę wyrzec się woli własnej dla utrzymania ładu w użyciu czasu, wyrzec się jakiego pragnienia, spojrzenia, zmysłowości, słowa niepotrzebnego; wtedy przekonamy się, jaką radość przynosi poświęcenie jakiej rzeczy dla Boga; a łaska powie nam to, co mówił święty Alojzy Gonzaga: że mała ofiara, uczyniona dla Boga, tysiąc razy większą przynosi duszy radość, niżby nam przyniosła rzecz, którą poświęciliśmy.

PUNKT DRUGI.

Bóg karze dusze nieumartwione.

Jak nieszczęśliwe są dusze nieumartwione! Nie znajdują w służbie Bożej ani namaszczenia, ani łaski; wszędzie doznają wstrętu i oziębłości; pobożność je nudzi, ćwiczenia nie mają dla nich powabu. Widzą, jak drudzy czynią postęp w cnocie, a one pozostają zawsze w tym samym stanie, bo nie chcą wyrzec się tego, do czego się przywiązały. Modlitwa męczy je i nudzi, bo serce skrępowane przywiązaniem, umysł rozproszony, niezdolne są do rozmowy z Bogiem; a czas, który duszy gorliwej wydaje się zbyt krótki, dla nieumartwionej zawsze jest za długi. Najsmutniejsze jest to, że czasem drobnostka, nic nieznacząca ją powstrzymuje; jest to jakby nić jedna, ale dopóki ta nić nie zostanie zerwana, dusza skrępowana nie wzniesie się do Boga, w którym jedynie znajduje się spoczynek i szczęście; będzie ciągle krążyła w tym samym labiryncie i męczyła się tym, co ją do ziemi wiąże. Czy to nie jest nasz obraz?

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Korynt. VII, 4.

[2] –  II. Korynt. I, 3-4; VII, 4.