Sobota Dwudziestego Czwartego Tygodnia Zwykłego – dzień 19 września 2026 r.

Sobota Dwudziestego Czwartego Tygodnia Zwykłego – dzień 19 września 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozmyślać będziemy o umartwieniu wyobraźni i poznamy: 1) że szczęście nasze na tym świecie zależy od panowania nad naszą wyobraźnią i że powinniśmy ją ujarzmić; 2) że od tego zależy również nasze szczęście wieczne. Potem postanowimy sobie: 1) od rana, jak tylko się przebudzimy, zająć umysł nasz myślami świętymi, a serce pobożnymi uczuciami, aby zapobiec usterkom wyobraźni; 2) zastanawiać się kilkakrotnie w ciągu dnia nad sobą, aby się przekonać, czyśmy nie ulegli wyobraźni i odnowić postanowienie walczenia z nią. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Ducha Świętego: „Nie przykładaj serca twego do fantazji”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, który będąc na pustyni, został wyniesiony przez szatana na szczyt świątyni, a stamtąd na wysoką górę, z której kusiciel pokazał mu wszystkie królestwa świata: jest to wyraźny obraz naszej wyobraźni, która nas w jednej chwili przenosi z jednego końca ziemi na drugi, zajmuje nas przedstawianiem rzeczy zmysłowych i stara się nas uwieść swymi złudzeniami. Nie chce ulegać rozumowi i buntuje się przeciw władzy, jaką chcemy nad nią rozciągnąć; a nawet wtedy, kiedy postanowimy sobie mocno zwalczyć ją, wymyka się nam i obiega świat cały, nim się spostrzeżemy, co się z nią stało. O Jezu, kuszony na pustyni! naucz nas, jak mamy się opierać pokusom, które nam poddaje wyobraźnia.

PUNKT PIERWSZY.

Nasze szczęście w tym życiu zależy od panowania nad wyobraźnią i od powściągania jej usterek.

Najnieszczęśliwsi są ci ludzie, którzy nie panują nad swoją wyobraźnią; wszystko ich trapi: teraźniejszość, przeszłość i przyszłość. Przypominają sobie jakieś upokorzenie, niepowodzenie, albo przykrość, jakiej w przeszłości doznali, zaraz wyobraźnia chwyta tę sposobność, aby tę przykrość powiększyć, wystawia im ją w sposób przesadny, daje im ją uczuć stokrotnie coraz dotkliwiej, przedstawiając najmniejsze zło jako najcięższe i tym sposobem nie przestaje ich dręczyć. Teraźniejszość wzbudza w nich znudzenie i niesmak: wyobrażają sobie, że lepiej by im było tam, gdzie ich nie ma; że inni, mniej na to zasługujący, są od nich szczęśliwsi; nigdy nie są całkiem zajęci tym, co robią; wyobraźnia zawsze ich odrywa, męczy ich przedstawianiem przedmiotów niepotrzebnych i próżnych widziadeł. Przyszłość również ich trapi, przedstawiając im nadzieję mniemanego szczęścia, za którym gonią, ale wkrótce doznają zawodu; albo też niepokoi ich obawą przykrości i krzyżów urojonych, niemniej dotkliwych jednak jak rzeczywiste. Dlatego tacy ludzie są nieznośni dla siebie samych, zawsze niespokojni, niezadowoleni i niestali; nadto wyobraźnia przedstawia im w umyśle drugich podejrzenia, pogardę, nienawiść, złe zamiary, których tamci nie mają; stąd powód do udręczenia; rozbudza w nich niepokój i trwogę, nie mającą żadnej podstawy, a która pomimo to ich przygnębia. Aby odpędzić znudzenie i smutek, chcieliby się zająć jaką pracą poważną, czytaniem dobrej książki; ale wyobraźnia im w tym przeszkadza, nasuwając myśli próżne, przez co się zniechęcają i porzucają zajęcie. Czy to nie jest nasza historia? Ileż razy poświęciliśmy szczęście dla próżnych urojeń?

PUNKT DRUGI.

Nasze wieczne zbawienie zależy od panowania nad naszą wyobraźnią i powściągania jej usterek.

Wiemy o tym, że wszystkie namiętności biorą początek, wzrost i siłę w wyobraźni, dlatego że serce skłania się do jakiegoś przedmiotu przez miłość, albo się od niego odwraca przez nienawiść, w miarę tego, jak mu go wyobraźnia przedstawi, w dobrym albo w złym świetle. Wiemy także, że zajmując się wszystkim, co napotykamy, wprowadzamy do duszy wyobrażenia, które nie tylko odejmują pobożność i gorliwość, ale często narażają duszę na niebezpieczeństwo. Z tej wolności, jaką dajemy wyobraźni, powstają myśli niebezpieczne, przeciwne skromności, rozmaitego rodzaju pokusy. Jeżeli świat niebezpiecznym jest dla tych, którzy utrzymują z nim częste kontakty, to niemniej jest niebezpiecznym, a może i więcej, dla tych, którzy dają mu wstęp do swojej wyobraźni: bo wyobraźnia wszystko przedstawia w sposób bardziej złudny, pociągający, więcej działa na zmysły, zapala żądze, rozbudza uśpione namiętności, powiększa je i wzmacnia. Święty Hieronim widział na pustyni w wyobraźni przepych Rzymu; święty Augustyn w odosobnieniu widział wszystkie rozkosze światowe, które jakby szarpiąc go za suknie, wołały na niego: Jak to?! chcesz nas opuścić na zawsze? Jak to?! nie chcesz już nic wspólnego mieć z nami? Szczęśliwi ci wielcy Święci, że potrafili poskromić swą wyobraźnię! inaczej byliby zginęli. Ale chociażby wyobraźnia nie doprowadziła nas do wielkich występków, pewną jest jednak rzeczą, że byłaby przeszkodą do nabycia cnót. Dusza, ulegająca wyobraźni, niezdolna jest do zastanawiania się i czuwania nad sobą, ani też do nabycia cnót; bo żywa wiara może się znajdować tylko w duszy poważnej; miłość wymaga, aby nie pamiętać uchybień, jakich doznaliśmy od bliźniego; skromność zaleca pokój i skupienie; pokora zamyka oczy na to, co może się w nas znajdować dobrego i nie zważa na to, co jej wyobraźnia przedstawia; duch modlitwy nie da również pogodzić się z wybujałą wyobraźnią. Zastanówmy się tu nad sobą: czy nie ulegaliśmy chętnie usterkom wyobraźni, pozwalając jej bujać według fantazji?

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  por. Eklezjastyk. XXXIV, 6.