Sobota drugiego tygodnia – 13 grudnia 2025 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozmyślać będziemy o wielkich pożytkach, jakie dla nas wypływają z Wcielenia Słowa i zastanowimy się nad tym: 1. że Słowo wcielone jest naszym pocieszycielem w troskach tego życia; 2. że jest miłosiernym lekarzem, leczącym wszystkie nasze nędze. Następnie zrobimy postanowienie: 1. uciekać się we wszystkich naszych strapieniach do Jezusa Chrystusa, jako do prawdziwego pocieszyciela; 2. nie przywiązywać się do fałszywych dóbr ziemskich, ale jedynie do Jezusa Chrystusa. Wiązanką duchową niech będą dla nas te słowa Zbawiciela: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a ja was ochłodzę”[1].
Oddajmy cześć Słowu Wcielonemu, które zstępuje na ziemię z miłości ku ludziom, aby być pocieszycielem strapionych, podporą cierpiących, mocą słabych, źródłem wszelkiego dobra dla rodzaju ludzkiego. O jakże to Słowo Wcielone zasługuje na nasze hołdy i miłość.
PUNKT PIERWSZY.
Słowo Wcielone jest pocieszycielem naszym w troskach tego życia.
Zastanówmy się z uczuciem głębokiej czci, jak Słowo Wcielone przychodząc na świat, przyjmuje wszystkie nędze ludzkie, za wyjątkiem grzechu, aby tym sposobem lepiej mogło nas pocieszać i współcierpieć z nami. Gdyby Zbawiciel obrał był sobie życie wśród radości i uciech, nie miałby środka na otarcie łez tych, którzy cierpią. Gdyby był żył w dostatkach, nauka Jego nie byłaby dobrze przyjęta przez ubogich, żyjących w nędzy. Gdyby się był otoczył czcią i chwałą, jakżeby mógł nakłonić ludzi do zamiłowania pokory i życia ukrytego? Ale Zbawiciel uczynił przeciwnie, i dlatego może mówić do nas: „Cierpicie, ale i ja cierpiałem, i to więcej niż wy. Czujecie brak wielu rzeczy, i ja też byłem ogołocony ze wszystkiego w łonie mojej matki, i od samego przyjścia na świat, odzienie moje, mieszkanie moje i pożywienie było takie, jak ludzi ubogich. Macie wstręt do upokorzeń i życia ukrytego; a ja kryłem przed wzrokiem ludzi moją wielkość i byłem uważany na ziemi jako człowiek nic nie znaczący, nic nie umiejący, jako głupi, opętany od szatana, jako zbrodniarz”. Teraz pojmujemy, że nie mamy prawa się uskarżać; że Pan Jezus ubóstwiając w swojej osobie pokorę, ubóstwo, cierpienie, uczynił je godnymi szacunku i miłości; ta myśl nas pociesza. O! prawdziwie, takiego pocieszyciela nam potrzeba, Boga Człowieka, znającego naszą nędzę, Boga-Człowieka, ubogiego i pokornego. Dziękujmy Słowu Wcielonemu, kochajmy Je i uciekajmy się do Niego w naszych strapieniach.
PUNKT DRUGI.
Słowo Wcielone jest miłosiernym lekarzem, leczącym wszystkie nasze nędze.
Najpierwszą naszą nędzą są nasze grzechy, które są dla nas powodem wyrzutów sumienia, odbierają nam pokój, a niekiedy nawet przywodzą do utraty nadziei i zbawienia. Słowo Wcielone przynosi nam lekarstwo na to pierwsze zło; ono bowiem z własnej krwi zgotowało nam kąpiel zbawienną, w której oczyszcza nas ze wszystkich zmaz grzechowych. Jeżeli znów upadamy, Ono nas podnosi; ile razy upadamy, zawsze nam przebacza, i jeden tylko kładzie warunek, abyśmy żałowali za grzechy. Naszą drugą nędzą są nasze namiętności; one panują nad nami i do powtórnych upadków nas przywodzą. I w tej nędzy uciekajmy się do Zbawiciela i mówmy Mu z ufnością: „Oto [ten] którego miłujesz, choruje”[2], „uzdrów duszę moją, bom zgrzeszył [przeciw] Tobie”[3]. A Zbawiciel odpowie nam: Przyjmujcie Sakramenty moje, rozważajcie naukę moją, przejmijcie się moimi przykładami, a zwyciężycie wasze namiętności. Wreszcie, trzecia nędza nasza, która prowadzi za sobą wszystkie inne, polega w tym, że fałszywie pojmując szczęście, zasadzamy je na dobrach doczesnych, na honorach, bogactwach i uciechach; a przecież te fałszywe dobra możemy w każdej chwili utracić, już to przez ludzi niedobrych, już to skutkiem wrogich żywiołów. Słowo Wcielone stawia nam w tej mierze przykład w swojej własnej osobie, ogałacając się ze wszelkiej zewnętrznej okazałości. Otacza się ubóstwem, pokorą, cierpieniem, i tym sposobem wymownie przemawia do wszystkich, którzy chcą Je słyszeć, że jest inna wielkość prócz tej, która podpada pod zmysły, inna chwała prócz tej, która zależy od opinii ludzkiej, inne szczęście prócz tego, które dają uciechy ziemskie; że wielkość i szczęście człowieka są w jego duszy, w spokoju sumienia, w czystości serca, i że wszystko, co nas otacza na zewnątrz, nie należąc do naszej istoty, nie może nas uczynić ani lepszymi, ani godniejszymi szacunku. Czyśmy pojęli tę Boską mowę? Czy opinia ludzka nie obchodzi nas więcej, jak to, co Bóg o nas sądzi? Czy nie cieszymy się, że mając nas za lepszych niż jesteśmy, oddają nam pochwały, na któreśmy nie zasłużyli? Kiedy nas niesprawiedliwie ganią, czy nie upadamy na duchu, jak gdyby opinia ludzka mogła zmienić to, czym jesteśmy w istocie?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Mateusz: XI. 28.
[2] – Ewang. św. Jana XI, 3.
[3] – Psalm XL. 5.

