Poniedziałek w Oktawie Wielkanocy – dzień 6 kwietnia 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozważać będziemy Ewangelię o uczniach, idących do Emaus, i zobaczymy: 1) jakie okazali w tej okoliczności cnoty i w czym zbłądzili; 2) jak dobrym był dla nich Jezus Chrystus. Następnie postanowimy sobie: 1) trwać w zjednoczeniu z Panem Jezusem przez skupienie i słuchać natchnień łaski; 2) czuwać nad tym, co mówimy, aby nie wyrzec ani jednego słowa nagannego. Naszą wiązanką duchową będą te słowa uczniów: „Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy [Jezus] mówił w drodze?”[1].
Przygotowanie drugie.
Przenieśmy się w duchu na drogę, wiodącą do Emaus; patrzmy, jak Jezus Chrystus zbliża się do dwóch uczniów idących i rozpoczyna z nimi rozmowę. Dziękujmy Mu za tę dobrotliwą miłość i prośmy Go, abyśmy mogli korzystać z tej świętej rozmowy.
PUNKT PIERWSZY.
Błąd, jaki popełnili uczniowie z Emaus i w czym okazały się ich cnoty.
- Uczniowie z Emaus nie umieją czekać chwili od Boga naznaczonej. Jezus Chrystus powiedział: Zmartwychwstanę dnia trzeciego; a oni oddalają się ze zniechęceniem, nie czekając końca dnia trzeciego. I my często tak błądzimy; chcemy być wysłuchani natychmiast; każda zwłoka przykrość nam sprawia i osłabia naszą wiarę. Zasługujemy, aby nam Jezus powiedział, jak tym uczniom: O ludzie małej wiary, jak serce wasze leniwe jest do wierzenia!
- Szukają pociechy w rzeczach zewnętrznych, w podróży do Emaus. Zapominają, że prawdziwa pociecha jest w Bogu jedynie, że więcej tracimy niż korzystamy, szukając pociechy w stworzeniach. Gdyby Jezus Chrystus nie był im przyszedł na pomoc, byliby stracili wiarę, ponieważ nie uwierzyli ani świętym niewiastom, ani Apostołom, którzy ich upewniali o zmartwychwstaniu Zbawiciela; byliby utracili nadzieję, ponieważ już zaczynali powątpiewać: „Spodziewaliśmy się”, mówią; wreszcie utraciliby i miłość, bo widzieli już w Jezusie Chrystusie tylko proroka i nie mówili o Nim jako uczniowie Jego, ale jak obcy.
- Nie mogą zrozumieć stosunku tych dwóch rzeczy nierozłącznych jako środka i celu, to jest krzyża i chwały, śmierci i życia, krótkiego cierpienia i wiecznej radości; trzeba było, aby im Jezus Chrystus przypomniał tę główną prawdę: Czyż nie trzeba było, aby Chrystus cierpiał i tak wszedł do chwały swojej? Czy my nie jesteśmy podobni do nich?
Ale ci uczniowie, pomimo wad, okazali i cnoty, które mogą służyć do naszego zbudowania.
- Rozmowa ich toczy się o rzeczach świętych, a na zapytanie Zbawiciela: „Cóż to są za rozmowy, które idąc prowadzicie między sobą?”[2] odpowiadają: „[Mówimy] o Jezusie Nazareńskim”[3]. Niestety! gdyby Zbawiciel stanął między nami podczas rozmów naszych i zapytał się nas tak jak ich: O czym rozmawiacie? czy moglibyśmy dać taką samą odpowiedź? Czy nie zawstydzilibyśmy się, że pozwalamy sobie na obmowy, szyderstwa, sprzeczki, lekkomyślności, uniesienia? A Zbawiciel czy nie mógłby nam powiedzieć: Czy te rozmowy przystoją chrześcijaninowi, człowiekowi stworzonemu dla nieba, dążącemu do świętości, słudze Jezusa Chrystusa, który nosi na języku swoim ślady Krwi Jego? Czy w godzinę śmierci nie będziesz sobie wyrzucał tych rozmów? Uczniowie, idący do Emaus, słuchają z wielkim uszanowaniem nauk Jezusa Chrystusa; zachowują je w sercu, które się zagrzewa świętym zapałem. Chcą, aby z nimi pozostał i mówią: „Zostań z nami, Panie”. Te piękne słowa powinniśmy także powtarzać często Panu Jezusowi. Zostań z nami w naszych troskach, aby nas ustrzec od niecierpliwości, od szemrania, zniechęcenia, aby nas nauczyć, jak mamy za wszystko Bogu dziękować; zostań z nami w pokusach i w próbach, aby nas wesprzeć; zostań z nami w oschłościach, w chorobach, w niebezpieczeństwie śmierci, aby nas ratować; pozostań z nami wśród przeciwności, jakie Kościół cierpi i wśród ciemności, jakie okrywają ziemię, aby nas bronić i oświecać. Poznają Zbawiciela w łamaniu chleba, to jest przy Komunii świętej; bo w istocie tam dusza chrześcijańska poznaje miłość Boskiego Zbawcy. Przyjąwszy Jezusa w Komunii świętej, udają się do Jerozolimy, aby to oznajmić Apostołom; kto kocha Boga, ten pragnie, aby Go wszyscy kochali.
PUNKT DRUGI.
Tkliwa dobroć Jezusa względem uczniów z Emaus.
Jezus Chrystus lituje się nad tymi dwiema zbłąkanymi owieczkami, które się odłączyły od Apostołów, zbliża się do nich uprzejmie i rozpoczyna rozmowę, idąc równo z nimi, ani prędzej, ani wolniej; pyta ich, o czym rozmawiają, nie dlatego, aby o tym nie wiedział, ale żeby im dać sposobność wynurzenia tego, co mają na sercu i mieć okazję do wyłożenia im tajemnicy swoich cierpień. Upomina ich z miłością, aby ich skłonić do zastanowienia się nad sobą i do uznania swego błędu; dowodzi im, że wszystko, co mówi o Mesjaszu Pismo święte, zacząwszy od Mojżesza aż do Proroków, spełniło się w Jego osobie; oświecając ich umysł, porusza ich serce, zagrzewa wolę i rozpala w nich ogień miłości Bożej. Wreszcie przybywszy do Emaus, udaje naprzód; jakoby chciał ich opuścić, aby rozbudzić w nich pragnienie zatrzymania Go, ale potem zostaje z nimi w gospodzie i jakby w kościele poświęca tam Przenajświętszy Sakrament, daje im go i nie opuszcza ich, aż ich nakarmił Chlebem Anielskim. Czy może być większa dobroć, łaskawość i miłość? Tak samo i z nami postępuje Zbawiciel. Jego łaska uprzedzająca szuka nas na drodze życia; stosuje się do naszej słabości, oświeca nas swoim Boskim światłem, pociąga nas swymi natchnieniami, zachęca upomnieniami, nie opuszcza nas wreszcie, dopóki nas nie pozyska, otrzymując zezwolenie woli, bez naruszenia wolności. O jak ta dobroć zasługuje na naszą miłość! Jak jej odpowiadamy? Czy nie jesteśmy niewierni łasce, czy się jej nie opieramy?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Ewang. św. Łukasza, XXIV, 32.
[2] – Ewang. św. Łukasza, XXIV, 17.
[3] – Tamże, 19.

