Poniedziałek Siedemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 27 lipca 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozważać będziemy, z jaką pobożnością, pokorą i umartwieniem powinniśmy spożywać posiłek. Następnie postanowimy sobie: 1) odmówić zawsze pobożnie modlitwy przed posiłkiem i po posiłku; 2) przyjmować zawsze posiłek z pobożnością, pokorą i umartwieniem. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Apostoła: „Czy (…) jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko ku chwale Boga czyńcie”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, posilającemu się w czasie życia swego śmiertelnego. Używał pokarmu i napoju tak, jak inni ludzie: ale z jaką świętością to robił! jak podnosił tę pospolitą czynność przez cnoty, które w niej praktykował! Był to codzienny przedmiot podziwu dla Najświętszej Panny i świętego Józefa; i my z nimi podziwiajmy Jezusa i składajmy hołdy naszemu najdroższemu Zbawcy, posilającemu się w sposób tak świątobliwy.
PUNKT PIERWSZY.
Powinniśmy spożywać posiłek z pobożnością.
Pobożność wymaga tego, abyśmy spożywali posiłek: 1) z najczystszą intencją, jedynie w celu podobania się Bogu, który chce, abyśmy posilali nasze ciało i przez to byli zdolni do spełniania obowiązków naszego stanu; 2) z sercem pełnym miłości i wdzięczności dla Boga, który nam pokarmy daje, przez ręce tych, którzy nam służą i lepiej się z nami obchodzi, niż z wielu innymi, którzy mają posiłek daleko gorszy od naszego, albo znoszą zupełny brak najpotrzebniejszych rzeczy; 3) w duchu ofiary, uważając stół jako ołtarz, na którym mamy złożyć Bogu dwie ofiary: siebie i pokarmy, które przyjmujemy. Czy w takim usposobieniu spożywamy posiłek?
PUNKT DRUGI.
Powinniśmy spożywać posiłek w duchu pokory.
Jednym z największych upokorzeń dla człowieka na ziemi, jest konieczna potrzeba posiłku. Ten, który jest powołany do uczestnictwa w uczcie niebieskiej z Bogiem, aby się tam karmił prawdą i miłością, napawał obfitością dóbr niebieskich, poniża się tu do czynności zwierzęcej. Ten, który przy ołtarzu karmi się chlebem aniołów i Bogiem samym, spożywa i przetwarza w swoją krew mięso bydląt! Czyż to nie jest wielkie upokorzenie? Uważając nawet pokarm w porządku naturalnym, jak upokarzającym jest dla człowieka, tej istoty tak wielkiej, króla całego stworzenia, naśladować zwierzę, które gryzie i żuje i jak ono gromadzi do swego ciała grube pokarmy, które się w nim psują i stają się obrzydliwym kałem? Jak upokarzającym jest dla niego, jeżeli sobie upodoba w tym i szuka przyjemności; kiedy nadużywa pokarmów i nie poprzestaje na tym, co koniecznie potrzebne; jeżeli na tę niską czynność obraca czas, który by mógł być daleko lepiej użyty na sprawy wielkie i szlachetne, na chwałę Bożą, na dobro bliźniego, albo na udoskonalenie umysłu i serca? Jeszcze bardziej upokarzającym jest dla człowieka, który przyznać musi, że nie wart jest tego posiłku, ponieważ, będąc grzesznikiem, nie wart jest żyć, a tym samym spożywać pokarmu. Bóg daje mu go z łaski swej i to pod warunkiem, aby go zarobił pracą. Dlatego święty Wincenty a Paulo mówił te pokorne słowa: O! ja nędzny, nie zarobiłem na chleb, który spożywam. Czy z taką pokorą przyjmujemy posiłek?
PUNKT TRZECI.
Trzeba przyjmować pokarm w duchu umartwienia.
Duch umartwienia na tym polega, żeby nie mieć przywiązania do wykwintnych pokarmów. Święci spożywali posiłek wzdychając, często nawet zlewając chleb łzami i poddając się konieczności jedzenia jako czynności przykrej i niebezpiecznej, bo mówili sobie: jedzenie sprowadziło grzech na świat; ono osłabia ducha a wzmacnia ciało; ono jest przyczyną niebezpiecznych pokus. Święci nie przywiązywali wagi do wykwintnych pokarmów, poprzestawali na prostym pożywieniu, nie pragnąc ani lepszych, ani lepiej przyrządzonych potraw; brali to, co im dawano, nie wybierając nigdy dla siebie tego, co lepsze, a gorszego nie zostawiając drugim. Jeżeli pokarmy były smaczne, przyjmowali je z obojętnością, nie szukając w tym zmysłowej przyjemności; dziękowali Bogu, że ich żywi lepiej, niż na to zasłużyli i ujmowali sobie cośkolwiek z tego, co im najwięcej smakowało; niekiedy nawet umyślnie mieszali do pokarmów takie rzeczy, które ich smak psuły. Jeżeli pokarmy nie były według ich upodobania, brali je pomimo tego, nie uskarżając się, ale dziękując Bogu, że daje im sposobność umartwienia się. Duch umartwienia nie tylko na tym polega, aby nie mieć przywiązania do potraw wykwintnych, ale i na tym, aby nie brać pożywienia z łakomstwem, które dogadza sobie i nie powściąga się tak dalece, że niekiedy popełnia nadużycia, czyniące człowieka niezdolnym do modlitwy ani do spełnienia obowiązków swego stanu. Chrześcijanin, mający prawdziwego ducha umartwienia nie ulega tej niepowściągliwości naturalnej; je tylko tyle, ile koniecznie potrzebuje, z umiarkowaniem i skromnością, jaka przystoi sługom Bożym. Czy nie mamy sobie nic do wyrzucenia w tym względzie?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – I. Kor. X, 31.

