Poniedziałek Dziewiętnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 10 sierpnia 2026 r.

Poniedziałek Dziewiętnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 10 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy siódmy powód, dla którego powinniśmy być pokorni; pytajmy się często siebie samych: czym jesteśmy w porównaniu ze Świętymi? Aby ten powód zrozumieć, zastanowimy się: 1) że chcąc ocenić nas samych, powinniśmy porównać nasze życie z cnotami Świętych; 2) że to porównanie jest niezmiernie upokarzające dla nas. Potem postanowimy sobie: 1) pytać się często siebie: Jakby tę modlitwę, te czynność odprawił Święty, jakby przeżył ten dzień? 2) upokarzać się codziennie, mówiąc: O! jak mi daleko do tego, abym był takim, jak Święci! Wiązanką duchową będą dla nas te słowa Dawida: I uniżę się jeszcze bardziej niż dotąd, i będę małym w oczach moich”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Bogu, Ojcu Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas wybrał i powołał przed wiekami, abyśmy byli świętymi. Złóżmy Mu dzięki za to wzniosłe powołanie i prośmy Go o łaskę do spełnienia Jego woli.

PUNKT PIERWSZY.

Dla poznania siebie samych porównajmy się ze Świętymi.

Pycha podaje nam nieraz myśl porównywania się z wielkimi grzesznikami, albo z ludźmi światowymi, którzy na wpół tylko są chrześcijanami; wtedy mówimy sobie: „Nie jestem jak ten albo tamten; nie ma nic gorszącego w moim życiu; nikt mi nie może zarzucić wielkich przekroczeń i błędów”. Niekiedy wpadamy w jeszcze niebezpieczniejsze złudzenie, porównujemy się z osobami pobożnymi, w których złośliwie upatrujemy pewne wady charakteru, pewne usterki miłości własnej, albo inne niedoskonałości, do których się nie poczuwamy. Wtedy uważamy się za lepszych od nich i nabieramy upodobania w nas samych. Jakież to niebezpieczne złudzenie! Co nas to obchodzi, że drudzy nie dbają o postęp swej duszy? Jeżeli nie mamy wad niektórych osób pobożnych, czy mamy cnoty, którymi one swe wady wynagradzają? Czy nam się zdaje, że będziemy usprawiedliwieni przed trybunałem najwyższego Sędziego, kiedy będziemy mogli Mu powiedzieć: Nie popełniłem tych błędów, które tamten człowiek popełnił; nie miałem wad, jakie tamten miał? Jeżeli pragniemy osiągnąć niebo, powinniśmy wiedzieć, że niebo przeznaczone jest dla Świętych, a kto nie zostanie świętym, ten nie wejdzie do nieba. Jeżeli chcemy się zbawić, porównujmy siebie ze Świętymi i patrząc na te wzory świętości, zmieńmy dobre mniemanie, jakie mamy o sobie. Czy tak robimy?

PUNKT DRUGI.

Porównanie życia naszego z życiem Świętych jest bardzo upokarzające dla nas.

Czy posiadamy cnoty Świętych? Czy jesteśmy przejęci tymi uczuciami, co oni? Czy mamy pokorę świętego Dominika, który uważał wzgardę za rzecz najdroższą w świecie; który ze łzami padał na kolana u bram miasta, do którego miał wejść, błagając Boga, aby nie spuścił piorunów na miasto, które miało przyjąć tak wielkiego grzesznika? Czy mamy żywą wiarę świętego Grzegorza Cudotwórcy, który góry przenosił? Czy mamy ducha modlitwy świętego Antoniego, któremu najdłuższe noce zimowe, spędzone na modlitwie, wydawały się zbyt krótkie i który żalił się, że wschodzące słońce zmusza go do przerwania świętych rozmów z Bogiem? Czy mamy ducha umartwienia świętej Katarzyny Sieneńskiej, która płakała, kiedy była zmuszona posilić swoje ciało? Czy mamy miłość krzyża, na wzór świętej Teresy, która bez cierpienia żyć nie mogła: Cierpieć albo umrzeć? Czy mamy taką miłość do Jezusa ukrzyżowanego, jaką miał święty Wincenty Ferreriusz[2], który zalewał się łzami, ile razy usłyszał kilka słów o Męce Pańskiej? Takie były cnoty Świętych, a jakież są nasze? Zróbmy porównanie przed Bogiem, który nas sądzić będzie. Święty Antoni, po rozmowie z świętym Pawłem Pustelnikiem, wrócił od niego zawstydzony, wołając z jękiem, że nie wart jest nazywać się zakonnikiem, że chce odmienić życie. Cóż my mamy czynić widząc tylu Świętych tak wysoko podniesionych przez łaskę, a tak niezmiernie uniżających się przez pokorę? Niech przynajmniej ten widok da nam poznać naszą nędzę, niech nas pobudzi do pokory i skłoni do rozpoczęcia lepszego życia.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  II. Królew. VI, 22.

[2] – [przypis red. – Św. Wincenty Ferreriusz (1350-1419) hiszpański dominikanin, święty Kościoła katolickiego. Zabiegał o położenie kresu wielkiej schizmie zachodniej. Był niestrudzonym wędrownym kaznodzieją, zawsze nosił ze sobą Pismo święte, które znał niemal na pamięć. W czasie choroby w 1398 r. doznał objawienia, w którym sam Chrystus nakazał mu całkowite oddanie się działalności kaznodziejskiej i apostolskiej. Od tego momentu do końca życia bez reszty poświęcił się tej posłudze. Przemierzył Europę od Hiszpanii po Szwajcarię, od Włoch i Francji po Anglię, Szkocję i Irlandię. Wszędzie owocnie głosił Ewangelię, prowadząc do nawrócenia tysiące ludzi, w tym heretyków, muzułmanów i żydów. Jego kazania gromadziły zwykle po kilka a nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Ciekawe – co bardzo podkreślali świadkowie w procesie kanonizacyjnym – że głosił je zawsze w języku katalońskim, a był przez wszystkich dobrze rozumiany. Występował przeciwko katarom i waldensom, głosił także nadejście Antychrysta, czym zyskał sobie przydomek „anioła Apokalipsy”. W litanii jemu poświęconej św. Wincenty jest nazywany nauczycielem życia doskonałego.]