Poniedziałek Dwudziestego Czwartego Tygodnia Zwykłego – dzień 14 września 2026 r.

Poniedziałek Dwudziestego Czwartego Tygodnia Zwykłego – dzień 14 września 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Przekonaliśmy się z rozmyślania sobotniego, że umartwienie jest koniecznie potrzebne; dziś zastanowimy się, że mamy obowiązek umartwiać przede wszystkim nasze namiętności; przekonamy się: 1) że umartwienie namiętności jest koniecznie potrzebne; 2) że powinniśmy szczególniej umartwiać główną namiętność. Następnie postanowimy sobie: 1) chętnie korzystać ze sposobności umartwienia się, jakie nam się nadarzą w ciągu dnia; 2) codziennie wiernie robić rachunek sumienia z wady głównej. Naszą wiązanką duchową będą słowa Naśladowania: „tyle postąpisz w cnocie, o ile sobie gwałt zadasz”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, który jako władca najwyższy rządził wszystkimi poruszeniami swej duszy, które my nazywamy namiętnościami. Trzymał je w takiej uległości, że żadna z nich nie uprzedzała rozumu i wszystkie były poddane kierunkowi Ducha Świętego.

PUNKT PIERWSZY.

O obowiązku umartwiania namiętności.

Namiętności nasze są najpotężniejszymi pomocnikami szatana, który chce nas zgubić; musimy albo je zwyciężyć, albo zginąć. Święty Bernard powiada, że to są nieprzyjaciele, z którymi zgoda jest niemożliwa; jeżeli my ich nie stłumimy, to one nas zgnębią. Jeżeli, stłumiwszy je, przestaniemy nad nimi czuwać i mieć się na baczności, powstaną na nowo, rozpoczną walkę i staną się niebezpieczne dla zbawienia. Jest to więc z konieczności walka, którą toczyć musimy codziennie: walka nie z jedną tylko namiętnością, ale ze wszystkimi, mającymi źródło w sercu naszym; w tej walce używać musimy różnej broni i rozmaitych wybiegów, stosownie do rodzaju napaści. Przeciwko namiętności rozkoszy, stawić trzeba wyrzeczenie się zmysłowych uciech, które ją podniecają i wszystkiego, co pociąga serce, oddalać niebezpieczne myśli, wreszcie, rozważać Mękę Pańską, mówiąc do siebie, jak święty Bernard: „Kiedy widzę Boga mego, rozpiętego na krzyżu, jakże mogę oddawać się rozkoszy?”. Przeciw próżnym zachciankom trzeba stawić moc duszy, która je powściąga i na małym poprzestaje. Światowe uciechy zwyciężać trzeba gardząc nimi, jako niegodnymi, aby serce chrześcijańskie do nich się nie przywiązywało i ich nie ceniło. Nienawiść pokonać trzeba tą myślą, że Bóg tylko tym przebacza, którzy przebaczają; bojaźń odeprzeć można tym wzniosłym uczuciem, że chrześcijanin tylko grzechu bać się powinien; smutek usunąć można nadzieją nieba; zarozumiałość pokonuje się pokorą, która wyznaje swoją nieudolność gdy działa bez pomocy Bożej. Rozpacz zwalczać należy rozważaniem miłosierdzia Bożego, zasług Jezusa Chrystusa i pomocy najlitościwszej i najświętszej Matki Bożej; gniew tłumi się milczeniem, które zamyka usta, dopóki jesteśmy wzruszeni; rozważaniem cichości Jezusa Chrystusa i tą uwagą, że gniew sprzeciwia się rozumowi. Wreszcie, nienawiść pokonuje się duchem miłości bliźniego. Taką walkę staczać powinniśmy sami ze sobą, odmawiając sobie tego, co nam jest przyjemne, albo zmuszając się do przyjęcia tego, co dla nas jest przykre. Szczęśliwi będziemy, jeżeli wskutek walki dojdziemy do tego błogiego stanu, w którym dusza stawszy się panią zwyciężonych namiętności, wolna i swobodna, daje się kierować Duchowi Świętemu i pełni Jego najświętszą wolę! Kto jeszcze zupełnie tego nie osiągnął, niech się nie zraża. Kto umrze walcząc, otrzyma także palmę zwycięstwa; ale kto nie walczy, ten zginie. Im więcej kto ulega namiętnościom, tym mniej ma rozumu. Kto się radzi namiętności swoich, ten słucha szaleńca. Wpierw, nim zaczniemy działać, powinniśmy poddać umysł rozumowi, a serce łasce i zawsze skłaniać się do tego, co nakazuje cnota, a nie nasza własna wola.

PUNKT DRUGI.

Mamy obowiązek szczególny walczyć z główną wadą.

Między wszystkimi namiętnościami jest zawsze jedna najniebezpieczniejsza: to jest główna wada. Poznajemy ją po tym, że ona stanowi jakoby cechę, odróżniającą nas od innych ludzi; tak dalece, że wszyscy ją spostrzegają i słusznie mówią na przykład: Ten człowiek jest gniewliwy, tamten jest próżny, inny znów jest nadwrażliwy, a inny skąpy i nawet każdy sam może ją w sobie odróżnić, zdając sobie sprawę z myśli i uczuć, jakie go najwięcej zajmują. Tę właśnie namiętność należy przede wszystkim zwalczać: 1) bo ona jest sprężyną poruszającą wszystkie inne namiętności i ona najwięcej grozi naszemu zbawieniu; ona jest względem innych namiętności tym, czym jest dowódca dla wojska: śmierć wodza, zmusza do odwrotu całe wojsko; tak samo, pokonanie głównej wady, niweczy wszystkie inne; 2) bo na próżno walczylibyśmy z innymi namiętnościami; dopóki główna wada nie ustąpi, możemy się przez nią zgubić. Zbadajmy się, jak walczymy z namiętnością główną. 1) Zastanówmy się, czy ją dobrze znamy? czy nasza niewiedza w tym względzie nie pochodzi z braku zastanowienia albo z obojętności na nasze zbawienie? 2) Czy walczymy z nią codziennie, ratując się ucieczką, jeżeli nas chce pociągnąć powabem rozkoszy; albo tocząc z nią walkę, jeżeli napada na nas gwałtownie? Wreszcie, czy obieramy ją sobie codziennie za przedmiot rachunku szczegółowego, za przykładem świętego Ignacego i świętego Franciszka Salezego, którzy tym sposobem zmienili swoje usposobienie żywe i gwałtowne na niewzruszoną łagodność.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  I. Naślad. XXV, 11.