Pierwsza niedziela Wielkiego Postu – dzień 22 lutego 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
W dzisiejszym rozmyślaniu zastanowimy się: 1) że pokusa nie tylko nie jest złem, ale może być dla nas bardzo korzystną; 2) w jakich warunkach pokusa przynosi nam korzyść. Następnie zrobimy postanowienie: 1) zapobiec, o ile można pokusie, przez czuwanie nad sobą i zjednoczenie z Bogiem; 2) odrzucić pokusę natychmiast i nie tracić pokoju. Naszą wiązanką duchową będą te słowa, świętego Jakuba apostoła: „Błogosławiony mąż, który wytrzyma pokusę”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi, kuszonemu na pustyni. Było to największe upokorzenie, jakie mógł Bóg dopuścić na siebie; ale je zniósł, bo wiedział, że przykład Jego doda nam odwagi wśród prób, jakie przechodzić będziemy, i chciał nam pokazać, że im dusza milszą jest Bogu, tym więcej musi być doświadczana pokusą.
PUNKT PIERWSZY.
Pokusa nie tylko nie jest złem, ale może nam przynieść wielką korzyść.
Zło moralne, to jest grzech, nie może mieć miejsca, jeżeli wola na to się nie zgodzi: dopóki wola się opiera, szatan i wyobraźnia mogą sprawić w nas zamieszanie, ale nie potrafią skalać czystości serca. Dlatego Jezus Chrystus i wszyscy Święci przechodzili przez próby pokus, ale one nie zrobiły najmniejszego uszczerbku ich świętości. Dlatego, nierozumnie robi ten, kto się trapi pokusą: to niezadowolenie pochodzi z miłości własnej, upokorzonej swoją własną nędzą, albo z braku ufności w dobroć Boga, który nigdy nie opuszcza tego, kto Go wzywa na pomoc; albo z bojaźliwości duszy, która widzi tylko swoją nędzę, a nie liczy na pomoc Boga. Nie tylko pokusa nie jest złem, ale może nam przynieść wielką korzyść. Dlatego: 1) że daje nam sposobność przyczynić się do chwały Boga, bo opierając się mężnie pokusie, dajemy Mu dowód wierności, pokonujemy Jego nieprzyjaciół i odnosimy zwycięstwo; 2) pokusa ćwiczy nas w pokorze, okazując nam, jak jesteśmy w gruncie źli; ćwiczy nas w modlitwie, dając nam uczuć potrzebę uciekania się do Boga, w czujności, ostrzegając nas, abyśmy nie ufali swoim siłom i chronili się od okazji do złego; w miłości Bożej, dając nam lepiej poznać dobroć Boga, który zniża do nas swą łaskę i sam się uniża, zstępując w Komunii Świętej do naszego zepsutego serca; pokusa zapobiega niedbalstwu, pobudza do gorliwości, utwierdza i wzmacnia cnotę; zjednywa duszy większe łaski w tym życiu, a większą chwałę w przyszłym; stosunkowo do zasług, jakich dusza nabywa, pokusa czyni ją godniejszą Boga, jak Świętych, o których jest napisano: „ich Bóg doświadczył i uznał ich za godnych Siebie”[2]. Dlatego Bóg mówił do ludu Izraelskiego o Kananejczykach: „Nie chciałem ich wytracić przed wami; żebyście mieli nieprzyjaciół”[3], a papież święty Leon mówi w tym samym znaczeniu: „Dobrze jest, kiedy dusza boi się upaść i ciągle walkę staczać musi”. Dusza wierna wyciąga z pokusy do zła tę samą korzyść, co z natchnienia do dobra. Jest to dla niej sposobność do coraz doskonalszego ćwiczenia się w cnocie przeciwnej, z dobrą wolą, na jaką się tylko zdobyć może. W pokusach zmysłowych, podnosi się do wielkości Boga, który tak nieskończenie jest wyższy ponad wszystko co ziemskie i zmysłowe; w pokusach duchowych zatapia się w swojej nędzy; w pokusach, pobudzających do rozkoszy, obejmuje krzyż z miłością: czy tak korzystaliśmy z pokus?
PUNKT DRUGI.
W jakich warunkach pokusa wychodzi nam na dobre.
Są pewne warunki koniecznie potrzebne, które wypełnić trzeba przed pokusą, w czasie jej trwania i po jej ustąpieniu: 1) przed pokusą trzeba unikać wszystkiego, co na nią naraża, albo co do złego pociąga, jako to: stosunków i czytań niebezpiecznych, spojrzeń niepowściągliwych, zachowania się zbyt swobodnego, dogadzania miękkości i zmysłowości; kto kocha niebezpieczeństwo, ten w nim zginie; kto ufa własnym siłom, zostanie zawstydzony. Niedowierzanie sobie samemu jest matką bezpieczeństwa; a kto się dobrowolnie na niebezpieczeństwo naraża, ten kusi Boga i nie zasługuje na Jego pomoc. Z drugiej strony, nie trzeba się bać pokusy; kto się jej boi, ten ją niejako przyzywa; najlepiej jest nie myśleć o niej i zająć się gorliwie tym, co robimy w tej chwili; 2) w czasie pokusy nie trzeba jej lekceważyć pod pozorem, że jest mało znacząca, bo inaczej mogłaby nas opanować; ale trzeba ją oddalić prędko, stanowczo i spokojnie, trzeba nią wzgardzić, nie zważając nawet na nią; jeżeli sprawi na nas jakie wrażenie, trzeba je spokojnie odsunąć, zajmując się pilnie obecną czynnością. Kto by chciał z pokusą walczyć, mógłby się nią zabrudzić, a kto by ją odrzucał z nadto wielkim wysileniem, straciłby pokój serca i skupienie. Jeżeli nie można w ten sposób pozbyć się pokusy, trzeba uciec się pokornie do Boga, mówiąc: „O Panie, jak wielka jest moja nędza! jakżebym mógł jeszcze mieć miłość własną! jakże jesteś dobry, że kochasz takiego jak ja grzesznika! O Jezu, o Maryjo, Wy Aniołowie i Święci, błogosławcie Pana, który zniża swą miłość do mojej nędzy”. Po ustąpieniu pokusy, trzeba o niej zapomnieć; kto się nad nią zastanawia, ten ją przywołuje na powrót. Lepiej jest pobudzać się do naprawy zła, jeżeli je sobie wyrzucamy, spełniając najbardziej doskonale obecną sprawę; zjednoczyć się z Bogiem i rzucić w Jego objęcia z ufnością i miłością, mówiąc do Niego jak syn marnotrawny: Ojcze mój, zgrzeszyłem przeciw niebu i przeciw Tobie; albo jak jawnogrzesznik: Boże mój, zmiłuj się nade mną, nędznym grzesznikiem! Zbadajmy siebie, czyśmy zachowali te prawidła przed pokusą, podczas pokusy i po jej ustąpieniu.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – List św. Jakuba. I. 12.
[2] – Ks. Mądrości. III. 5.
[3] – Ks. Sędziów. II. 3.

