Piątek V-ego tygodnia Wielkiego Postu – dzień 27 marca 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozmyślać będziemy: 1) o boleściach Maryi pod krzyżem; 2) o cnotach, jakie okazała wśród cierpień; 3) o słowach, które do Niej wyrzekł Jezus Chrystus. Następnie zrobimy postanowienie: 1) czcić przez pobożne akty boleści Najświętszej Panny; 2) naśladować pokorę, cierpliwość, ducha ofiary, których to cnót daje nam przykład Maryja w tej tajemnicy; 3) gorąco dziękować Bogu, że nam dał Maryję za matkę. Naszą wiązanką duchową będzie ta modlitwa Kościoła: O Maryjo, przepaści miłości, spraw, niech czuje Twoje boleści, niech płacze wraz z Tobą.
Przygotowanie drugie.
Przenieśmy się w duchu na górę Kalwarię do stóp krzyża, pod którym stała Maryja. Oddajmy cześć tej Matce Bolesnej, bo Ona taką nam się przedstawia w tej tajemnicy: „Nie nazywajcie mnie Noemi, to jest piękną; ale nazywajcie mnie Mara, to jest gorzką, bo Bóg napełnił mnie goryczą”.
PUNKT PIERWSZY.
Boleści Maryi pod krzyżem.
Wszystko, co najsroższego cierpieli męczennicy, jest niczym w porównaniu z boleścią Maryi. Męczennicy ponosili tylko cierpienia ciała, a przy tym łaska osładzała im męki, tak, że widziano ich tryumfujących z radością wśród najsroższych boleści; ale tu, dusza Maryi przeszyta jest mieczem boleści, bez żadnej pociechy. A jakaż to była boleść, mój Boże! Jeżeli matka, która widzi syna, umierającego na swoich rękach, cierpi okropnie, czegóż doznawać musi Maryja, która kocha Jezusa miłością, na jaką tylko natura, połączona z łaską, zdobyć się może; natura ukazuje Jej w Jezusie najmilszego z synów, najdoskonalszego ze wszystkich ludzi; łaska odkrywa Jej w Nim Boga nieskończenie dobrego i łaskawego. Widzi, jak tego ukochanego Jej Syna wloką przez ulice Jerozolimy, do kapłanów, do Piłata, do Heroda, jak Go wszędzie znieważają, jak Nim gardzą; widzi, jak Go biczują, koronują cierniem, ogłaszają Go większym winowajcą, niż Barabasza; towarzyszy na Kalwarię Jezusowi, dźwigającemu krzyż, pozbawionemu sił i krwi, okrytemu ranami i plwocinami, a dać Mu ratunku nie może! Jakież to męczeństwo dla matki takiej jak Maryja! Widzi Go, rozpiętego na krzyżu, słyszy, jak wbijają gwoździe w Jego ręce i nogi, widzi, jak Go w tym stanie, z krzyżem podnoszą w górę, jak okryty ranami, zawieszony między niebem a ziemią, kona przez trzy godziny; słyszy ostatnie Jego pożegnanie, ostatnie tchnienie, a umrzeć z Nim nie może! A co gorsze, Maryja cierpi nad tym, że boleścią swoją powiększa boleść Syna swego, cierpi wraz z Nim boleść na widok grzechów ludzi, którzy potępiają się pomimo tylu środków do zbawienia. O córko Jerozolimska, do czego porównać strapienie Twoje? Ono jest wielkie jak morze! O Matko moja, wyjednaj mi łaskę, abym współcierpiał z Tobą. Jest to moim obowiązkiem: 1) bo syn powinien podzielać boleści matki; 2) bo ten nie kocha Jezusa, kto jest obojętnym na cierpienia Matki Jego; 3) bo grzechy moje są zarazem przyczyną i przedmiotem boleści Syna Twego i Twoich, Matko moja!
PUNKT DRUGI.
Jakie cnoty Maryja praktykuje u stóp krzyża.
- Maryja okazuje niezachwianą cierpliwość. Stoi, w czasie tej strasznej burzy jak skała wśród bałwanów, które uderzają o nią, ale jej nie poruszają. Ani ogrom cierpień, ani widok śmierci, ani zajadłość ludzi, ani wściekłość szatanów, nie odejmują Jej męstwa. Stoi pełna odwagi, nie wydając żadnej skargi, wielbiąc w milczeniu wyroki Boga i poddając się im zupełnie. Przypatrzmy się tej cierpliwości Maryi i zawstydźmy się. Nam tak mało potrzeba, aby nas zniechęcić, odebrać nam odwagę, wywołać skargi i szemrania.
- Pokora Maryi okazuje się tu nie mniej, niż Jej cierpliwość. Matka syna skazanego za zbrodnie na śmierć, wstydzi się pokazać; boi się, aby hańba syna nie spadła na nią i dlatego się ukrywa; ale Maryja ukazuje się wobec wszystkich i to pod krzyżem. Tam znosi pogardę, zniewagi, ciesząc się, że wraz z Jezusem wychyli kielich upokorzeń aż do dna. Jakaż to nauka dla nas!
- Maryja jest dla nas wzorem ducha ofiary. Wiedząc, że zamiarem Boga jest, aby Jezus umarł dla zbawienia świata, pragnie z całej duszy, aby się wola Jego spełniła. Ojcze niebieski, mówi Maryja, weź miecz Twój, zabij ofiarę, rozedrzyj wnętrzności moje, wydrzyj mi serce, zabierając mi Syna mego najmilszego; zgadzam się na to dla chwały Twojej i dla zbawienia świata. Jakiż to wzniosły przykład ducha ofiary!
PUNKT TRZECI.
Słowa Jezusa wymówione do Maryi.
Podczas kiedy Maryja cierpi tak strasznie, dając nam przykład wysokich cnót, Jezus, obróciwszy wzrok swój na świętego Jana i widząc w nim, jak utrzymują Ojcowie, przedstawiciela wszystkich wiernych: „Niewiasto, rzekł do Maryi, oto syn twój; daję ci go w moje miejsce”. Błogosławione słowa, przez które Jezus dał nam swą Matkę za matkę, dawszy nam już swego Ojca za ojca, abyśmy byli Jego braćmi, mając tego samego co On Ojca i tę samą Matkę! Te słowa powinny napełniać nas ufnością, pociechą i szczęściem! O Maryjo, jesteś matką moją! Niczego się już nie boję, jestem szczęśliwy i pełen ufności.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.

