Piątek Piątego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 8 maja 2026 r.

Piątek Piątego Tygodnia Wielkanocnego – dzień 8 maja 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy oschłości z innego punktu: 1) jako lekarstwo przeciw miłości własnej; 2) jako naukę pokory. Następnie zrobimy postanowienie: 1) upokarzać się przed Bogiem z powodu naszej oschłości na modlitwie i odchodzić od modlitwy upokorzonymi w duchu; 2) upokarzać się przed ludźmi, uważając wszystkich za lepszych od siebie, nie pragnąc żadnej pochwały, a przyjmując wzgardę i lekceważenie. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Zbawiciela, napisane u proroka Izajasza: „Na kogóż wejrzę, jeno na ubożuchnego i na skruszonego duchem”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć niepojętej miłości Jezusa Chrystusa dla nas. On nas uczy, jak mamy z oschłości czerpać drogocenną łaskę pokory, tak jak dawniej wyprowadził ze skały wodę, aby napoić lud swój, miód przewyborny z rozpadliny skały i przedziwną oliwę z twardego kamienia. Złóżmy Mu dzięki za tak wielką dobroć.

PUNKT PIERWSZY.

Oschłości są lekarstwem na miłość własną.

Człowiek, z natury swojej, tak jest skłonny do pychy, że wyższe łaski i dary są mu okazją do upadku; to, co go powinno uświęcić, nawet łaski od Boga mu dane, stają się dla niego najsubtelniejszą pokusą i narażają go na grzech, jeżeli te łaski sobie przypisywać będzie. Kiedy tkliwa pobożność i radość duchowna napełnią jego duszę; zaraz miłość własna szepcze mu, że ta gorliwość jest jego dziełem, że Bóg jest z niego zadowolony, że czyni postęp w cnocie; że wart jest daleko więcej niż inni, których powierzchowność zdradza rozproszenie i oziębłość. To nam tłumaczy dlaczego osoby pobożne mają niekiedy tyle miłości własnej i dlaczego zdarzało się dosyć często, że pustelnicy, żyjący po kilkadziesiąt lat w gorliwej służbie Bożej, w końcu ciężko upadali. Miłość własna karmi się tym, co uważamy za miłość Bożą. Dusza, znajdując upodobanie w sobie, nie myśli o wzgardzie samej siebie i o upokorzeniu się wobec drugich. Ale jak Bóg odejmie pociechy, jak nastanie oschłość, wtedy miłość własna ustępuje, nie mamy już pokusy uważać się za lepszych od drugich; wtedy łatwiej jest o pokorę, a ta odrobina cnoty, którą posiadamy, nie poniesie szkody. Skarb najlepiej się przechowuje w ukryciu. Piękno najlepiej zachowuje swój blask, kiedy się ukrywa przed ludźmi. Dlatego autor Naśladowania mówi do nas te piękne słowa: „Gdy Bóg zsyła ci duchową pociechę, przyjmij ją z pobożnym dziękczynieniem i bierz ją za dar Boży, a nie za twoją zasługę. Nie pysznij się, nie raduj się zbytnio, nie uwódź się próżnością, lecz niech cię dar taki pokorniejszym uczyni i bojaźliwszym we wszystkich sprawach twoich”[2]. Bogu samemu należy się cześć i chwała, nam wzgarda i zawstydzenie. Czy taką korzyść odnosimy z oschłości? Czy jesteśmy mniej zarozumiali i mniej wymagający od drugich, czy gardzimy sobą, czy nie wynosimy się nad drugich? Bóg zsyłając na nas oschłości, chce, abyśmy z nich pożytek odnieśli. Starajmy się odpowiedzieć Jego zamiarom.

PUNKT DRUGI.

Oschłości są doskonałą nauką pokory.

Często widzimy dusze świątobliwe, które modlą się serdecznie i całe przejęte są miłością Bożą; a my zimni jak lód, nie możemy się zdobyć na żadne gorące nabożeństwo. Bóg dopuszcza, aby tak było, żebyśmy się namacalnie przekonali, że jesteśmy niczym i żeśmy nic nie warci; że nie tylko nie mamy żadnego prawa, aby nas szanowano, ale że jesteśmy najnędzniejsi, że kłamiemy, przypisując sobie co dobrego, że zasłużyliśmy być pod nogami wszystkich stworzeń. O! jak taka oschłość jest dobra; przez nią pozbywamy się miłości własnej; jak ta pozorna nieczułość jest pożyteczna, bo przez nią tracimy upodobanie w sobie samych! Wtedy dusza, wstydząc się swojej słabości, pokornie upada przed tronem Boga, oddaje Mu cześć przez wyznanie swojej nicości, dziwi się, że Bóg znosi jej obecność i zatapia się w swojej nędzy. Zawstydzona swoją niegodnością, nie śmie prosić o pociechę, bo uważa, że słodycz pobożności należy się tylko duszom świętym; jestem grzesznikiem, powiada, niegodnym aby Bóg na mnie wejrzał, dosyć dla mnie szczęścia, że mi pozwala pozostawać u nóg swoich, abym zadość uczynił sprawiedliwości Jego przez znoszenie oschłości i walk wewnętrznych. Przedstawiając Bogu swą nędzę, mówi: ,,Boże mój! jestem niczym, jestem samą złością, a Ty samą dobrocią; jestem ciemnością, a Ty światłem; jestem na wszystko nieczuły, Ty wlewasz pociechę; jestem ubogim, Ty posiadasz wszystkie bogactwa. Moja nędza mnie upokarza, ale Tobie przynosi chwałę i radość; cieszę się, że nędza moja daje mi lepiej poznać Twoją wielkość i przyczynia się do Twojej chwały. Podoba mi się moja nicość i nieudolność, raduję się, że Ty sam odbierasz cześć i chwałę”. O! gdybyśmy mogli taki wyciągnąć pożytek z oschłości, jakbyśmy postąpili w pokorze i ściągnęli na siebie łaski Tego, który wyrzekł: „Na kogóż wejrzę, jeno na ubożuchnego i na skruszonego duchem”[3]. Wtedy sprawdziłyby się na nas te słowa, że najlepsza modlitwa jest ta, która nas usposabia do pokory.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Izajasz, LXVI, 2.

[2] –  II Naślad. Chrystusa, IX, 4.

[3] –  Izajasz, LXVI, 2.