Piątek Osiemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 7 sierpnia 2026 r.

Piątek Osiemnastego Tygodnia Zwykłego – dzień 7 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Zastanowimy się dziś nad piątą przyczyną zniewalającą nas do pokory, to jest, że jesteśmy grzesznikami: 1) grzeszyliśmy; 2) jesteśmy zdolni jeszcze grzeszyć. Następnie postanowimy sobie: 1) pobudzać się przez te uwagi do chwalenia i uwielbiania miłości i dobroci Boga, który raczy kochać stworzenie tak nędzne, jak my. 2) zawstydzać się i upokarzać, kiedy przychodzą pokusy pychy; bo nie przystoi, aby tak wielka nędza chciała być cenioną. Naszą wiązanką duchową będą te słowa króla Dawida: „Grzech mój jest zawsze przeciwko mnie”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi ukrzyżowanemu, który nas uczy przez zniewagi i cierpienia, jakie ponosi, jak powinien być pokornym zawsze ten, kto na nieszczęście choć raz zgrzeszył. Ten Boski Zbawca przyjął na siebie tylko pozór grzechu, za który stał się rzecznikiem i ofiarą i to było dostateczne aby Go okryć wstydem, aby Go uczynić w własnych oczach godnym złorzeczenia i przekleństwa. O Ojcze niebieski! cóż mamy myśleć o nas samych? Jeżeli pozór jedynie grzechu czyni Twego własnego Syna obrzydłym w Jego własnych oczach, czymże jesteśmy my, którzy rzeczywiście grzeszyliśmy tyle razy i jesteśmy zdolni jeszcze grzeszyć?

PUNKT PIERWSZY.

Powinniśmy być bardzo pokorni dlatego, że grzeszyliśmy.

Choćbyśmy w całym naszym życiu jeden tylko grzech popełnili, byłoby to dla nas dostatecznym powodem do najgłębszej pokory. Lepiej byłoby nie istnieć, jak używać swego istnienia na obrazę Boga. Grzesząc, postawiliśmy się niżej od najnędzniejszych stworzeń; niżej od błota, które ma nad nami tę wyższość, że nigdy Boga nie obraziło. Czym jest ten, kto popełnił jeden tylko grzech powszedni? Jest to człowiek złego serca, który obraził i dotknął boleśnie najlepszego przyjaciela, dobroczyńcę i ojca. Czyż to nie jest dostateczny powód do zawstydzenia się i upokorzenia? Ale czymże jest ten, kto popełnił grzech śmiertelny? Jest to człowiek odrzucony przez Boga, skazany na wieczne męki, jest to poddany buntujący się przeciw najwyższemu Panu, zdrajca niedotrzymujący swojej przysięgi, bogobójca, który ukrzyżował Jezusa Chrystusa w swoim sercu, zdeptał Krew Testamentu. O zgrozo! a cóż dopiero, jeżeli kilkakrotnie popełnił tę zbrodnię, jeżeli grzechy jego rozmnożyły się jak włosy na głowie? Nie, nigdy nie zdołamy pojąć, na jaką wzgardę zasługuje taki człowiek. Nie mówmy, że to wszystko zostało przebaczone, bo nikt tego z pewnością wiedzieć nie może. Wiemy żeśmy zasłużyli na piekło; ale nie wiemy i nie będziemy tego wiedzieli w tym życiu, czy i teraz na nie nie zasługujemy. Jakiż to powód do upokorzenia się! Ale, choćbyśmy mieli objawione, że nam Bóg przebaczył, powinniśmy się uważać jak wyrwani z piekła, uwolnieni z wiecznego więzienia, jak ułaskawieni zbrodniarze, którzy zasłużyli być pod nogami szatanów, jako przedmiot zniewag i wzgardy. Jeżeli zasłużyliśmy na takie obejście się z nami, czy słusznym jest, abyśmy byli dumni i pyszni, nie znosząc najmniejszego upokorzenia? Czy nie powinniśmy raczej przejmować się ustawicznie duchem pokory i wzgardy samego siebie?

PUNKT DRUGI.

Powinniśmy być bardzo pokorni, bo możemy jeszcze grzeszyć.

Jesteśmy tak źli, że każdego poranka możemy mówić Bogu, jak święty Filip Nereusz[2] i słuszniej niż on: O Panie, nie dowierzaj mi; bo jeżeli mnie nie będziesz strzegł zdradzę Cię. O jak głęboka jest nasza nędza! nie możemy ręczyć za siebie ani na jedną chwilę. Nie ma w życiu chwili, w której byśmy nie mogli zgrzeszyć śmiertelnie, a po grzechu śmiertelnym umrzeć i dostać się do piekła. Na to wystarcza jedna myśl pyszna, jak to miało miejsce z aniołami; jeden grzech obmowy lub nieczystości według świętego Pawła; jedno pragnienie albo spojrzenie według Jezusa Chrystusa; któż nie powinien się lękać pewnych okazji do grzechu, chwil niebezpiecznych, w których serce słabe, zaledwie wie, co się z nim dzieje? Któż nie powinien się lękać pychy, chociaż powstrzymywanej ale nie zwyciężonej, pożądliwości przytłumionej, ale nie wygasłej? Niestety! upadło tylu innych, którzy więcej od nas byli od nas warci! Cóżby nas mogło czynić bezpiecznymi? Czy to trochę doba, któreśmy uczynili? Ale choćbyśmy, jak apostołowie, wszystko opuścili dla Jezusa Chrystusa, choćbyśmy jak oni głosili Ewangelię ludom, czynili cuda, spojrzyjmy do piekła, zobaczymy tam Judasza, który to wszystko czynił. Czy możemy ubezpieczać się na łaskach odebranych? Ależ aniołowie więcej ich otrzymali niż my, wolni byli od wszelkiej namiętności, a jednak nie wytrwali. Może ufamy temu, że życie nasze wolne jest od wielkich błędów? Ale, na to żeby się potępić nie potrzeba wielkich błędów; wystarczy zaniedbanie doba, do którego jesteśmy obowiązani; dosyć jest być sługą niepożytecznym, nie pracować z łaską. Któż, rozważywszy to wszystko, będzie mógł się pysznić? Kto nie pobudzi się do gardzenia samym sobą?

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Psalm L, 5.

[2] –  [ przypis red. – zwany także Filipem Neri, wł. Filippo Romulus Neri (1515 – 1595) – święty Kościoła katolickiego. Doradzał papieżom, był kierownikiem duchowym wielu hierarchów Kościoła. Jego przyjaciółmi byli św. Karol Boromeusz, św. Franciszek Salezy, św. Ignacy Loyola. Był nazywany rzymskim Sokratesem. Dzięki niezwykłej działalności duszpasterskiej jest też zywany „Apostołem Rzymu”. W 1551 założył zakon filipinów (oratorianów).]