Piątek Dwudziestego Pierwszego Tygodnia Zwykłego – dzień 28 sierpnia 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Rozważywszy tak wiele pobudek do ćwiczenia się w pokorze, zastanowimy się teraz nad środkami, jakich do tego użyć mamy; dziś rozważać będziemy: 1) że najpierwszym środkiem jest mocne postanowienie starania się o nabycie tej cnoty; 2) że to jest praca całego życia. Następnie postanowimy sobie: 1) często prosić Boga o tę cnotę, jako o rzecz najpotrzebniejszą; 2) chętnie przyjmować każdą sposobność upokorzenia się. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Ducha Świętego: „Uniżaj bardzo ducha twego”[1].
Oddajmy cześć Bogu, który tak sobie upodobał pokorę; taki w niej znajduje powab, że łaskawie spogląda na pokornych, a wybierając sobie matkę, nad wszystkie dziewice przeniósł tę, która była najpokorniejsza; z tego powodu święty Bernard podaje: „Maryja przez pokorę poczęła Słowo Boga wcielone”. O Panie! czyż mogłeś mi lepiej okazać, jak powinienem cenić tę cnotę nad wszystkie inne i jak usilnie i wytrwale powinienem się o nią starać!
PUNKT PIERWSZY.
Powinniśmy szczerze się starać o nabycie pokory.
Kto chce nabyć prawdziwej pokory, ten przedsiębierze rzecz nader trudną, wymagającą często więcej mocy duszy i odwagi, niż narażenie życia na polu bitwy.
Wszystko, co rani naszą miłość własną, tak nas żywo obchodzi, że trzeba wielkiej mocy charakteru i woli, wspieranej łaską, aby odnieść zwycięstwo. Nabycie pokory jest sprawą największej wagi, a zatem, trzeba się o nią więcej starać, niż o majątek, zdrowie, dobrą sławę i o wszystkie dobra ziemskie, ponieważ od pokory zależy wieczność. Trzeba zatem mocno się przejąć potrzebą pokory, gorąco jej pragnąć, tak jak pragniemy rzeczy, którą najwyżej cenimy; prosić o nią Boga usilnie i często rozmyślać o wielkiej wartości tej cnoty. Trzeba najchętniej czytać książki o niej traktujące i kochać wszystko, co nas do pokory nakłania i w niej utwierdza, jak oto: prostotę w odzieniu i w tym wszystkim, czego używamy; skromność w ułożeniu i w mowie; miłość bliźniego, która nie wstydzi się towarzystwa ubogich i maluczkich i ma upodobanie w przestawaniu z nimi; która nie ma sobie za poniżenie wyświadczać bliźniemu najniższe posługi i z radością korzysta ze sposobności, jaka jej się do tego nadarzy. Wreszcie, trzeba naśladować kupca, który postanowił sobie zrobić majątek; każdego dnia dąży do tego celu i nie opuszcza żadnej sposobności wzbogacenia się: każdego wieczora robi rachunki, porównuje straty z zyskiem i zapobiega, aby nazajutrz, nie poniósł takich samych strat, albo żeby do dawnego zysku przydał zysk nowy. Tak powinniśmy postępować w tym, co się tyczy pokory, która jest dla chrześcijanina majątkiem, bogactwem i skarbem: powinniśmy codziennie mieć na myśli nabycie tej cnoty, do niej odnosić wszystkie nasze ćwiczenia duchowe, rozmyślania, Komunie, nawiedzanie Przenajświętszego Sakramentu; trzeba, żebyśmy codziennie rachowali się z sumieniem co do tego przedmiotu, uważając, jakie są nasze w tej cnocie postępy i upadki. Czy to robimy?
PUNKT DRUGI.
Nabycie pokory jest pracą całego życia.
Pokora jest cnotą koniecznie do zbawienia potrzebną, a którą najłatwiej utracić możemy, bo miłość własna, usiłująca nam ją wydrzeć, jest jej największą nieprzyjaciółką; ściga nas tak w ukryciu, jak i w stosunkach zewnętrznych; miesza się do naszych myśli, mowy i uczynków, dlatego potrzebna jest z naszej strony ciągła czujność w tym względzie. Jeżeli zaniedbamy tego czuwania choćby przez jeden dzień tylko, miłość własna przypominać nam będzie nasze zasługi, talenty, cnoty, w sposób tak pochlebny, że się damy uwieść; albo też ludzie, wtórując tym zdradzieckim podszeptom miłości własnej, będą nas chwalili, przyklaskiwali nam, często nawet wbrew swemu sumieniu, jedynie przez pochlebstwo: a my gotowi jesteśmy przyjmować te fałszywe pochwały jako prawdę i mieć upodobanie w nich, nie myśląc, jaki jest o nas sąd Boga, który sam tylko ocenić może i ludzi i rzeczy. Jest to więc praca całego życia. Choćbyśmy przez sześćdziesiąt albo osiemdziesiąt lat pracowali nad nabyciem pokory, powinniśmy starać się o nią ustawicznie, tak jak w pierwszych dniach życia, trwać w niej do ostatniego tchu i umrzeć w pokorze. Jedno uczucie pychy przed śmiercią może nas potępić na wieki, a nikt za siebie ręczyć nie może w przedmiocie tak subtelnym. Nie ma zatem innego środka do zbawienia, jak usilna i wytrwała praca nad nabyciem pokory. Prośmy Boga o łaskę do przejęcia się tą prawdą.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Eklezjastyk VII, 19.

