Piąta Niedziela Wielkanocna – dzień 3 maja 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Rozważać będziemy dziś te słowa Ewangelii: ,,Pożyteczno dla was, abym ja odszedł”[1]; aby je zrozumieć, zastanowimy się: 1) jakie oschłości duchowne są pożyteczne dla duszy; 2) co trzeba czynić w stanie oschłości. Następnie postanowimy sobie: 1) nic nie opuszczać z ćwiczeń pobożnych, ani mniejszych, ani większych, choćbyśmy doznawali największego wśród tych ćwiczeń wstrętu; 2) nie smucić się ani nie zniechęcać próbami, które Bóg zsyła, ale służyć Mu jak zawsze ze spokojem i pokorą. Naszą wiązanką duchową będą te słowa z pieśni Zachariasza: „Służmy Bogu w świętości i sprawiedliwości przed Nim po wszystkie dni”[2].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi, mówiącemu do Apostołów te dziwne słowa: „Pożyteczno dla was, abym odszedł“. Jak to, Panie, czy mogło być pożytecznym dla Apostołów rozstanie się z Tobą, który byłeś dla nich światłem, mocą i pociechą? Nie było to raczej wszystko utracić? Ale Ty, Panie, zapewniasz nas, że to będzie dla nich pożyteczne: ich przywiązanie do mnie, mówisz, jest naturalne; chciwi są pociechy, jaką im sprawia moja obecność; trzeba, aby się nauczyli kochać Boga, od którego pochodzą pociechy, więcej, niż pragnąć pociech od Niego. Dlatego pożyteczne jest dla nich, abyś odszedł. Dziękuję Ci, Panie, za tak ważną naukę; daj mi łaskę, abym ją dobrze zrozumiał i z niej korzystał.
PUNKT PIERWSZY.
Oschłości pożyteczne są dla duszy.
Przez oschłości rozumiemy usunięcie światła Bożego, oświecającego duszę, albo namaszczenia, które ją pobudza do dobrego; wtedy ćwiczenia duchowne tracą powab, służba Boża staje się przykra, obowiązki wydają się ciężkie. Oschłości są dwojakie: jedne są zesłane od Boga na doświadczenie dusz gorliwych, drugie są skutkiem i karą oziębłości. Zastanówmy się nad potrójnymi cechami, po których je poznać można. Dusza gorliwa, doświadczana oschłością, ubolewa i cierpi wobec Boga, że w stanie tak nędznym jest niezdolna do niczego; upokarza się z tego powodu i chciałaby cały świat zapalić miłością Bożą dla wynagrodzenia swojej oziębłości. Dusza oziębła przeciwnie nie trapi się swoją obojętnością, nie troszczy się o to, w jakim jest stanie i nie czuje tego nawet. Dusza, doświadczana od Boga oschłością, czuje jakby gwałt sobie zadawany i stara się usilnie z niego uwolnić, myśląc o błędach, jakie popełnia skutkiem słabości, o dobrych uczynkach zaniedbanych, porównując się z duszami gorliwymi, od których tak bardzo się różni, doznaje tej obawy i trwogi, z jaką Apostoł chce, abyśmy sprawowali nasze zbawienie. Wstydząc się, że tak mało uczyniła dla Boga, gorąco pragnie czynić coraz więcej i pobudza się do coraz doskonalszego życia. Dusza oziębła przeciwnie, jest zadowolona z siebie. Uważając, że nic złego nie robi, widząc tylko tę odrobinę dobrego, które spełnia, porównuje się z osobami niepobożnymi, od których się sądzi być lepszą, nie pragnie dążyć do wyższej doskonałości, zadawala się miernością, żyje spokojnie, bez bojaźni Bożej, nie myśląc aby być coraz lepszą. Dusza gorliwa, pomimo oschłości, spełnia wiernie swoje ćwiczenia i stara się odprawiać je jak może najlepiej; wypełnia swoje obowiązki, dla których chętnie się wyrzeka wygód i przyjemności; nie opuszcza żadnego ćwiczenia pobożnego, które uważa za pożyteczne dla siebie. Dusza oziębła przeciwnie źle odprawia swoje ćwiczenia, skraca je albo opuszcza zupełnie, nie chce się przyłożyć do tego, co dla niej przykre, co ją nudzi albo jej się nie podoba; nic sobie nie robi z małych rzeczy, które nie są według jej upodobania i nie chce zrozumieć, że w służbie Bożej nie ma nic małego, że wielkie rzeczy utrzymują się przez pełnienie małych i że to jest rzecz bardzo wielka, być wiernym nawet w najmniejszych rzeczach. Osądźmy według tych oznak, czy nasze oschłości są próbą od Boga zesłaną, czy też są skutkiem naszej oziębłości.
PUNKT DRUGI.
Co mamy czynić w czasie oschłości.
Jeżeli oziębłość nasza jest przyczyną oschłości, trzeba, abyśmy się starali wyjść jak najprędzej z tego stanu, o którym Duch Święty mówi, że gorszy jest niż grzech śmiertelny i który nawet nazywa początkiem potępienia; aby wyjść z oziębłości, trzeba poprawić się z tego, cośmy w poprzedzającym punkcie mówili. Jeżeli oschłości nasze są próbą, trzeba je przyjąć bez niepokoju i zniechęcenia, ofiarować Bogu serce swoje jako ziemię zeschłą, niemającą soków żywotnych, spragnioną łaski i miłości. To pragnienie samo wołać będzie do Boga, proste przedstawienie naszej nędzy powie Mu wszystko; a czekając aż nas wysłucha, służmy Mu jak dawniej, nie tracąc pokoju. Czuwajmy pilnie nad sobą, aby oschłość nie zamieniła się w oziębłość; przejście od jednej do drugiej jest nader łatwe, a zarazem bardzo niebezpieczne, bo wtedy dusza uspakaja się, uważając ten stan jako próbę, którą Bóg zsyła na swoich najlepszych przyjaciół; pod wpływem tego złudzenia, dusza wpada w oziębłość, prowadzącą do zguby.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Ewang. św. Jana, XVI, 7.
[2] – por. Ewang. św. Łukasza, I, 74-75.

