Osiemnasta Niedziela Zwykła – dzień 2 sierpnia 2026 r.

Osiemnasta Niedziela Zwykła – dzień 2 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Zastanawialiśmy się dotąd nad wszystkimi czynnościami, z których się składa życie chrześcijańskie, teraz rozważać będziemy cnoty, które to życie stanowią. Zaczniemy od pokory, której Ewangelia dzisiejsza takie oddaje pochwały i którą nazwać można najpierwszą z cnót, ponieważ jest ich fundamentem. Poznamy w tym rozmyślaniu: 1) na czym polega pokora; 2) jak pokora dobrze pojęta jest zgodna z rozumem. Następnie postanowimy sobie: 1) umiłować cnotę pokory i prosić o nią Boga usilnie; 2) starać się codziennie spełnić jaki akt pokory wewnętrzny albo zewnętrzny. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Ducha Świętego: ,,Upokarzaj się we wszystkim, a znajdziesz łaskę u Boga”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Synowi Bożemu, który zstąpił z nieba na ziemię dla nauczenia nas pokory przez swoją Boską naukę, a jeszcze więcej przez swoje przykłady, ponieważ całe Jego życie od żłobka do krzyża jest jedną nauką pokory. Przyznajmy, że widząc majestat najwyższy, tak ustawicznie się poniżający, okazalibyśmy nieznośną pychę, gdybyśmy się chcieli wynosić.

PUNKT PIERWSZY.

Na czym polega pokora.

Pokora polega na tym, aby gardzić samym sobą, uznając, że zasługujemy na wzgardę; chętnie przyjmować wzgardę od drugich, uważając za rzecz słuszną, aby to, co zasługuje na wzgardę, było wzgardzone. A więc pokora nie polega na słowach pokornych, niezgodnych z tym, co myślimy o sobie, ani na zewnętrznych oznakach, pod którymi ukrywa się wysokie o sobie rozumienie i chęć, aby nas drudzy cenili. Pokora jest to szczerość duszy, która to tylko kocha i tego pragnie, co jest prawdziwe, nawet wtedy, kiedy prawda ją upokarza i zawstydza. Dusza pokorna mówi sobie: Nie mam nic, co by było moją własnością: Bóg dał mi rozum i w każdej chwili może mi go odebrać; pomieszanie umysłu może pozbawić rozumu człowieka wielkich zdolności, uczonego  pozbawić nie tylko nauki, ale i rozumu. Nie mam sam przez się cnoty; jeżeli jest we mnie co dobrego, to zawdzięczam łasce, a najmniejsza pokusa może przyprowadzić mnie do upadku. Nawet ciało moje nie należy do mnie: Pan Bóg je uczynił takim jakim jest, pożyczył mi je, a najmniejszy przypadek może mu odjąć kształt i piękność. Do tej nicości całej mojej istoty przydałem grzech, który mnie uczynił godnym wiecznego potępienia. Na domiar nędzy niezdolny jestem do niczego dobrego, nie mogę nawet mieć jednej myśli, wymówić jednego słowa, zasługującego na zbawienie; jestem zdolny do wszelkiego złego, ponieważ, jak powiada święty Augustyn, nie ma grzechu popełnionego przez jednego człowieka, którego by i drugi człowiek nie mógł popełnić, jeżeli go łaska Boża nie powstrzyma. Znajdując się w takim położeniu, nie mogę ani sam siebie cenić, ani chcieć, aby mnie drudzy cenili, bo to byłoby niesprawiedliwością i kłamstwem; powinienem gardzić sobą, podobać sobie we wzgardzie i upokorzeniu, przez zamiłowanie prawdy, która z głębi sumienia do mnie się odzywa, że nicość i grzech na to zasługują. Powinienem wystrzegać się: pychy, miłości własnej, chęci wyniesienia się, nadwrażliwości i wymagań; cieszyć się, że jestem niczym i że mnie za nic uważają. Czy tak dotąd pojmowałem pokorę?

PUNKT DRUGI.

Dobrze pojęta pokora zgadza się z rozumem.

Czy może być co rozumniejszego, jak żyć w prawdzie? Czyż to nie jest okłamywani siebie samego, jeśli nie chcemy się przyznać, jakimi jesteśmy, dlatego, że nie podobamy się sobie, jakbyśmy mogli zapobiec złu, nie przyznając się do niego. Bóg, sprawca wszystkiego, co jest dobre, zasiał dobre ziarno w duszy naszej; my, sprawcy wszystkiego, co jest złe, zasialiśmy w niej kąkol: czy mamy prawo chlubić się i mówić: Ten plon jest moim dziełem? Co może być słuszniejszego, jak poznawszy korzeń zła, starać się go wyrwać? Otóż wszystkie złe namiętności znajdujące się w nas: pycha, wyniosłość, próżność, zamiłowanie bogactw i inne, które nas pobudzają do grzechu i czynią nas nieszczęśliwymi, mają jeden korzeń wspólny, to jest wysokie o sobie mniemanie i pragnienie czci ludzkiej; ten korzeń wytępia pokora. Wreszcie, czy może być co rozumniejszego, jak opierać się na niewzruszonym filarze, a nie na kruchej trzcinie? To właśnie czyni człowiek pokorny. Znając swoją słabość, nie opiera się na sobie samym; nie liczy na swoje siły i nie naraża się na okazje do grzechu; liczy tylko na Boga, który obiecał pomoc temu, kto Jemu tylko zaufał; tym sposobem staje się mocnym mocą samego Boga, tak dalece, że powiedzieć może za Apostołem: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”[2]. „Albowiem gdy słaby jestem, wtedy jestem potężny”[3]. Człowiek pyszny nie śmie nic przedsięwziąć; a jeżeli co przedsięweźmie, to niepokoi się, miesza i zniechęca najmniejszą trudnością; miłość własna boi się upokorzenia, jakie niepowodzenie za sobą pociąga. Człowiek pokorny inaczej postępuje; rozważywszy rzecz dobrze, idzie naprzód, z wzrokiem zwróconym ku Bogu, w którym całą swą ufność położył. Idzie naprzód opierając się na filarze, którym jest Bóg, a nie na trzcinie nędzy ludzkiej i dlatego zdolnym jest do wielkich rzeczy. Prośmy Boga o skarb pokory, która jest podstawą mądrości i zdrowego rozumu. :

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  por. Eklezjastyk III. 20.

[2] –  Paweł do Filip. IV, 13.

[3] –  Do Korynt. XII, 10.