Liturgiczne wspomnienie św. Franciszka Ksawerego – rozmyślanie dodatkowe na dzień 3 grudnia 2025 r.
Rozmyślanie o świętym Franciszku Ksawerym.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozmyślać będziemy o świętym Franciszku Ksawerym i poznamy, że on posiadał: 1) gorliwość największych apostołów; 2) cnoty najpobożniejszych pustelników. Następnie zrobimy postanowienie: 1) rozbudzać w sobie gorliwość o zbawienie dusz i o nasze własne zbawienie; 2) oznaczyć sobie pewne akty pokory i umartwienia, w których się ćwiczyć mamy. Jako wiązankę duchową weźmiemy te dwie modlitwy strzeliste świętego Franciszka Ksawerego: O święta Trójco! O Jezu, miłości moja!
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi, jako sprawcy wszelkiej świętości; złóżmy Mu dzięki, że dał Kościołowi tak cudownego Świętego, jakim jest św. Franciszek Ksawery; apostoła, który łączy w swej osobie, w wysokim stopniu, życie tak nadzwyczajnie czynne na zewnątrz, a tak pełne ducha wewnętrznego i tak święte.
PUNKT PIERWSZY.
Święty Franciszek Ksawery posiadał gorliwość największych apostołów.
Św. Franciszek Ksawery, przeznaczony przez swego przełożonego na misje do Indii, skoro przybył do Goa, zaczął nauczać dzieci, chorych po szpitalach i więźniów. Ci wszyscy nawrócili się, a za ich przykładem poszło całe miasto. Z Goa udał się św. Franciszek w inne miejsca i wszędzie dokonywał takie same cuda, przebiegł Indie, wykorzenił bałwochwalstwo, wpłynął na poprawę obyczajów, pozyskał dla Ewangelii królów i ludy. Przebiegał szybko jak obłok z jednego miejsca na drugie; jakby go wiatry unosiły na skrzydłach. Przebył rozległe morza, wśród skał i burz; dotarł do bezludnych wysp i do ziemi zamieszkanej przez barbarzyńców, gdzie go czekały: głód, pragnienie, ogołocenie ze wszystkiego, prześladowania i tysiączne niebezpieczeństwa śmierci i w przeciągu dziesięciu lat przebył więcej niż trzy tysiące mil, głosząc wszędzie Ewangelię, nawrócił pięćdziesiąt dwa królestwa, ochrzcił więcej niż milion pogan. Poświęcenie się jego dla chwały Boga nie miało granic. Nawiedzał chorych, opatrywał i całował ich rany, wszystkich grzeszników przyjmował łaskawie i cierpliwie znosił ich opieranie się łasce; wiedział bowiem, że dusze pozyskują się jedynie dobrocią. Prowadził życie ostre i surowe, wiedząc, że tym sposobem można poruszyć i nawrócić najzatwardzialsze serca. Zacząwszy od miasta Goa, głosił św. Franciszek Ewangelię najodleglejszym ludziom naszej półkuli, potem zwrócił się na północ, zamierzając podbić dla Jezusa Chrystusa Chiny i Tatarię; stamtąd postanowił wrócić do Europy północną stroną, aby nawrócić heretyków i wpłynąć na poprawę obyczajów; w końcu zamierzał udać się do Afryki, aby tamtejszym królestwom głosić Ewangelię. Tak rozszerzało się wielkie jego serce, w miarę jak szerzył królestwo Jezusa Chrystusa, nie mówiąc nigdy: „Już dosyć”. Czy mamy chociaż iskierkę tego ognia, który go trawił?
PUNKT DRUGI.
Święty Franciszek Ksawery posiadał cnoty największych pustelników.
Święty Franciszek Ksawery mówił sobie często: „na nic by mi się nie przydało, choćbym cały świat nawrócił, gdybym stracił duszę moją”; dla tej przyczyny zajmował się przede wszystkim swoim własnym zbawieniem. Zacząwszy to wielkie dzieło od pokory, przejął się głęboko poczuciem swej nędzy. Czczony od tych wszystkich, których nawrócił, zaszczycony darem czynienia cudów, uważa się za sługę niepożytecznego, za obrzydłego grzesznika, który przez swoje grzechy niezliczone i niewierności, przeszkodą jest do szerzenia Ewangelii, psuje dzieło Boga i udaremnia zamiary Jego miłosierdzia względem ludów. Powodzenia swoje przypisuje Bogu, który chce okazać swą potęgę, wybierając dla spełnienia największych dzieł, najbardziej niezdolne do tego narzędzie. Niepowodzenia, jakich doznaje, przypisuje grzechom swoim, które są ich przyczyną. Tak był mocno przekonany o potrzebie pokory, szczególnie dla kapłana głoszącego Ewangelię, że razu jednego rzucił się z płaczem na szyję jednego ze swoich braci, zaklinając go, aby gardził sobą i chwałą ludzką; „O chwało ludzka, mówił, ile uczyniłaś złego, ile złego czynisz teraz i jeszcze uczynisz w przyszłości! Ty jesteś powodem, że ten kto naucza, przygotowuje sobie piekło, podczas kiedy drugim otwiera niebo”. Św. Ksawery był również tak umartwionym jak pokornym, miłując cierpienie tak, jak drudzy miłują rozkosze. Na początku misji, na którą go wysłano, Bóg ukazał mu wszystko, co będzie musiał cierpieć: Jeszcze więcej, Panie, zawołał, jeszcze więcej! A w ciągu swojej misji odbywał podróże boso, po palących piaszczystych pustyniach; sypiał na gołej ziemi, odpoczynkiem dla niego było usługiwanie chorym w szpitalach; żywił się wyżebranym chlebem, mogąc często zasiadać u stołu ludzi możnych; odzienie jego było ubogie. Jeszcze większe było jego umartwienie wewnętrzne, starał się zachować ustawiczny pokój umysłu, jednostajność usposobienia, miłą wesołość, która czyniła spotkanie z nim nader przyjemnym; w tym umartwieniu znalazł szczęście. „Jakże ludzie są zaślepieni, mawiał, że nie pojmują, jakie szczęście znajduje się w umartwieniu naturalnych pragnień, chęci i skłonności!” Niepodobna wyrazić, jak wielką była wiara i miłość tego apostoła! Ożywiony nadludzkim męstwem, udaje się samotnie w kraje nieznane, wśród ludów barbarzyńskich, wśród tysiącznych niebezpieczeństw i przeszkód, nawet na dwór potężnych monarchów, gdzie nie lęka się głosić prawdę i potępiać występki. „Im więcej mi zbywa na pomocy ludzkiej, pisał, tym więcej liczę na pomoc Bożą. Żadne niebezpieczeństwo mnie nie przestrasza; bo Bóg trzyma w rękach swych burze morskie, skały i przepaście podlegają Jego władzy, wszystko od Niego zależy, tak złość nieprzyjaciół i prześladowców jak i wysiłki szatanów. Dlaczegóż więc miałbym się lękać ludzi albo rozhukanych żywiołów? Wśród największych niebezpieczeństw obfituję w radość i nie widzę nic milszego na tym świecie, jak żyć w ustawicznym niebezpieczeństwie śmierci dla chwały Jezusa Chrystusa i dla zbawienia dusz”. Ten, który to mówił, znajdował się przez trzy dni i trzy noce na desce, wystawiony na wiatry i bałwany morskie, stokrotnie był w rękach swoich nieprzyjaciół, którzy się z nim najsrożej obchodzili. Ale kto kocha, temu wszystko łatwym się wydaje; a święty Ksawery kochał Jezusa Chrystusa do tego stopnia, że często, nie mogąc znieść zapałów miłości, jakich doznawał, wołał: „Dosyć, Panie, dosyć!”. Twarz jego była pałająca, piersi jakby ogniem napełnione, a z serca jego wydobywały się jak iskry te gorące słowa: „O Przenajświętsza Trójco! O Jezu miłości moja!”. Niekiedy, spoglądając na wizerunek Jezusa ukrzyżowanego, zalewał się łzami, wzdychał, omdlewał z miłości, pragnąc gorąco oddać Zbawicielowi życie za życie; – albo widząc piękne niebo zasiane gwiazdami, wśród spokojnej i cichej nocy, złożywszy ręce na piersiach, oddawał się najwyższej kontemplacji; to znów przepędzał znaczną część nocy przed Przenajświętszym Sakramentem, zatopiony w miłości; wreszcie, nawet wśród najkłopotliwszych zajęć swego zawodu, zawsze był skupiony w Bogu. Niech te piękne przykłady nas zawstydzą, ale niech nas nie zniechęcają i niech nas pobudzą do lepszego życia.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.

