Dwudziesta Trzecia Niedziela Zwykła – dzień 6 września 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Ewangelia dzisiejsza, opowiadając nam pochód pogrzebowy młodzieńca, którego zwłoki niosą aby złożyć je do ziemi, zachęca nas tym samym do rozmyślania o śmierci. Wchodząc w myśl Kościoła, zastanowimy się nad trzema uwagami: 1) co to znaczy umrzeć? 2) kiedy umrę i jak? 3) gdybym miał umrzeć dzisiaj, co chciałbym uczynić? Następnie postanowimy sobie: 1) oderwać już teraz serce od wszystkiego, co będziemy musieli porzucić przy śmierci; 2) tak wykonywać każdą sprawę, jakbyśmy po niej mieli umrzeć. Naszą wiązanką duchową będą te słowa świętego Bernarda: „Gdybyś miał umrzeć za chwilę, czy robiłbyś to lub owo?”.
Oddajmy cześć Duchowi Świętemu, który nas zachęca do rozmyślania o naszym końcu ostatecznym i zapewnia nas, że to rozmyślanie pobudzi nas do życia doskonałego, okazując nam wartość czasu i wieczności, nicość świata i jego uciech; że myśl o śmierci nauczy nas znosić utrapienia tego życia, nie radować się zbytnio w pomyślności; że pamięć o naszym ostatecznym końcu powstrzyma nas od pychy, lekkomyślności i od obojętności dla sprawy naszego zbawienia. Złóżmy dzięki Duchowi Świętemu za tę radę tak potrzebną.
PUNKT PIERWSZY.
Co znaczy umrzeć?
Umrę! to jest: 1) opuszczę wszystko bez wyjątku: rodziców, przyjaciół, rodzinę; pożegnam ich na wieki; porzucę dom mój, sprzęty, dobra, wszystko, co do mnie należy; wszystko opuszczę. Do jakich rzeczy mam największe przywiązanie?… I te opuszczę, jak wszystko inne. Jakież to ogólne wyrzeczenie się wszystkiego!… Jednakże to musi nastąpić. Niestety! jakież to szaleństwo przywiązywać się do tego, co tak rychło trzeba będzie opuścić! Zadałem sobie wiele pracy, aby nabyć i utrzymać to, co posiadam; a to wszystko trzeba będzie opuścić!… Dlaczego nie mam porzucić tego wpierw, przez zupełne oderwanie serca? Umrę! to jest: 2) dusza moja opuści ciało; od tej chwili ciało to stanie się przedmiotem niemiłym, którego nawet rodzice i przyjaciele będą chcieli się pozbyć, stanę się cuchnącym trupem, mogącym sprowadzić zarazę, gdyby go nie usunięto; pogrzebią to ciało, a potem co się z nim stanie? co się stanie z moją głową, rękami i nogami? Jakże jestem szalony, że tak pochlebiam temu ciału i tak je stroję, kiedy ono wkrótce obróci się w zgniliznę i popiół! jak jestem szalony, że dla tego ciała i jego brudnych uciech narażam moją duszę, moją wieczność!… Niestety! Tak zapominamy o umarłych!… Kto pamięta tę lub ową osobę, którą znał, a która już nie żyje? O! jak cześć u ludzi mało warta! Umrę! to jest: 3) dusza moja stanie na sądzie Bożym! O straszna chwilo! ujrzę się sam wobec Boga, aby zdać sprawę z całego mego życia przed Bogiem nieskończenie sprawiedliwym, wszystko wiedzącym, nieskończenie brzydzącym się grzechem i wtedy już nie okazującym miłosierdzia! Dla uniknięcia tego sądu, jeden mam tylko środek: osądzić się surowo na tym świecie, a wtedy nie będę już sądzony.
PUNKT DRUGI.
Kiedy i jak umrę? Jak długo jeszcze mam żyć?
Nie wiem tego. Na kuli ziemskiej umiera w przybliżeniu 7000 osób na godzinę, a ponad 100 na minutę. W której godzinie, w której minucie umrę? Ewangelia nam to mówi: umrę wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewać będę. Tak Bóg postanowił, abym rządząc się rozumem, nie mógł ani na chwilę zaprzestać czuwania, abym był zawsze gotów; bo jeżeli choć jednego dnia położę się na spoczynek w stanie duszy, w jakim nie chciałbym umrzeć, mogę się przebudzić w piekle. Nie tylko nie wiem, kiedy umrę, ale zupełnie niewiadomym mi jest, jak umrę. Czy umrę nagłą śmiercią, nie mając czasu na przygotowanie? Tak dużo ludzi umiera w ten sposób! Czy umrę z choroby, która mnie pozbawi przytomności i mowy, a tym samym sposobności przygotowania się? Czy umrę z choroby powolnej, w której ja i moi najbliżsi sądzić będziemy, że nie ma niebezpieczeństwa, że nic nie nagli? Może umrę wśród ludzi, którzy z obawy, aby mnie nie przestraszyć, nie będą śmieli mówić mi o księdzu? Czy umrę bez spowiedzi, bez ostatnich Sakramentów? Nie wiem tego, a choćbym je nawet przyjął, cierpienia przy śmierci odbierają przytomność umysłu; umierający nie wiele zdoła uczynić: jest więc szaleństwem liczyć na tę ostatnią chwilę, dla załatwienia najważniejszej ze wszystkich spraw, sprawę szczęśliwej albo nieszczęśliwej wieczności. Bądźmy gotowi dziś i zawsze i nic nie odkładajmy na niepewne jutro.
PUNKT TRZECI.
Gdybym dziś wieczór miał umrzeć, co chciałbym uczynić?
Czy gotów jestem umrzeć? Czy interesy moje doczesne są w porządku? Czy sumienie mam spokojne? Czy nie mam jakiej obawy względem moich spowiedzi, Komunii, spełnienia obowiązków mego stanu? Gdybym wiedział, że umrę przy końcu dzisiejszego dnia, jakbym go przeżył? Jak dobrze użyłbym każdej chwili! Gdybym wiedział, że umrę po skończeniu tej modlitwy, z jaką uwagą i gorliwością modliłbym się! Gdyby to miało nastąpić po tej spowiedzi, po tej Komunii, po tej Mszy świętej, po tym nawiedzeniu Przenajświętszego Sakramentu, jak świątobliwie spełniałbym te święte sprawy! Zastanówmy się tu nad sobą i zrozumiejmy, jaką odmianę rozmyślanie o śmierci sprawić powinno w nas i w całym naszym postępowaniu.
Postanowienia i wiązanka duchowna jak wyżej.

