Dwudziesta Szósta Niedziela Zwykła – dzień 27 września 2026 r.

Dwudziesta Szósta Niedziela Zwykła – dzień 27 września 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy Ewangelię niedzielną i poznamy: 1) że powinniśmy uciekać się do Boga we wszystkich troskach tego życia; 2) więcej się zajmować losem duszy naszej w wieczności niż wszystkimi cierpieniami doczesnymi. Następnie postanowimy sobie: 1) w Sercu Pana Jezusa składać wszystkie nasze troski; 2) zajmować się wiecznością więcej, niż życiem doczesnym. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Ewangelii: „Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego.”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, przyjmującemu z dobrocią paralityka, o którym wspomina Ewangelia dzisiejsza i tych, którzy Mu go przywiedli. Kto przychodzi do Niego z ufnością, może być pewnym że zostanie dobrze przyjęty. Jak dobrym jest Pan nasz. jak godzien jest miłości! On jest jedynym, prawdziwym przyjacielem dusz! Upadnijmy do nóg Jego i wyraźmy Mu wdzięczność naszą.

PUNKT PIERWSZY.

Trzeba się uciekać do Boga we wszystkich strapieniach tego życia.

Tę naukę daje nam dzisiejsza Ewangelia. Jak tylko Zbawiciel przyszedł do swego miasta, to jest do Kafarnaum, gdzie zwykle przebywał, przyniesiono Mu paralityka. Cały dom i wszystkie wejścia zapełnione zostały tłumem ludu; aby stawić przed Jezusem chorego, nie mają innego środka, tylko odkrywszy dach, spuszczają przez otwór łoże, na którym leżał sparaliżowany. Przykład tak wielkiej wiary uczy nas uciekać się do Boga we wszystkich troskach tego życia. Bo w istocie, On sam kieruje wypadkami, które nas trapią, On sam nas pociesza, On sam nagradza. On wszystko urządza: bo nic się nie dzieje na tym świecie bez Jego woli wyraźnej, albo z dopuszczenia Jego Opatrzności, tak dalece, że bez niej i włos z głowy naszej nie spadnie, a Opatrzność Boża zawsze jest pełna miłości i dobroci. Jeżeli rani, to daje lekarstwo na zagojenie rany; jeżeli jej ręka dotyka, to również ona uzdrawia. Dlaczegóż zamiast uciekać się do Boga, który wszystko może, uciekamy się do ludzi, którzy nic nie mogą? On sam tylko pociesza we wszystkich strapieniach. Ludzie, jak mówi Hiob, są pocieszycielami natrętnymi; wynurzamy przed nimi nasze troski, a oni, po większej części, albo nie współczują nam, albo nie umieją powiedzieć nam nic takiego, co by wzmocniło naszą wiarę i przyniosło nam pociechę. Wynurzmy nasze strapienia przed Bogiem w serdecznej modlitwie, u stóp krzyża, albo w czasie nawiedzenia Przenajświętszego Sakramentu, a odejdziemy umocnieni i pocieszeni. Wreszcie, Bóg sam nagradza nas za cierpienia zniesione po chrześcijańsku. Jeżeli wynurzamy nasze strapienia przed ludźmi, najczęściej tracimy zasługę; nasza miłość własna chce, aby nas chwalono i nad nami się litowano; jeżeli sami ze sobą o tym mówimy, natura nasza się oburza, czujemy żal do Boga i do ludzi, przez co powiększa się nasz smutek, powstaje niezadowolenie i dajemy sobie okazję do grzechu. Jeżeli, przeciwnie, złożymy nasze troski w Sercu Pana Jezusa, uświęcamy je przez poddanie się woli Bożej, przez modlitwę, przez nadzieję dóbr wiecznych i pewność, że ufność nasza nie zostanie zawiedziona. Przyznajmy wobec Boga, ile złego wyrządziliśmy sami sobie, zwierzając się przed ludźmi z naszymi cierpieniami.

PUNKT DRUGI.

Więcej powinien nas zajmować los duszy naszej w wieczności, niż wszystkie cierpienia doczesne.

Tę naukę daje nam Zbawiciel w dzisiejszej Ewangelii. Żydzi przynoszą Mu człowieka sparaliżowanego, prosząc, aby go uzdrowił. Jezus odpowiada im, lecząc jego duszę, która bardziej jeszcze chora była. Oświeca tę duszę, porusza ją, daje jej szczery żal za grzechy i prawdziwą miłość Boga i mówi do niej: Synu mój, miej ufność, odpuszczają ci się grzechy. Uzdrowienie ciała nastąpi także, ale po uzdrowieniu duszy. Co ważniejsze, musi mieć pierwsze miejsce; niebo przed ziemią; sprawa wieczności przed sprawami doczesnymi. Czy tak oceniamy te rzeczy? Święty[2] proboszcz z Ars zapalił raz, przez nieostrożność, świecę papierowym banknotem. Służąca jego krzyknęła z przerażenia. „Jak mało wasz wiary! – rzekł święty kapłan. – Gdybyś widziała, że popełniam grzech powszedni, nic byś nie powiedziała, a kiedy idzie o trochę pieniędzy, tak bardzo się trapisz?”. Iluż jest w świecie takich chrześcijan, którzy mniej dbają o zbawienie, jak o pieniądze, którzy mniej się obawiają grzechu, niż straty majątkowej, zaszczytów i godności! Zbadajmy siebie w tym względzie, czy i my nie należmy do liczby tych chrześcijan.

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  Ewang. św. Jana VI, 69.

[2] –  [przypis redakcji – w oryginale „świątobliwy” – św. Jan Maria Vianney zm. 1859, beatyfikowany w 1905, kanonizowany 1925]