Dwudziesta Niedziela Zwykła – dzień 16 sierpnia 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Według porządku, jakiego się trzymamy, przerwiemy dziś rozmyślania o pokorze, w celu zastanowienia się nad dzisiejszą Ewangelią. W miłosiernym Samarytaninie widzimy dwie cechy szlachetności chrześcijańskiej: 1) szlachetność uczuć względem nieprzyjaciela, który nim gardził; 2) jeszcze większą szlachetność w postępowaniu. – Następnie postanowimy sobie: 1) oddawać bliźniemu wszelkie przysługi, jakie będziemy mieli sposobność mu wyświadczyć, chociażby to nas jak najwięcej kosztowało; 2) obchodzić się z bliźnimi z dobrocią, szczególnie z tymi, którzy nam przykrość wyrządzili i zawsze oddawać dobrem za zło. Naszą wiązanką duchową będą te słowa świętego Jana: ,,Miłujmy bliźniego nie słowami ani językiem, ale uczynkiem i prawdą”[1].
Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi, który w przypowieści o dobrym Samarytaninie daje nam tkliwy przykład szlachetności chrześcijańskiej, cnoty, właściwej duszom wielkim, która nie tylko jest dowodem miłości, ale i gotowości ponoszenia ofiar dla drugich; tej cnoty przykład uderzający daje nam Zbawiciel w całym swoim życiu. Gdyby Pan Jezus przedstawił tę miłość w osobie kapłana albo innego sługi Kościoła, małe by to zrobiło wrażenie, bo ich obowiązkiem jest czynić drugim dobrze; ale przedstawiwszy ją w osobie cudzoziemca, przechodzącego drogą, dobitniej wyraża potrzebę i zacność tej szlachetnej miłości. Przyjmijmy tę Boską naukę z uszanowaniem, wdzięcznością i miłością.
PUNKT PIERWSZY.
Szlachetność uczuć Samarytanina względem nieprzyjaciela, który nim gardzi.
Żydzi gardzili Samarytanami i nienawidzili ich, jako lud, który odstąpił od swej wiary, a odłączywszy się od ludu Bożego, czcił złotego cielca. Nie chcieli z nimi mieć żadnych stosunków i byliby to sobie uważali za grzech, gdyby z nimi jedli albo pili przy jednym stole. Jednakże, rzecz godna podziwu! Samarytanin, o którym mówi Ewangelia, kocha tych nawet, którzy go nienawidzą i nim gardzą. Spotyka na drodze Żyda, którego nie zna i nigdy nie widział; widzi w nim jednak człowieka cierpiącego, nieszczęśliwego, opuszczonego. To jest dostateczne, aby go pobudzić do litości. Znajduje się w drodze i spieszy się aby przybyć do celu swej podróży; ale wobec nieszczęścia zapomina o swoim własnym interesie, za nic uważa kłopot, jaki na siebie bierze. Inni przeszli tamtędy, ale nie raczyli nawet spojrzeć na poranionego. Samarytanin miłosierny nie naśladuje ich; zatrzymuje się, zbliża do nieszczęśliwego i stara się go pocieszyć i przynieść mu ulgę. Tak szlachetność chrześcijańska postępuje. Szlachetny chrześcijanin nie uważa za powód do nienawiści bliźniegp, jeżeli tenże ma inne przekonania, zasady albo wiarę; nie zważa na to, że źli ludzie gardzą takim człowiekiem, że sam może ponieść jaką szkodę, niosąc mu pomoc, której zły bogacz udzielić nieszczęśliwemu nie chce. Chrześcijanin szlachetny nie postępuje tak, jak ludzie ograniczeni, którzy tym tylko czynią dobrze, co są jednego z nimi zdania; nie myśli, że on sam tylko jest w prawdzie, a drudzy w błędzie; a jeżeli w istocie widzi, że bliźni błądzi, lituje się nad nim i stara się z miłością doprowadzić go do poznania prawdy. W nikim nie widzi obcego sobie człowieka; wszystkich uważa jako ludzi stworzonych na obraz Boga, jako dzieci Boże, jako członki Jezusa Chrystusa, jako dziedziców królestwa niebieskiego; z tego powodu wszystkich kocha i szanuje; gotów jest na wszystkie dla nich ofiary, nie zważając na żadne trudności, ani na złe przykłady. Zbadajmy siebie, czy znajdują się w nas te cechy szlachetności chrześcijańskiej.
PUNKT DRUGI.
Szlachetne postępowanie Samarytanina względem nieprzyjaciela, który nim gardzi.
Przykazanie miłości bliźniego nie tylko nakazuje kochać go, ale i czynić mu dobrze. Uczynki są mową serca; o dobroci drzewa sądzimy nie po liściach, ale po owocach. Dlatego Samarytanin, jak tylko zobaczył nieszczęśliwego podróżnego, chorego, okrytego ranami, opuszczonego bez żadnej pomocy, zsiadł z konia, zbliżył się do niego, oczyścił jego rany winem, które wziął na drogę, opatrzył rany nalawszy w nie oliwy, którą miał ze sobą i wsadziwszy go na konia, zawiódł do najbliższej gospody. Przybywszy tam, dał pieniądze właścicielce gospody i zalecił jej, aby miała o nim staranie, obiecując, że jak będzie wracał, odda jej wszystko, co się będzie należało. Jakiż to piękny przykład bezinteresowności i szlachetności! Niczego nie szczędzi, nie kładzie granic swojej hojności; podziwiajmy to postępowanie szlachetne. Ten miłosierny Samarytanin nie tylko w słowach okazuje miłość, ale i w uczynkach: to jest prawdziwa cecha miłości. Oddaje to, co ma przy sobie: wino, oliwę i pieniądze. Nie ma miłości bliźniego ten, kto go w potrzebie nie ratuje majątkiem swoim i pieniędzmi. Oddawszy pieniądze i to co miał, miłosierny Samarytanin oddaje siebie na jego usługi. Jakiż to rozrzewniający widok! klęczy przy nieszczęśliwym, ociera jego rany, wzmacnia je winem, do którego przydaje oliwę dla ich zagojenia, a potem je obwiązuje. Bierze chorego na ręce, ostrożnie sadza na konia, prowadzi go do najbliższej gospody, kładzie na łoże, jak matka swoje dziecię, a dawszy rozporządzenia i pieniądze, aby miano o nim staranie, obiecuje wrócić wkrótce i oddać wszystko, co wydadzą na jego potrzeby. W taki sposób poświęca się prawdziwa miłość: nie lęka się trudów i za szczęście sobie poczytuje, że może duszę i ciało poświęcić dla dobra bliźniego.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – I. Jan III, 18.

