Druga niedziela zwykła – dzień 18 stycznia 2026 r.

Druga niedziela zwykła – dzień 18 stycznia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś zastanowimy się nad trzecim stopniem pokory, który na tym polega, abyśmy się cieszyli, kiedy o nas zapominają i za nic nas mają; zobaczymy, że ten stopień cnoty: 1) Jezus Chrystus zaleca nam swoim przykładem; 2) że rozum nas do tego skłania. Potem zrobimy postanowienie: 1) nie pokrywać kłamstwem albo wybiegami naszych wad i błędów; nie usprawiedliwiać się, gdy nas obwiniać będą, chyba, że będziemy mieli słuszne do tego powody. Wiązanką duchową będą dla nas te słowa Apostoła: „Podobam sobie w potwarzach”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Słowu Wcielonemu, które z radością okazuje się w tym stanie poniżenia pastuszkom, królom i mieszkańcom Egiptu. Podziwiajmy pokorę Jego serca i złóżmy Mu nasze hołdy.

PUNKT PIERWSZY.

Przykład Jezusa Chrystusa uczy nas, jak mamy się cieszyć, kiedy o nas zapomną i za nic nas mieć będą.

Jedną z naszych słabości jest chęć ukrywania wad naszych przed drugimi; więcej się staramy taić nasze wady, niż się z nich poprawiać; a jeżeli pomimo tego wady nasze zostaną odkryte, trapimy się, uniewinniamy się, składamy je na drugich, którzy za nas ponoszą zawstydzenie, a niekiedy dopuszczamy się wybiegów i kłamstwa. Tak dalece jesteśmy słabi w tym względzie, że kiedy wady nasze zostaną odkryte, więcej się trapimy tym, że o nas będą mieli złe mniemanie, niż tym, że Bóg jest obrażony; nie możemy przebaczyć najmniejszej przygany, nawet najsłuszniejszej, a pochwały nawet fałszywe sprawiają nam przyjemność i wdzięczni za nie jesteśmy tym, którzy nam pochlebiają. Podziwiajmy, co Słowo Wcielone czyni, aby nas uleczyć z tej choroby. Ten Bóg nieskończonego Majestatu nie tylko uniża się i wyniszcza niejako przed Ojcem swoim, przyjmując postać sługi, ale chce, aby świat cały widział Go w tym poniżeniu, aby cała ziemia i wszystkie wieki o nim wiedziały. Na wiele lat przed swoim przyjściem każe Prorokom zapowiadać to cudowne Jego poniżenie; ukazuje się w tym stanie królom, aby na Wschodzie głosili to poniżenie poganom; Apostołom i ich następcom każe opowiadać o nim wszystkim narodom; wreszcie uwiecznia je i podnosi w Przenajświętszym Sakramencie. Czy po tym wszystkim nie ma prawa mówić do nas: Biada wam, obłudnikom, którzy chcecie, aby was uważano za lepszych, niż jesteście, którzy podobacie sobie w fałszu i kłamstwie, kiedy idzie o zadowolenie waszej miłości własnej.

PUNKT DRUGI.

Rozum sam mówi nam, że powinniśmy się cieszyć, kiedy nas mają za takich, jakimi jesteśmy.

W istocie, rozum nam mówi: 1) że wzgarda albo lekceważenie, jakie nas spotyka dlatego, że nam oddają sprawiedliwość, są najlepszym lekarstwem na naszą pychę, że słusznie nam się należą, że są hołdem oddanym prawdzie i że dla tych wszystkich powodów są łaską, którą nam Bóg daje, darem nieba nader pożądanym; to spowodowało świętego króla Dawida, że powiedział do tych, którzy chcieli ukarać zuchwalstwo Semejego: „Dajcie mu pokój, aby złorzeczył: albowiem Pan kazał mu złorzeczyć”[2].

Rozum nam mówi: 2) że to usposobienie serca zabezpiecza od grzechu: inaczej ulegamy niecierpliwości, gniewowi, zemście, jak nam się tylko zdaje, że nam w czymkolwiek ubliżono; oddajemy obelgę za obelgę, wzgardę za wzgardę, szyderstwo za szyderstwo; dochodzimy do ukrytych niechęci, do zniechęcenia i smutku, jeżeli nie możemy nagrodzić sobie tego upokorzenia. Niestety! tak mało potrzeba, aby w nas rozbudzić niezadowolenie: oburzamy się, kiedy nas nie chcą słuchać, kiedy innym dają pierwszeństwo przed nami, kiedy nam się zdaje, że innych więcej niż nas cenią, wreszcie z przyczyny, którą sobie tworzymy sami.

Rozum nam mówi: 3) że nie ma nic piękniejszego jak szczerość w wyznaniu prawdy, choćby upokarzającej nas; że ta szczerość powinna jaśnieć w naszym postępowaniu bez względu na to, co o nas powiedzą. Kto nie ma takiej szlachetności, jest bojaźliwy, nieśmiały, nie ma swobody potrzebnej do dopięcia celu; taki człowiek jest fałszywy, podstępny do tego stopnia, że gotów jest skłamać, aby ukryć swe błędy; jest niewolnikiem próżności, mówi tylko o sobie i chce, aby o nim mówiono i najlepsze miano o nim wyobrażenie.

Rozum nam mówi: 4) że zamiłowanie prawdy, posunięte do wyrzeczenia się miłości własnej, ściąga błogosławieństwo Boże; nawet w tym życiu daje nam szczęście. Podniósłszy się nad opinią ludzką i jej próżne mowy, żyć będziemy szczęśliwi i spokojni: modlitwa będzie dla nas łatwą, jako też i stosunek z Bogiem, którego kochać będziemy, wołając z Apostołem: „Ale u mnie to jest najmniejsza, abym był od was sądzony”[3].

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  II. Korynt. XII, 10.

[2] –  II. Królów, XVI, 10.

[3] –  I. Korynt. IV, 3.