Czwartek II-ego tygodnia Wielkiego Postu – dzień 5 marca 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozważać będziemy: 1) że tajemnica Przemienienia Pańskiego uczy nas zamiłowania cierpień; 2) że cierpienie jest źródłem wielkich łask. Potem postanowimy sobie: 1) cierpieć chętnie, bez użalania się na wszystkie przeciwności i krzyże, jakie nas spotykają; 2) z powodu zbytniego rozpieszczenia nie unikać tego, co nam jest niedogodne albo przykre. Naszą wiązanką duchową będą te słowa świętego Pawła do Hebrajczyków: „Patrząc na Jezusa sprawcę i dokonawcę wiary, który mając przed sobą wesele podjął krzyż, nie bacząc na hańbę”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi na górze Tabor, rozmawiającemu z Mojżeszem i Eliaszem, nie o chwale, którą jaśniał, ale o cierpieniach, jakie miał ponieść na Kalwarii. Usta mówią z obfitości serca; a ponieważ Serce Jego przepełnione było miłością krzyża, przeto chętnie o nim mówił. Dziękujmy Mu za tę wielką naukę, którą nam daje i prośmy Go o łaskę, abyśmy z niej korzystali.
PUNKT PIERWSZY.
Tajemnica Przemienienia uczy nas zamiłowania cierpień.
Zdawałoby się, że wśród chwały, jaką był otoczony, Jezus powinien był odsunąć myśl o cierpieniu; ale Jego Serce tak gorąco pragnęło chrztu krwi, który miał ocalić świat, że nawet wśród chwały Taboru, nie mógł mówić o czym innym. Jezus, Mojżesz i Eliasz „mówili mówi Pismo święte, o zejściu jego, którego miał dokonać w Jeruzalem”[2]. O! jak ta Boska rozmowa uczy nas, cośmy powinni najwięcej cenić na ziemi! W każdej okoliczności, w każdym miejscu i czasie, powinniśmy rozmyślać o krzyżu, krzyż kochać, krzyż dźwigać i mówić o nim z sercem swoim, jak Jezus mówił na górze Tabor z Mojżeszem i Eliaszem. Święty Piotr, któremu Duch Święty nie objawił jeszcze zacności krzyża, myśli tylko o używaniu obecnego szczęścia i woła: „Panie, dobrze jest nam tu być; jeśli chcesz uczyńmy tu trzy przybytki, tobie jeden, Mojżeszowi jeden i Eliaszowi jeden”[3]. Ale Duch święty, który to zdarzenie opowiada, naprawia ten błąd Piotra, dodając, że wyrzekł te słowa „a nie wiedział co mówi”[4]. Zapomniał, że radość należy do wieczności, że cierpienie jest udziałem życia doczesnego, że każda rzecz ma swój czas; że kto chce zasiąść kiedyś na tronie, powinien na tej ziemi być przybitym do krzyża; że kto chce dostąpić zmartwychwstania, powinien wpierw żyć jak umarły; wreszcie, że trzeba przechodzić przez wiele utrapień, aby się dostać do królestwa niebieskiego. Nie godzi się nam zapominać o obowiązku cierpienia, kiedy widzimy to prawo wypisane Krwią na ciele Jezusa Chrystusa; nam, którzyśmy widzieli, według słów Tertuliana, jak ten Boski Zbawca cieszył się, że cierpi za nas, którzyśmy słyszeli, co mówi przez swego apostoła, że nie dostawałoby czegoś do Jego męki, gdyby nie cierpiał we wszystkich członkach swego ciała mistycznego, jak cierpiał we wszystkich członkach swego ciała ludzkiego, nam, którym wśród boleści dał życie, których zrodziły rany Jego, którzy otrzymaliśmy łaskę, wypływającą wraz z Krwią z żył Jego poprzerywanych. Dzieci krwi, dzieci boleści, nie możemy się zbawić wśród rozkoszy. Prośmy Jezusa Chrystusa, aby nam dał zrozumienie tych prawd surowych i męstwo do ich spełnienia.
PUNKT DRUGI.
Cierpienie jest dla nas źródłem łask.
Cierpienie odrywa od ziemi i zmusza serce do wzniesienia się ku niebu, dając mu uczuć nędzę tego życia i okazując mu, że jest stworzone do czegoś lepszego niż znikome dobra ziemskie, że dla niego zgotowane są dobra wieczne. Gdybyśmy nie doznawali żadnych cierpień, przywiązanie do rzeczy tego świata przywiodłoby nas do zguby; tylko cierpienie może nam pokazać, jak zwodniczy jest powab dóbr doczesnych i przekonać nas, że w Bogu jedynie znajdziemy pokój, że wszystko inne jest próżnością i utrapieniem ducha. Cierpienie oczyszcza cnotę od wszelkiej przymieszki i doprowadza duszę do tego stanu, że Bóg jest wszystkim dla jej serca. Dlatego to, im więcej Bóg kocha duszę, tym bardziej nie pozwala jej zasypiać wśród rozkoszy tego świata; nie dopuszcza, aby serce jej skalało się brudnymi wodami rzek Babilonu, to jest przemijającymi uciechami. Cierpienie umacnia cnotę i daje jej stałość, która ją czyni godną Boga. Dopóki żołnierz nie był w boju, dopóty męstwo jego jest podejrzane. Nie można wiele liczyć na duszę, która nie była wypróbowana w ogniu utrapień. Najmniejsza przeciwność, strata, uchybienie należnych jej względów wywołuje z jej strony szemrania i skargi. Jest to pobożność fałszywa, niegodna nazwy pobożności; jest to fałszywe złoto, błyszczące na słońcu, ale które nie wytrzyma próby ognia. Dusza doświadczona cierpieniem, przywykła do utrapień i ofiar, zachowuje pokój wśród przeciwności życia, całuje rękę Boga, który ją dotyka, podnosi z uległością wzrok do nieba i cieszy się z utrapień, jakich doznaje, widząc w nich zadatek przyszłego szczęścia. Cokolwiek bądź cierpi z powodu dziwacznych sądów ludzkich, stosunków z osobami przeciwnego jej usposobienia, wszystkie zawody miłości własnej, zniechęcenia, trudzącą pracę, wszystko znosi mężnie; im więcej serce jej zranione, zakrwawione przeciwnościami, tym jest szczęśliwszą, że może się ofiarować Bogu jako hostia, naznaczona krzyżem Jego ukochanego Syna. Czy takie jest nasze usposobienie?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – List do Żydów, XII, 2.
[2] – Ew. św. Łukasza, IX, 31.
[3] – Ew. św. Mateusza, XVII, 4.
[4] – Ew. św. Łukasza, IX, 33.

