Czwartek Dwudziestego Tygodnia Zwykłego – dzień 20 sierpnia 2026 r.

Czwartek Dwudziestego Tygodnia Zwykłego – dzień 20 sierpnia 2026 r.

Przygotowanie pierwsze.

Dziś rozważać będziemy szesnastą pobudkę do pokory: to jest, że mamy w sobie wiele miłości własnej, która jest śmiertelną trucizną: 1) psuje dary Boże; 2) jest źródłem wszystkich występków. Następnie postanowimy sobie: 1) czuwać z wielkim staraniem nad sercem, aby w nim utrzymać ducha pokory; 2) korzystać z radością ze sposobności upokorzenia się. Naszą wiązanką duchową będą te słowa z Naśladowania: „Nie myśl, żebyś uczynił postęp w cnocie, jeżeli nie będziesz się uważał za ostatniego ze wszystkich”[1].

Przygotowanie drugie.

Oddajmy cześć Sercu Jezusa, uznającemu swoją niskość i nicość wobec najwyższego majestatu Ojca swego. Złóżmy Mu hołdy w tym Jego upokorzeniu, przez które nas uczy unikać próżnej chwały, tak niebezpiecznej dla naszego zbawienia.

PUNKT PIERWSZY.

Miłość własna psuje w nas dary Boże.

Bóg dał nam ciało, które jest arcydziełem w świecie widzialnym; umysł karmiący się wiedzą i prawdą, zdolny do pojmowania odległości i wysokości niebios i zgłębiający przepaści; serce większe niż świat cały, obejmujące nieskończoność, która go jedynie zadowolić może. Miłość własna psuje te doskonałe dary tak dalece, że obraca je na naszą zgubę, albo na niebezpieczeństwo utraty zbawienia. Kto pieści swoje ciało i ma upodobanie w nim, ten robi sobie z niego bałwana próżności, szkodliwego dla duszy i niegodnego jej wysokiego i wiecznego przeznaczenia. Kto ceni swój rozum, ten ściąga na siebie karę, należną pysznemu, a ufając swemu światłu, zaślepia się. O! iluż jest potępionych dlatego, że cenili swój rozum i jego pomysły! O! gdyby mieli mniej rozumu a więcej pokory! Kto ceni przymioty swego serca i chlubi się z nich, ten żywi robaka, który je niszczy i psuje ich korzeń. Bóg dał nam wprawdzie łaskę modlitwy, przez którą wszystko możemy otrzymać; ale jeżeli miłość własna przymiesza się do modlitwy, Bóg ją odrzuci, jak modlitwę faryzeusza, który dziękując Bogu, sobie chwałę oddawał. Bóg, oprócz modlitwy, dał nam jeszcze łaskę pełnienia dobrych uczynków i ćwiczenia się w różnych cnotach; ale jeżeli miłość własna domiesza się do tych cnót, stracimy wszelkie zasługi. Kto ceni swoją cnotę, ten ją utrącą; kto szuka chwały z dobrych uczynków, ten pustoszy swoje zbiory, burzy swój budynek, niweczy swoje dzieło. Ileż mamy tu powodówdo zastanowienia się nad sobą, ile zasług straconych!

PUNKT DRUGI.

Miłość własna jest źródłem wszystkich występków.

O chwało ludzka, mówił święty Franciszek Ksawery, ile złego uczyniłaś, czynisz jeszcze i czynić będziesz! Chwała ludzka rodzi chęć wyniesienia się za pomocą intryg i podłości; chcemy, aby o nas mówiono; pragniemy być wyżej, niż nas Opatrzność umieściła. Próżna chwała rodzi chciwość bogactw, dopuszcza się niegodnych postępków dla nabycia majątku i znaczenia u ludzi. Z tego źródła wynika zbytek w ubiorach i sprzętach, bo ludzie zwykle podziwiają tę wspaniałość. Chęć chwały rozbudza próżność, która karmi się pochwałami, znieść nie może żadnej przygany ani wyrzutu, oburza się, kiedy jej się zdaje, że ją nie dość cenią, jak monarcha, którego by chciano pozbawić tronu. Z pychy pochodzi wzgląd ludzki, który prowadzi za sobą słabość i nikczemność charakteru: Co o tym powiedzą, co pomyślą o mnie, jeżeli to lub owo uczynię? Aby nie wywołać nagany, poświęcamy obowiązek; postępujemy źle aby podobać się drugim i udajemy nieraz gorszych, niż jesteśmy. Stąd wypływa niecierpliwość, szorstkość, nie mogąca znieść żadnego oporu ani przeciwności. Nie chcemy się przyznać, że zasługujemy choćby na małą naganę, żeśmy warci, aby nas Bóg odrzucił i ludzie opuścili. Dla względu ludzkiego pozwalamy sobie na obmowy z narażeniem sumienia, na rozmowy zbyt swobodne. Cóż by powiedzieli, gdybym mówił inaczej jak drudzy? Dopuszczamy się kłamstwa, wykrętów albo wybiegów, aby się usprawiedliwić, kiedy jesteśmy winni, albo dlatego, żeby o nas miano dobre wyobrażenie. To jest przyczyną, że czujemy nienawiść albo oziębłość względem tych, których podejrzewamy o brak szacunku do nas, a pewien rodzaj czci dla tych, którzy nas cenią; to sprawia, że zazdrościmy drugim zasług, że serce i umysł zajęte miłością własną czynią nas niezdolnymi do modlitwy i do wszelkiej cnoty. O Boże! prawdą jest, że miłość własna rodzi wszystkie występki! że nieszczęściem jest być zawsze chwalonym, a bardzo pożytecznym dla duszy jest kiedy ją upokarzają!

Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.


[1] –  II. Naślad. II, 2.