Czwartek Dwudziestego Pierwszego Tygodnia Zwykłego – dzień 27 sierpnia 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dziś rozważać będziemy dwudziestą pierwszą pobudkę do starania się o pokorę, to jest: 1) że miłość własna jest szaleństwem; 2) że ten rodzaj szaleństwa odbiera nam zdrowy rozum w postępowaniu. Następnie zrobimy postanowienie: 1) oddalać natychmiast, jak tylko się spostrzeżemy, wszelkie upodobanie w sobie samych i pragnienie, aby nas ceniono; 2) nie mówić nigdy nic na swoją korzyść i przyjmować chętnie upokorzenia, jakie nas spotkają. Naszą wiązanką duchową będą te słowa z Ksiąg Świętych: „Gdzie jest pokora, tam i mądrość”[1].
Oddajmy cześć Jezusowi Chrystusowi ukrywającemu w Przenajświętszym Sakramencie swój Boski majestat, w celu nauczenia nas, że zdrowy rozum nakazuje nam nie ulegać niewolniczo opinii ludzkiej, nie schlebiać światu, a starać się jedynie o podobanie się Bogu, który nie zostawi bez nagrody tego, co w skrytości dla Niego czynimy; oddajmy Mu hołdy uwielbienia i miłości.
PUNKT PIERWSZY.
Miłość własna jest szaleństwem.
Któż nie doświadczył sam na sobie, że niekiedy przychodziły mu z powodu miłości własnej myśli prawdziwie szalone? Każdy z nas wstydziłby się, gdyby wszyscy wiedzieli, jakie zamiary dziwaczne, jakie śmieszne marzenia, jakie szalone przypuszczenia miłość własna przywodzi nam na myśl: wszyscy śmieliby się z tych fantastycznych urojeń. Kto z nas, oddając sobie sprawiedliwość, nie zawoła: Szalony jestem, że się zajmuję tymi myślami! Smutne to w istocie szaleństwo, właściwe wszystkim ludziom! Dlatego święty Wincenty a Paulo wyrzekł te pokorne słowa: „Jestem najśmieszniejszy i najgłupszy ze wszystkich ludzi”. Czyż my nie mamy powodu, słuszniej niż ten świątobliwy kapłan, zastosować te słowa do nas? Czyż nie jesteśmy tak szaleni, że sądzimy się zdolni do zajmowania najwyższych stanowisk i chcemy się piąć coraz wyżej, nie mówiąc nigdy: dosyć? Czyż to nie jest szaleństwem, że chcemy, aby nas przenoszono nad drugich, aby nas uważano za zdolniejszych, mądrzejszych od innych ludzi; że upieramy się przy swoim zdaniu, nie radząc się bardziej doświadczonych od siebie; że chcemy, aby nas ceniono, że nie możemy znieść żadnego uchybienia, żadnej przygany i nie wiemy jeszcze, że nie można wszystkim się podobać? Społeczeństwo ludzkie takiego jest ducha, że każdy wypatruje słabą stronę bliźniego, aby w nią skierować pociski swoich krytyk; a wtedy nawet, kiedy nie ma nic do zarzucenia, tłumaczy sobie na złe intencje, podejrzewa o ukrywanie zamiarów, tak dalece, że nikt nie był nigdy i nie będzie wolnym od przygany. Czyż nie jest to szaleństwem, że tak wiele przywiązujemy wagi do sądów ludzkich, do opinii świata, tak niestałej, tak bezzasadnej, która często wysoko ceni człowieka, godnego pogardy, a poniża tego, kto zasługuje na szacunek? Ubiegamy się za sławą, która nas pobudza do pychy, jeżeli nam sprzyja, a jeżeli nam jej odmówią, doprowadza nas do zniechęcenia i czyni nas nieszczęśliwymi tu na ziemi; w życiu przyszłym sława na nic się nam nic przyda, jeżeli się Bogu nie podobamy, bo na cóż nam się przyda, że nas chwalić będą na tym świecie, jak nas tu już nie będzie, jeżeli będziemy udręczeni tam, gdzie żyć mamy na wieki? Czyż to nie jest szaleństwem, że szukamy czci u ludzi, nawet u takich, których nie szanujemy; że z upodobaniem przyjmujemy najmniejsze oznaki poważania, choćby to było jedno spojrzenie, jedno słowo, jeżeli tylko stąd wnosić możemy, że o nas mają dobre wyobrażenie i że przy sposobności chwalić nas będą? Piotr de Blois[2] słusznie porównuje tych, którzy szukają czci u ludzi, do pająka, który wysila się i męczy, aby złowić… muchę. Zawstydźmy się wobec Boga, że ulegamy szalonej miłości własnej, przywodzącej do obłąkania tych nieszczęśliwych, którzy straciwszy rozum, wyobrażają sobie zazwyczaj, że są królami albo wielkimi panami; przyznajmy, że oznaką prawdziwej mądrości jest starać się jedynie podobać Bogu, bo to jest prawdziwa, gruntowna chwała w tym życiu i w wieczności i którą zawsze mieć możemy, jak będziemy chcieli.
PUNKT DRUGI.
Miłość własna odejmuje często w postępowaniu zdrowy rozum.
Człowiek, obałamucony miłością własną, mówi sobie, jak ci, którzy budowali wieżę Babel: „Uczyńmy sławne imię nasze”[3]. Chcąc dopiąć tego celu, przedsiębierze nierozważnie rzeczy trudne, ufając zanadto swemu rozumowi i nikogo się nie radząc, natrafia na przeszkody i ginie. Nawet wtedy, kiedy widzi, że się pomylił, nie chce tego przyznać, a biorąc to sobie za punkt honoru, nie cofać się, idzie dalej, nie obawiając się tego, że naraża swój majątek i mienie tych, którzy mu zaufali, niekiedy nawet swą dobrą sławę i dobro Kościoła! Tym sposobem sprawdza się to zdanie Ducha Świętego: „Gdzie będzie pycha, tam będzie i hańba”[4] , „ Widziałeś człowieka, który siebie poczytuje za mędrca? większą nadeń nadzieję będzie miał głupi”[5], „Wywyższeniem głupich zelżywość”[6], „Gdzie jest pokora, tam i mądrość”[7] ; to znaczy, że pokora jest roztropną doradczynią, że człowiek pokorny jest roztropny w całym swym postępowaniu, bo się zastanawia wpierw, nim zacznie działać; nie ufając sobie, radzi się drugich; nie przedsiębierze więcej, niż może wykonać, unika kroków zbyt śmiałych i działa w sposób zdecydowany. Zbadajmy siebie, czy tak postępujemy?
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Przyp. XI, 2.
[2] – [przypis redakcji – Piotr Blozjusz (łac. Petrus Blesensis; fr. Pierre de Blois; ok. 1130 – ok. 1211) był francuskim duchownym, teologiem, poetą i dyplomatą. Znany jest przede wszystkim ze swojego zbioru listów łacińskich.]
[3] – Genez. XI, 4.
[4] – Przyp. XI, 2.
[5] – Tamże XXVI, 12.
[6] – Tamże III, 35. [przypis redakcji – zelżywość oznacza zniewagę, obelgę hańbę lub upokorzenie. Pochodzi od czasownika zelżyć (znieważyć, uczynić lżejszym w sensie odebrania czci). Można je znależć w Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa w wezwaniu: „Serce Jezusa, zelżywością napełnione”].
[7] – Tamże XI, 2.

