Czwartek czwartego tygodnia zwykłego – dzień 5 lutego 2026 r.
Przygotowanie pierwsze.
Dotąd rozważaliśmy życie Jezusa Chrystusa od chwili Jego Wcielenia aż do przyjęcia Chrztu od świętego Jana. Wszędzie widzieliśmy w życiu Zbawiciela naszego cierpienie i ofiarę. Dziś zastanowimy się nad głęboką przyczyną, dla której Jezus chciał, aby takim było Jego życie – i zobaczymy: 1) że cierpienie jest koniecznością; 2) że cierpienie jest szczęściem. Następnie zrobimy postanowienie: 1) oderwać serce nasze od przywiązania do uciech i rozkoszy, i złożyć je Bogu na ofiarę, jeżeli się do tego okazja zdarzy; 2) przyjmować chętnie wszystkie przykrości życia, nie szemrząc i nie uskarżając się. Naszą wiązanką duchową będą te słowa Ewangelii: „Błogosławieni którzy cierpią”[1].
Przygotowanie drugie.
Oddajmy cześć Jezusowi, który chciał, aby życie Jego przez lat trzydzieści było pasmem boleści i cierpień. Podziwiajmy tę głęboką tajemnicę i błogosławmy za to Zbawiciela naszego: bo On dla naszego zbawienia dobrowolnie wybrał ten rodzaj życia, aby nam wysłużyć łaskę cierpliwości; aby nas nauczyć, jak doskonałą rzeczą jest cierpienie i ofiara. Złóżmy dzięki temu najlepszemu Zbawcy, który dla miłości naszej przyjął życie tak uciążliwe.
PUNKT PIERWSZY.
Cierpienie jest koniecznością.
- Konieczność ta wynika z natury naszej: Autor Naśladowania mówi: „Obracaj się, gdzie chcesz, szukaj czego tylko chcesz, nie znajdziesz wyższej ani bezpieczniejszej drogi, jak droga Krzyża świętego. Wszędzie znajdziesz krzyż i nigdy uwolnić się od niego nie możesz”[2]. Krzyżem dla ciała są choroby, dla duszy niepokój, smutek, zniechęcenie, które sprawia, że jesteśmy sami sobie ciężarem, nie mogąc sobie z tego zdać sprawy; krzyż znajduje się w sprzeczności charakterów, woli, dążności, i myśli tych, z którymi żyjemy, krzyż jest w posiadaniu dóbr ziemskich, z powodu obawy ich utraty i kłopotów w ich utrzymaniu; krzyż jest w niedostatku, z przyczyny braku potrzebnych rzeczy; krzyż jest w pracy, z powodu trudów; krzyż jest w próżnowaniu, z powodu znudzenia, jakiego się doznaje; krzyż jest z utraty rodziców albo przyjaciół; krzyż w niepowodzeniach majątkowych; krzyż z powodu języków złośliwych, z utraty sławy: słowem, świat cały jest wielką Kalwarią, na której każdy dobrowolnie albo pomimo woli, przybity jest do krzyża. Ponieważ tak się dzieje na świecie, czyż nie jest to szaleństwem, nie chcieć się poddać temu, co jest nieuniknione – tracić zasługę z tego, co znoszone po chrześcijańsku mogłoby nam wyjednać nagrodę w niebie – i powiększać swoje cierpienie, przyjmując je niechętnie? Cierpienie jest koniecznie potrzebne do zbawienia. Gdybyśmy w życiu doznawali samych tylko przyjemności, przywiązałoby się do nich serce nasze, uważalibyśmy ziemię za naszą ojczyznę, a zapomnielibyśmy o niebie. Nieszczęście prowadzi do Boga: jest to przysłowie, stwierdzone doświadczeniem. Kiedy nieszczęście spotka człowieka, wtedy poznaje, że ziemia nie jest jego ojczyzną; że po skończeniu życia doczesnego jest życie lepsze, gdzie wszystkim oddana będzie sprawiedliwość: dobrym wieczna nagroda, grzesznikom kara wieczna; że wycierpiawszy tyle na świecie, trzeba się zabezpieczyć, aby nie cierpieć jeszcze w życiu przyszłym. Wtedy człowiek rachuje się z sumieniem i rozpoczyna życie chrześcijańskie. Bóg nie dał Salomonowi łaski cierpienia i dlatego zbawienie jego jest wątpliwe; Dawid otrzymał tę łaskę i przez cierpienie wysłużył sobie miejsce pomiędzy Świętymi. Krzyż, powiada Naśladowanie, jest królewską drogą do nieba; sam Jezus Chrystus tą drogą tam wszedł; nie spodziewajmy się inaczej tam się dostać. Aby używać chwały z Jezusem w niebie, trzeba z Nim cierpieć tu na ziemi. Czy dobrze pojmujemy tę prawdę? Czy postanowiliśmy dźwigać chętnie i bez szemrania wszystkie krzyże tego życia?
PUNKT DRUGI.
Cierpienie jest szczęściem.
Te dwa słowa zdają się być sobie przeciwne; i w każdym innym względzie – wyjąwszy w znaczeniu duchowym – są sobie przeciwne. Kto nie ma w sercu ani wiary ani miłości, dla takiego cierpienie jest złem, które go trapi, oburza, a niekiedy przywodzi do rozpaczy. Ale ten, kto wierzy i kocha, inaczej postrzega cierpienie; słowa Jezusa Chrystusa są prawdziwe: „Błogosławieni, którzy cierpią, błogosławieni, którzy płaczą!”[3] „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy pracujecie i jesteście obciążeni, a Ja was ochłodzę”[4]. Dusza wierząca i miłująca, we wszystkim, co ją spotyka, widzi rękę Boga, rękę kochającego ją Ojca, który wszystko urządza dla jej dobra. Dlatego kocha i całuje z czułością tę rękę, zawsze dobroczynną, nawet wtedy, kiedy zasmuca. „Miłość Boga, mówi sobie, zsyła mi ten krzyż. Jakżebym mogła nie kochać go, nie cenić go wyżej nad wszystkie skarby!” Dusza, która wierzy i kocha, pamięta, że nie ma żadnego porównania między cierpieniami tego życia a radością niebiańską. Za chwilę utrapień otrzymuje wieczną szczęśliwość, za kroplę goryczy – ocean szczęścia; za każdą chwilę cierpienia, zniesionego po chrześcijańsku, płacić jej będzie Bóg niewymownymi i niepojętymi radościami, przez całą wieczność. Na tę myśl dusza doznaje najwyższej pociechy wśród utrapień, jakie Bóg na nią zsyła. Dusza, która wierzy i kocha, spogląda na Jezusa ukrzyżowanego; a widząc, że Jezus niewinny cierpi dla niej, pojmuje, że słuszną jest rzeczą, aby ona, grzeszna, cierpiała dla Niego. Pragnąc oddać miłość za miłość, chciałaby cierpieć dla Jezusa tyle, ile On dla niej wycierpiał; a ponieważ Boski Zbawca daleko więcej od niej cierpiał, przyjmuje przynajmniej chętnie nierównie mniejsze cierpienia. Całuje wtedy Jezusa ukrzyżowanego, przyciska usta do nóg Jego, a serce jej z radością powtarza słowa świętego Piotra: „ale będąc uczestnikami cierpień Chrystusowych, weselcie się”[5], albo słowa świętego Andrzeja: O krzyżu pożądany, witam cię! Tym sposobem, tam, gdzie dusze bez wiary i miłości znajdują nieszczęście i rozpacz, dusza, wierząca i kochająca, znajduje najwyższą radość. Czy tak pojmujemy i przyjmujemy cierpienia? Przejmijmy się uczuciami więcej chrześcijańskimi, niż te, którymi się dotąd powodowaliśmy.
Postanowienia i wiązanka duchowa jak wyżej.
[1] – Ew. św. Mat., V., 10.
[2] – II. Ks. Naśl. J. Chr., XII., 3., 4.
[3] – Ew. św. Mat., V. 10, 5.
[4] – Ew. św. Mat., XI., 28.
[5] – I List św. Piotra., IV. 13.

