Andrzej Solak, Modlitwa mieczy. Opowieści o obrońcach wiary, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2012.

Od Wydawcy:

Miecz w ręku chrześcijanina dla wielu bywa znakiem zgorszenia, dla innych jednak może się okazać symbolem nadziei i zwiastunem ocalenia. Bywało i bywa nadal tak, że swobodne wyznawanie i głoszenie wiary w Chrystusa możliwe jest tylko w enklawach chronionych przez miecz (czy jego zmodyfikowane, bardziej nowoczesne odpowiedniki) chrześcijańskich wojowników.
Modlitwy mieczy opowiada historie ludzi walczących w obronie wiary od czasów średniowiecza po współczesność. Ludzi, którzy mieczem wyrąbywali miejsce dla swobodnego głoszenia Ewangelii, którzy własnymi piersiami osłaniali miasta i świątynie. Obok mieczy pojawiają się w tych opowieściach indiańskie topory, koncerze polskich husarzy, kosy Wandejczyków i nowoczesne karabiny automatyczne. Są wiosłowe galery zwycięzców spod Lepanto oraz nowoczesny krążownik wspierający powstańców generała Franco, sztylet Karoliny Corday i biafrańskie samoloty szturmowe.
Te opowieści przedstawiają epizody często mało znane albo takie, których postrzeganie jest zafałszowane przez antychrześcijańskie czy antykatolickie stereotypy. Samo to czyni je ogromnie interesującymi, ale tym, co decyduje, że naprawdę warto sięgnąć po tę książkę, jest sposób ich opowiadania przez autora: dynamiczny, znakomicie oddający dramatyzm wydarzeń i intensywność dylematów, z którymi przyszło się mierzyć jego bohaterom.

O książce:

[…] Niektórym mediom katolickim stawia się zarzut, że są zbyt ostrożne, że wielu chrześcijańskich autorów boi się nazywać zło po imieniu, a ich patronem i ulubionym świętym jest św. Spokój.

Autor „Modlitwy mieczy” pochodzi „z innej parafii”. Nie cofa się przed kąśliwą uwagą, dla niego wielbiciele komunizmu mają „dusze zarażone marksistowskim syfilisem” (już sobie wyobrażam te oburzone miny weekendowych chrześcijan, dla których wyrocznią jest telewizja TVN!). Zasztyletowanie rewolucyjnego ludobójcy Marata kwituje słowami: „…umierał śmiercią zarzynanego wieprza”.

Solak potrafi uchwycić ciekawy detal i sprawić, że czujemy klimat opisywanych wydarzeń. Rzuca fachowe uwagi na temat składu „ognia greckiego” stosowanego w średniowieczu oraz o przełomowej konstrukcji karabinu maszynowego użytego przeciw muzułmanom w XIX wieku. Kiedy w meksykańskiej restauracji katolicki zamachowiec strzela do prezydenta Obregona, autor nie omieszka wtrącić, że orkiestra grała w tym momencie przebój „El Limoncito”. Opisując egzekucję Karoliny Corday podaje mimochodem, że kat zarzucił jej na ramiona strzęp czerwonej tkaniny oznaczający zbrodnię ojcobójstwa, aby stwierdzić na koniec: „Paryskie elegantki z upodobaniem będą potem nosiły czerwone szale á la Charlotte Corday…”.

Dlatego, chociaż książka wprost ocieka krwią, jednak czyta się ją doskonale. […]

Edyta Piekarz, Katolicy z mieczami, „Młodzież Imperium”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *